to jest bardzo ważna myśl i dobrze że ją masz. bo przez całą tę rozmowę zakładałyśmy że to 'coś' jest w tym kącie, a może to ty jesteś tym elementem który tego nie puścił. czy było coś czego jej nie powiedziałaś? albo coś co chciałabyś żeby usłyszała?
właśnie, o to chodzi. i to jest akurat moment gdzie psychologia i ezoteryka mówią to samo - niezależnie od tego czy wierzysz w energetyczne zakotwiczenie czy nie, nieprzepracowana żałoba robi dokładnie to co Walentynka opisuje. poczucie obecności, opór przed zmianą, strach przed 'zaburzeniem'. to nie duch, to nieuończony ból.
Walentynka, to co napisałaś o sobie jako elemencie który nie puścił - czy to było dla ciebie odkrycie czy raczej gdzieś to wiedziałaś wcześniej? pytam bo to brzmi jakbyś sama doszła do czegoś ważnego i ciekawe czy to było zaskoczenie.
to jest bardzo ważne co teraz napisałaś. bardzo. nie będę ci mówić co to 'znaczy' energetycznie bo nie jestem od diagnozowania cudzego żalu. ale powiem tyle - ten opór przy fotelu, ten strach przed zaburzeniem, to uczucie bycia obserwowaną właśnie z tamtego kąta. to wszystko może być twoje własne, nie skierowane do ciebie z zewnątrz, tylko przez ciebie zatrzymane w środku.
hej, wchodzę z boku bo chcę dopytać o jedną rzecz - Walentynka, powiedziałaś że byłaś dzielna przy babci. czy ktoś ci wtedy powiedział że masz być dzielna, czy sama tak uznałaś? bo to brzmi jak coś co mogło zamknąć coś ważnego i teraz ten kąt jest jakby miejscem gdzie to siedzi.
przepraszam że wchodzę, czytam ten wątek od dłuższego czasu i nie pisałam, ale muszę powiedzieć że dokładnie tak miałam po mamie. to poczucie obserwacji, konkretne miejsce, niechęć do zmieniania. i u mnie to minęło dopiero jak się naprawdę porządnie wypłakałam w tamtym miejscu. nie wiem czy to 'zadziałało energetycznie' ale minęło.
czytam tegowszystkiego i mam pytanie do Walentynki, trochę inne niż wcześniej. ten fotel stoi w tym samym miejscu od zawsze, babcia tam siadała, ty masz uczucie obserwacji z tamtego kąta. ale kiedy dokładnie to uczucie się zaczęło? zaraz po jej odejściu? po jakimś czasie? bo to może dużo powiedzieć o tym co tu się dzieje.
to jest ciekawe co mówisz, że fotel jakby czekał. bo to sugeruje że ta obecność nie była tam od początku, tylko pojawiła się jak ty wróciłaś do pokoju. to trochę zmienia perspektywę - może to nie jest coś zakotwiczonego w miejscu, ale coś co reaguje na ciebie konkretnie. czy to uczucie obserwacji jest tak samo silne jak wchodzisz i wychodzisz, czy narasta jak siedzisz dłużej?
no właśnie, 'fotel czekał' to jest zdanie które mnie uderzyło. bo jeśli coś czeka, to znaczy że wie że wrócisz, prawda? że jest jakaś świadomość. albo przynajmniej… nie wiem jak to nazwać. intencja? czy duchom można przypisywać intencje w ogóle?
czekał to jest projekcja, Lumina. walentynka opisała uczucie które zinterpretowała słowem 'czekał', ale to nie znaczy że cokolwiek miało intencje. mózg szuka narracji, szczególnie w sytuacjach żałoby. nie kpię, mówię poważnie - to naprawdę tak działa.
to co opisujesz teraz, to że jest mocniejsze gdy jesteś zajęta swoim, jest dla mnie ważnym sygnałem. bo w tradycji pracy z żałobą mówi się że duch bliskiej osoby nie przeszkadza w życiu, on przy nim jest. to poczucie obserwacji w trakcie normalnych czynności może być właśnie tym - kimś kto po prostu patrzy jak żyjesz. bez osądu. czy to uczucie jest nieprzyjemne samo w sobie, czy nieprzyjemna jest twoja reakcja na nie?
o to jest dobre pytanie od Serenity bo ja nie byłam w stanie tego rozróżnić kiedy sama coś podobnego miałam. to uczucie obserwacji i strach przed nim były tak splecione że nie wiedziałam co jest pierwsze.
czytam pytanie Serenity i… chwila. chyba muszę pomyśleć. samo uczucie to nie jest złe. to znaczy nie jest mroczne ani zimne, nic z tych rzeczy o których się czyta. po prostu… jest. a nieprzyjemna jest moja reakcja. ten wstyd chyba, że ktoś mnie widzi.
Walentynka właśnie napisałaś coś bardzo ważnego i chyba sama to czujesz. wstyd że ktoś cię widzi - to nie brzmi jak strach przed duchem, to brzmi jak coś zupełnie innego. czy przy babci też czułaś że musisz się przed nią jakoś prezentować, być dzielna itd?
wstyd to jest konkretna emocja i to że pojawia się przy fotelu po śmierci bliskiej osoby to jest klasyka nieprzepracowanej żałoby. nie mówię że nie ma tu nic energetycznego, mówię że ta warstwa psychologiczna jest bardzo wyraźna i warto ją rozgrzebać zanim zaczniemy sięgać po rytuały.
mam pytanie które chodzi mi po głowie od jakiegoś czasu w tym wątku - czy ktokolwiek zaproponował Walentynce żeby po prostu usiadła na tym fotelu? nie żeby coś wywoływać, nie żeby robić rytuał, tylko żeby tam usiąść i pobyć. bo czytam i czytam i wszystko jest o obserwowaniu fotela z dystansu.
siadałam na nim. siadam normalnie. tylko że wtedy właśnie to czuję najmocniej. i teraz jak o tym piszę to mi się skleja - siedzę w miejscu babci, robię swoje rzeczy i czuję że jestem obserwowana. a może to nie obserwowanie zewnętrzne, może to ja patrzę na siebie jej oczami i nie wiem czy jestem wystarczająca?
to co teraz napisałaś to brzmi jakbyś doszła do czegoś naprawdę konkretnego. 'jej oczami i nie wiem czy jestem wystarczająca' - czy to jest uczucie które znasz sprzed jej odejścia? czy pojawiło się dopiero teraz, przy tym fotelu?
czytam tejrozmowy i jestem szczerze zaskoczony gdzie doszliśmy. zaczęło sie od pytania o negatywna energię w kacie pokoju a jesteśmy przy czymś zupelnie innym. nie mówię że źle, bo Walentynka chyba sama to czuje, ale to jest dość duzy skok.
a może nie taki duży skok jak się wydaje. miejsca w domach naprawdę przechowują emocje, to nie jest tylko metafora. czy to jest 'duch' w sensie dosłownym czy echo relacji które tam żyło - efekt może być podobny. ten kat pokoju jest ladunkiem tej relacji, jakkolwiek to nazwiemy.
no właśnie, echo relacji to świetnie powiedziane. i teraz pytanie które mnie nurtuje - czy jeśli Walentynka przepracuje tę konkretną emocję, ten wstyd, to echo ustanie samo? czy potrzebny jest jakiś dodatkowy gest, pożegnanie, rytuał?
z mojego doświadczenia jedno i drugie jest możliwe. czasem emocja jest tym co trzyma i jak ją puścisz, miejsce 'oddycha'. a czasem potrzebny jest świadomy gest zamknięcia, coś co ciało i umysł razem rozumieją jako koniec pewnego etapu. nie ma jednej odpowiedzi.
to co teraz opisujesz, ten wstyd przy babci że byłaś słaba, to mi się jakoś bardzo łączy z tym kątem. jakby fotel był miejscem gdzie ona siedziała i patrzyła. i teraz gdy ty tam siadasz, to jakby włącza się ten stary mechanizm. ale mam pytanie - czy jak wchodzisz do pokoju i nie siedzisz na fotelu, tylko jesteś po drugiej stronie, to też czujesz to spojrzenie z tamtego kąta?
czytam tejrozmowy od dłuższego czasu i mam wrażenie że dotarliśmy do miejsca gdzie pytanie 'co jest w tym kacie' przestaje miec sens jako pytanie o energię miejsca. pytanie brzmi raczej: co Walentynka zostawiła przy babci niedomówionego. i to jest zupelnie inny problem.
przepraszam że wchodzę bo nie byłam wcześniej w tym wątku, ale czytałam od jakiegoś czasu i to co Walentynka napisała o wstydzie że jest słaba, to mnie uderzyło. bo ja mam podobnie z mamą, ona żyje ale ma takie samo podejście i ja tez przy niej czuję że muszę być 'dzielna'. i zastanawiam sie teraz czy jak ona odejdzie to czy będę miała podobne poczucie w miejscach gdzie siadała. to jest dziwne pytanie ale ta rozmowa mi to otworzyła
Walentynka, zostanę przy tym co napisałaś. 'przez całe życie przy niej trochę się wstydziłam gdy mi było słabo'. to zdanie jest kluczem do całego tego wątku. miejsce w pokoju przechowuje nie duchy w sensie dosłownym, ale wzorzec relacji. to co czujesz siedząc na tym fotelu to nie jest obserwacja z zewnątrz, to jest wyuczona czujność twojego ciała, które przez lata wiedziało że przy babci trzeba być pewna siebie. to ciało nadal uruchamia ten alarm. pytanie jest jedno: czy pozwoliłaś sobie od jej odejścia choć raz naprawdę się przy niej, symbolicznie, rozpaść?
to że nie umiesz tego rozdzielić jest zupełnie normalne i nie świadczy o tym że coś jest z tobą nie tak. mózg nie rejestruje 'teraz jest energia miejsca' i 'teraz jest moje wspomnienie' jako oddzielnych doznań. subiektywnie to jest jedno uczucie. dlatego to rozdzielenie jest tak trudne i dlatego żaden rytuał tego sam w sobie nie rozdzieli.
