wracam do tego co Walentynka powiedziała wcześniej, że babcia chciała żeby była dzielna. i teraz siedzisz na jej fotelu i czujesz jakbyś była oceniana. mam takie głupie pytanie ale zaryzykuję - czy kiedykolwiek płakałaś na tym fotelu? po jej śmierci? bo zastanawiam się czy to miejsce widziało cię kiedyś 'słabą' już po tym jak babci nie ma
o to jest naprawdę ciekawe pytanie od Dosi. bo ja jak miałam podobną sytuację z dziadkiem, to był moment kiedy usiadłam w jego ulubionym miejscu i po prostu zaczęłam ryczeć i jakoś po tym coś się zmieniło. nie wiem czy to magia czy psychologia ale coś puściło
ale czy to nie jest trochę zbyt proste? że wystarczy popłakać i problem znika? bo jeśli tam jest jakiś ładunek energetyczny, to samo płakanie go nie rozładuje chyba. czy nie potrzeba czegoś więcej żeby to miejsce dosłownie oczyścić?
czytam ten watek od poczatku i mam wrazenie ze wszyscy grzecznie unikaja jednej rzeczy. to ze ktos czuje sie obserwowany zawsze z KONKRETNEGO kata to jest klasyczny slad obecnosci, niezaleznie od interpretacji psychologicznej. te dwie warstwy moga byc prawdziwe jednoczesnie - i wzorzec relacji i cos co w tym miejscu zostalo. nie wykluczaja sie.
zgadzam sie z Sigilmistrzem w tym sensie że nie trzeba wybierać jednej interpretacji. ale mam pytanie praktyczne do Walentynki: czy próbowałaś kiedykolwiek z kimś innym usiąść w tym pokoju, w pobliżu tego fotela, i zapytać tę osobę czy ona też coś czuje? albo czy ktoś inny z rodziny wspominał coś o tym miejscu?
siostra nic nie mówi, ale ona w ogóle nie jest wrażliwa na takie rzeczy albo nie chce być. mama powiedziała raz że fotel jej 'ciąży' ale to chyba chodziło o wspomnienia. nikt wprost nie powiedział że coś czuje. a sama nie zapraszałam nikogo żeby sprawdził, trochę się wstydziłam że w ogóle o tym myślę
ten wstyd że w ogóle o tym myślisz to też jest ciekawe. jakby do tego wątku z babcią i byciem dzielną doszło jeszcze to że ezoteryka i takie odczucia to coś za co można dostać wtedy z góry taki wzrok 'no coś ty'. skąd masz to że powinnaś się wstydzić że w ogóle to czujesz?
czytam i zastanawiam się nad czymś zupełnie innym, mam nadzieję że mogę zapytać. czy numerologicznie data śmierci babci coś wnosi do tego? jak liczba domu albo data przejścia - nie wiem czy ktoś tu się tym zajmuje ale może to by coś pokazało o tym co 'zostało'
wracam do pytania Dosi o płakanie, bo to mnie nie puściło. jest taka praktyka, nie rytuał w sensie ceremonialnym, po prostu świadome siedzenie w miejscu z pozwoleniem sobie na to czego się nie pozwoliło przy tej osobie. to nie magia, to raczej rodzaj domknięcia. i właśnie dlatego że babcia nie zobaczyła jej słabości za życia, może to miejsce potrzebuje żeby ją zobaczyło teraz. brzmi może dziwnie ale z mojego doświadczenia takie rzeczy działają na ten ładunek o którym mówimy
przeczytałam to co Nyja napisała o tym świadomym siedzeniu i jakoś mnie to… nie wiem, przestraszyło trochę? bo to brzmi jakby trzeba było celowo tam siąść i poczekać aż coś się pojawi. a ja nie wiem czy chcę. i zastanawiam się czy to znaczy że sama blokuję coś co mogłoby pomóc
to że się boisz jest właśnie odpowiedzią na to pytanie. nie chodzi o to żeby czekać aż coś się pojawi. chodzi o to żeby siedzieć z tym co już jest. to uczucie obserwowania - ono i tak tam jest, czy siedzisz na fotelu czy nie. różnica jest taka że idziesz tam świadomie zamiast tego unikać
hej ale moment, bo mam pytanie które mnie gryzie już od jakichś kilkunastu postów. Walentynka, ten fotel - czy on nadal stoi w tym samym miejscu co za życia babci? bo jeśli tak i nikt go nie ruszał, to jest to dość konkretna zakotwiczona przestrzeń. jak długo ten fotel tam w ogóle stoi?
dziesięć lat to spory czas żeby przedmiot nabrał czegokolwiek, energetycznie czy skojarzeniowo - nieważne jak kto to interpretuje. ale mam konkretne pytanie, bo trochę kluczowe i jeszcze nikt tego nie zapytał wprost: czy babcia lubiła tam siedzieć, czy to było jej ulubione miejsce z wyboru, czy po prostu tam ją sadzano bo tak wypadło?
babcia lubiła tam siedzieć, to było jej miejsce, zawsze tam siadała z kawą rano. ale jednocześnie pod koniec życia dużo siedziała bo słabo jej chodziło, więc to skomplikowane czy to był wybór czy nie
ok wracam tu bo mam wrażenie że ta rozmowa o fotelu jest ważna i chcę się upewnić że dobrze rozumiem. mamy fotel, który stoi dziesięć lat w tym samym miejscu, w tym samym kącie, i Walentynka czuje wzrok właśnie z tego kąta. nikt nie przestawił fotela. nikt nie zabrał fotela. czy ktoś w ogóle proponował żeby go wynieść albo przestawić?
to jest dobre pytanie od Trzmieliny i jakoś mi to nie dawało spokoju. bo jeśli fotel stoi dokładnie tam gdzie stał, to właściwie nic się nie zmieniło poza tym że babci już nie ma. a uczucie jest takie jakby ona nadal siedziała. to trochę logiczne w złym sensie - mózg zna to miejsce jako 'tu siedzi babcia' i dostaje sygnał 'wzrok z tamtego kierunku'
ale Serafinka znowu redukujesz to do mózgu. a co jesli mózg tak działa własnie dlatego ze NAPRAWDE cos tam jest? mózg nie bedzie reagował na puste miejsce identycznie jak na obecność. jak ktoś czuje ten wzrok to nie jest projekcja, to jest odczyt
to jest w ogóle ciekawy problem metodologiczny, ale szczerze to nie rozstrzygniemy go w tym wątku. natomiast wracając do Walentynki - mam takie pytanie praktyczne. skoro fotel tam stoi, czy ktoś z rodziny w ogóle na nim siada? czy on jest teraz jakby… pomijany?
nikt na nim nie siada. przynajmniej nie widziałam żeby ktoś usiadł. mama czasem obok, na krześle, ale na fotelu nie. nie wiem czy to świadoma decyzja czy tak wyszło. u nas się o takich rzeczach wprost nie mówi
