Chciałam zapytać, czy ktoś miał kiedyś sytuację, w której był absolutnie pewny, że jakaś rozmowa się odbyła, a okazało się, że druga strona twierdzi, że nic takiego nie było? Mam na myśli nie drobne nieporozumienie, tylko kompletnie różne wersje tego samego zdarzenia. Kilka tygodni temu miałam rozmowę z mamą, w której ona mi powiedziała konkretne rzeczy dotyczące pewnej sprawy rodzinnej. Byłam pewna tej rozmowy, pamiętałam gdzie stałam, co robiłam w tym momencie. Mama mówi, że nigdy tego nie powiedziała i że w ogóle nie rozmawiałyśmy na ten temat. Nie chodzi o to, że nie pamięta, tylko ona jest przekonana, że tego nie było. Szukam jakichś wyjaśnień, bo racjonalne mnie nie satysfakcjonują.
O, to ciekawe bo ja coś podobnego miałam z koleżanką. Dogadałyśmy się na coś przez telefon, a ona potem twierdziła, że rozmawiałyśmy o czymś zupełnie innym. Żadna z nas nie kłamała, obie byłyśmy pewne swoich wersji. Zastanawiałam się czy to w ogóle ma jakieś wytłumaczenie po tej... nazwijmy to nieracjonalnej stronie.
To co opisujesz ma nawet swoją nazwę w psychologii, mandela effect w wersji interpersonalnej, ale żeby to spłycać od razu do psychologii to szkoda. Pytanie do ciebie jest takie, czy ta rozmowa której pamiętasz miała jakiś wyraźny ładunek emocjonalny? Czy mama powiedziała coś ważnego, coś co chciałaś usłyszeć albo czego się bałaś?
Zatrzymajmy się na chwilę. Bo tu są dwa różne zjawiska i warto je rozdzielić. Jedno to sytuacja, w której ktoś mógł naprawdę zapomnieć albo kłamać. Drugie to coś, co niektórzy nazywają nakładaniem się linii czasu, gdzie obie osoby pamiętają coś, co wydarzyło się w ich subiektywnej rzeczywistości, ale te rzeczywistości są po prostu różne. Pytanie do osoby, która zaczęła temat, czy dopuszczasz w ogóle taką interpretację, czy szukasz czegoś innego?
Ja to słyszę po raz pierwszy i szczerze mówiąc brzmi dla mnie abstrakcyjnie. Rozmowa etheryczna, wyższa jaźń, rozumiem że to ma sens w tym kontekście, ale jak odróżnić że to to, a nie po prostu... sen który nam się zlał ze wspomnieniem?
zmęczenie może paradoksalnie otwierać pewne stany percepcji. To nie znaczy że halucynowałaś. Czasem podniesiona przepuszczalność, umownie mówiąc, sprawia że odbieramy coś co się wydarza na innym poziomie tak samo żywo jak coś fizycznego. Nie twierdzę że tak było, ale to jeden z możliwych kierunków.
Ja miałam coś takiego dwa razy w życiu i za każdym razem okazało się że rozmowa którą pamiętałam miała jakiś odpowiednik w rzeczywistości, tylko że jakby przesunięty. Raz rozmawiałam o czymś z osobą, i obie pamiętałyśmy tę rozmowę inaczej, ale w zasadzie różniłyśmy się tylko w tym kto co powiedział. Jak odwrócona wersja. Nie mam pojęcia co za tym stało.
To co opisujecie wy obie to jest jeszcze inny wariant. Przy nakładaniu się wspomnień relacyjnych często dochodzi do tego co nazywam efektem lustra, obie strony pamiętają rozmowę, ale jakby z perspektywy tej drugiej osoby. To sugeruje że gdzieś na poziomie informacyjnym doszło do zamiany punktów widzenia. Ale wracając do początku wątku, tu jest coś innego, tu jedna osoba twierdzi że rozmowy w ogóle nie było.
to jest bardzo ważna informacja. Jeśli tylko ta konkretna scena jest tak zakodowana, to sugeruje że coś przy jej powstawaniu było inne. Nie pytam już o stan fizyczny, bo to omawiałyśmy. Ale zastanów się, czy w tamtym momencie myślałaś intensywnie o mamie zanim do niej przyszłaś? Jakieś przeczucie, oczekiwanie?
Albo, przepraszam że to mówię wprost, mama po prostu nie chce powiedzieć pewnych rzeczy i ma teraz wygodne wyjście. Nie oskarżam, ale to też trzeba wziąć pod uwagę. Takie rzeczy rodzinne bywają skomplikowane.
Weszłam do tej rozmowy dość późno, ale jedno mnie zastanawia. Mówicie o efekcie lustra, o liniach czasu, o komunikacji etherycznej. A czy ktoś zapytał, czy ta historia rodzinna której mama rzekomo nie opowiedziała, czy ona jest prawdziwa? Znaczy, czy sprawdziłaś to co usłyszałaś?
to jest klasyczny problem z weryfikacją, nie możesz wiedzieć co by było gdybyś nie działała. Ale powiedz mi jedno, czy ta informacja, ta której mama rzekomo nie wypowiedziała, była czymś co mogłaś sama wywnioskować z wcześniejszej wiedzy o tej sytuacji? Nawet podświadomie?
Ja się zastanawiam czy to nie mógł być jakiś sen, który pomieszał się ze wspomnieniem? Czasem rano jestem absolutnie przekonana że rozmawiałam z kimś, a potem okazuje się że to był tylko sen. I to nie jest żadna magia, to po prostu ludzki mózg.
A co z tą informacją samą w sobie? Nikt chyba nie zapytał, czy to jest coś co mama w ogóle mogłaby wiedzieć, czy raczej coś co jest poza zakresem jej wiedzy? Bo jeśli mama obiektywnie nie miałaby skąd tego wiedzieć, to to zmienia wszystko.
Wchodzę późno, ale mam pytanie do całego kontekstu. Czy ta rozmowa z mamą była w jakimś szczególnym miejscu, w jakich okolicznościach? Mam na myśli czy było to coś wyjątkowego, jakieś spotkanie specjalnie zorganizowane, czy zupełnie zwykła codzienność?
to ciekawe, bo w momentach wyjątkowych mózg może działać inaczej, bardziej kreatywnie. Ale właśnie brak wyjątkowości jest argumentem przeciwko projekcji życzeniowej albo nadinterpretacji. Byłaś rozluźniona, nie nastawiona na żadne odkrycia. To faktycznie środowisko w którym coś takiego mogłoby przedostać się z zewnątrz.
Albo środowisko w którym jest się mało uważnym i łatwo o pomyłkę percepcyjną. Nie mówię złośliwie, ale to też trzeba wziąć pod uwagę.
Czy ktoś jeszcze miał coś takiego? Pytam serio, bo czytam tę rozmowę i zaczynam sobie przypominać jedną sytuację z własnego życia gdzie byłam absolutnie pewna że ktoś mi coś powiedział, a potem wyszło że nie. Ale u mnie to była raczej banalna kwestia i chyba nie ma sensu porównywać.
Wracam do pytania które zostawiłem bez odpowiedzi. Czy ta informacja była czymś co mogłaś wywnioskować sama, bez rozmowy z mamą? Bo jeśli tak, to jest jedno wytłumaczenie. A jeśli nie, to jest zupełnie inne.
Chcę zapytać o coś co jeszcze nie padło. Czy mama w tej rozmowie, tej "oficjalnej", tej której nie pamięta, była w jakimś szczególnym stanie? Zmęczona, rozkojarzona, po czymś trudnym? Czasem ludzie mówią rzeczy i potem naprawdę tego nie pamiętają nie dlatego że to nie było, ale dlatego że sami nie przetworzyli tego świadomie.
To jest dobry trop. Bo jeśli ona rzeczywiście to powiedziała i potem wyparła, to mechanizm dysocjacji jest tu bardzo możliwy. Mózg blokuje treści, które są emocjonalnie trudne do utrzymania. Szczególnie jeśli ta informacja była dla niej sama w sobie obciążająca.
Zastanawiam się czy ktoś patrzył na to od strony, no może to zabrzmi dziwnie w tym kontekście, ale od strony energetycznej relacji między wami. Czasem bliska więź matka-córka działa zupełnie inaczej niż relacje z obcymi. Informacja mogła "przejść" innym kanałem.
Tak, parę razy. Raz wiedziałam że zadzwoni zanim zadzwoniła. Raz wiedziałam co mi powie zanim powiedziała, ale to było przy jej charakterystycznej mimice, więc mogłam to odczytać nieświadomie. Nie mam nic co by wykluczało normalne wyjaśnienie. Ale to uczucie jest inne niż zwykłe zgadywanie.
To jest bardzo mówiące. Zmiana zachowania to jest ślad realny, nie tylko w głowie. Czy mama to zauważyła? Czy zareagowała na tę zmianę jakoś inaczej niż zwykle?
Ten detal z niezręcznością jest dla mnie jednym z bardziej przekonujących elementów tej historii. Konstruowane wspomnienia rzadko zawierają dyskomfort, zazwyczaj idealnie wpisują się w to czego chcieliśmy. Czy to zakłopotanie było twoje, mamy, czy obopólne?
To zaskoczenie po własnych słowach, to jest coś co nieraz widzę w czytaniach, kiedy ktoś wypowiada coś co sam sobie uświadamia dopiero w trakcie mówienia. Jakby słowa wyprzedzały świadomość. Czy mama to bywa tak, że mówi rzeczy jakby z wyprzedzeniem, zanim je przemyśli?
