To mnie uderza bardziej niż sam fakt upadku. Gdyby coś ją zepchnęło, to albo ten coś leżałby obok niej, albo byłby przesunięty. Nie ma śladów żadnej przyczyny mechanicznej. I to przy odległości, która wyklucza samo zsunięcie.
Mój kubek pękł, więc nie wiem, gdzie dokładnie leżał względem półki, ale teraz żałuję, że nie sprawdziłem. Nie przychodziło mi do głowy, żeby mierzyć odległość od półki. Gdybym wiedział, że to może mieć znaczenie...
Przy moim przypadku też nie mierzyłam. Ale u mnie to było trochę inaczej, bo widziałam sam ruch i to właśnie spowolnienie mnie uderzyło, nie odległość lądowania. Teraz zastanawiam się, czy te dwa aspekty, tempo i tor lotu, mogą być osobnymi zjawiskami, czy zazwyczaj idą razem.
Mamy chyba za mało szczegółów o torach lotów żeby to zestawiać, ale coś zaczyna się rysować. Dwa przypadki, dwa różne pomieszczenia, dwa różne przedmioty, obydwa z lotem poziomym bez żadnej widocznej przyczyny. Czy ktoś zna inne przypadki z tego wątku, gdzie było coś o odległości lądowania? Bo może to jest ważniejszy parametr niż myśleliśmy.
Mamy chyba za mało szczegółów o torach lotów, żeby to zestawiać, ale coś zaczyna się rysować. Dwa przypadki, dwa różne pomieszczenia, dwa różne przedmioty, obydwa z lotem poziomym bez żadnej widocznej przyczyny. Czy ktoś zna inne przypadki z tego wątku, gdzie było coś podobnego z kierunkiem lotu?
To może być ważne rozróżnienie. Mamy dwa typy: przedmioty, które lądują tam gdzie powinny, ale dziwnie wolno, i przedmioty, które lądują za daleko od swojego miejsca. Czy to w ogóle to samo zjawisko? Może nie.
