Cesia, nie chcę być niegrzeczny bo szanuję numerologię, ale czy to aby nie jest trochę odciąganie rozmowy od sedna? Tu chodzi o konkretne zjawisko zapachowe i myślę że Rozalinda potrzebuje najpierw zrozumieć co się dzieje, a nie przechodzić od razu do dat i wyliczeń. Mogę się mylić oczywiście.
Romku, nie odciągam od sedna, po prostu patrzę na temat szerzej. Ale dobra, skoro uważasz że to nie ten moment, zostawię daty na później. Wracając do zapachów, mnie bardziej zastanawia jedno, czy Rozalinda w ogóle otwierała tę walizkę od czasu kiedy ojciec odszedł? Bo to by zmieniało całą sytuację.
Otwierałam raz, chyba ze dwa tygodnie po jego śmierci. Były tam jakieś stare rzeczy, papiery, nic specjalnego. Ale właśnie wtedy po raz pierwszy poczułam ten zapach, nie w środku walizki tylko jakby z zewnątrz, z jej skóry. W środku nie było nic pachnącego, żadnych perfum ani nic takiego.
To jest akurat dość ważna informacja. Skóra i tkaniny wchłaniają zapachy przez lata. Stara walizka ze skóry która jeździła z człowiekiem przez dekady naprawdę może wydzielać jego zapach, szczególnie w ciepłym pomieszczeniu albo przy zmianie wilgotności. Nie mówię że to wyklucza inne wyjaśnienia, ale to jest pierwsza rzecz którą bym sprawdziła zanim w ogóle zaczęłabym myśleć o energii.
Ale przecież Rozalinda musiałaby to czuć zawsze, nie tylko po śmierci. Jeśli walizka stała w tym pokoju wcześniej to czemu nagle zaczęła pachnieć? To chyba nie jest takie proste z tą skórą.
ale czy walizka mogłaby przechowywać energię przez tyle lat? tzn chodzi mi o to że skóra to materiał naturalny, czy naturalne materiały lepiej trzymają energię niż np plastik?
Właśnie tak, Szarotko. Materiały organiczne, skóra, drewno, wełna, mają zupełnie inną strukturę energetyczną niż syntetyki. Skóra przez całe życie człowieka wchłania nie tylko zapachy ale i wibracje emocjonalne, każde dotknięcie, każda podróż, każde doświadczenie właściciela zostawia w niej ślad. Dlatego stare przedmioty są tak często nośnikami silnej obecności.
okej ale to co mowisz Hektor to nie jest nic co da sie sprawdzic. wibracje emocjonalne w skorze, jak mialbys to zbadac? pytam serio bo jestem ciekaw czy jest jakis sposob na rozroznienie energetycznego sladu od zwyklego fizykalnego zapachu wsiaknietego w material
Psychometria jako metoda weryfikacji jest słabym punktem tej całej układanki, bo opiera się na subiektywnym odczuciu osoby badającej. Nie mówię że nie działa, mówię że nie możemy na tym budować twardych wniosków. Rozalinda, wracam do pytania o mamy odczucie, powiedziała 'coś tu dziwnie pachnie' czy coś bardziej konkretnego, że to zapach jej ojca?
To jest wlasnie ten szczegol który sie liczy. Mama nie powiedziała 'czuje tatę' bo chciała utwierdzić Rozalinde w jej odczuciach, sama spontanicznie skojarzyła z czymś konkretnym i osobistym. To jest różnica ktora widzę miedzy sugestia a prawdziwym odbiorem.
Ale mama zna tę walizkę, była żoną tego człowieka przez pewnie kilkadziesiat lat. Stary sweter czy kurtka to bardzo naturalne skojarzenie dla kogoś kto dobrze znał właściciela walizki. Nie potrzeba żadnej energii żeby wytłumaczyć dlaczego pamięć węchowa żony uruchamia wspomnienie męża w miejscu gdzie stoi jego stary bagaż.
a ta walizka to stała tu wcześniej kiedy ojciec żył, czy Rozalinda ją zabrała dopiero po jego śmierci? bo to by chyba trochę zmieniało sprawę
Zabrałam ją z jego mieszkania po śmierci. Wcześniej jej tu nie było. Stała u niego w szafie chyba od lat, nie wiem kiedy ostatnio jej używał. Może to ma jakieś znaczenie że przez długi czas stała zamknięta w szafie a tu jest inaczej ustawiona.
To faktycznie zmienia kontekst fizyczny. Zamknięta szafa to inne warunki temperaturowe i wilgotnościowe niż otwarty pokój. Przenosiny mogły 'uwolnić' zapach który był stłumiony przez lata. To nie musi być nic nadprzyrodzonego, po prostu chemia i warunki środowiskowe. Ale rozumiem że dla Rozalindy to nie zmienia emocjonalnego wymiaru tej sprawy.
Właśnie o tym emocjonalnym wymiarze chciałam napisać, bo mi się wydaje ze tutaj gdzieś jest sedno. Niezależnie od tego co jest źródłem zapachu, czy fizyczne czy energetyczne, Rozalinda opisuje coś co jest dla niej ważnym doświadczeniem żałoby. I to jest realne bez względu na wyjaśnienie. Rozalinda, czy ten zapach daje ci jakiś spokój czy raczej niepokój?
To co opisujesz, ten spokój i poczucie obecności, jest bardzo charakterystyczne dla kontaktu który następuje przez przedmioty. Nie chodzi o strach ani o dramatyczne zjawiska, to zwykle bardzo subtelne, właśnie takie jak twoje. Czy próbowałaś kiedyś świadomie usiąść przy tej walizce, może z zapaloną świecą, i po prostu być? Bez oczekiwań, bez pytań, tylko żeby być blisko?
Ewelinko, zanim zaproponujesz rytuały, może warto by Rozalinda po prostu miała czas na żałobę bez dokładania kolejnych warstw znaczeń. Cieszę się że zapach daje jej spokój, naprawdę, ale budowanie z tego praktyki kontaktu z duchem to już inny krok i nie jestem pewna czy każdy do tego powinien być zachęcany bez zastrzeżeń.
A czy ktoś mi powie wprost, bo się pogubiłam trochę w tej dyskusji - to ten zapach cały czas się utrzymuje, od kiedy Rozalinda zabrała walizkę do domu? Bo jeśli tak, to ile to już trwa? Bo inaczej wygląda sprawa jak zapach pojawia się raz na jakiś czas, a inaczej jak jest stały.
Nie jest stały. To znaczy walizka stoi w pokoju i przez większość czasu nic nie czuję, albo czuję takie zwykłe stare rzeczy, kurz może. A potem nagle jest i to bardzo wyraźnie. Nie mam pojęcia co to wyzwala, nie łączy mi się z żadną konkretną porą dnia ani temperaturą. Po prostu wchodzę do pokoju i jest, albo nie ma.
To jest akurat ważna obserwacja. Zapach nieciągły, pojawiający się bez widocznego bodźca, trudniej wytłumaczyć samą fizyką materiału niż zapach stały. Przy zmianach temperatury i wilgotności można by sie spodziewać pewnej regularności. A próbowałaś jakoś zanotować kiedy się pojawia? O jakiej porze, przy jakiej pogodzie, po czym, żeby potem porównać?
Właśnie to by było sensowne ćwiczenie. Zanim ktokolwiek wyciągnie jakiekolwiek wnioski energetyczne czy inne, warto mieć chociaż kilka tygodni obserwacji. Może się okaże że zapach pojawia się kiedy wietrzysz inne pomieszczenia i zmienia się ciąg powietrza, albo że wiąże się z porą roku. Albo że nie ma żadnej regularności i wtedy to już inna sprawa.
ale czy jak sie śledzi takie rzeczy to nie niszczy sie tego odczucia? tzn trochę jakbyś zaczęła traktować to jak eksperyment a nie jak coś osobistego, nie wiem czy bym chciała tak robić gdyby to był ktoś mój
Szczerze? Chyba obie rzeczy i nie wiem jak to pogodzić. Chcę wiedzieć żeby nie czuć że zwariowałam, ale jednocześnie nie chcę żeby to przestało być tym czym jest. Rozumie mnie ktoś w ogóle?
Rozumiem bardzo dobrze i myślę ze wiele osób tu na forum też. To jest dosyć typowe przy takich doświadczeniach, ta potrzeba potwierdzenia i jednoczesna obawa ze racjonalne tłumaczenie coś odbierze. Ale jedno nie wyklucza drugiego - nawet jeśli zapach ma fizyczne źródło, twoje przeżycie z tym związane jest prawdziwe i należy do ciebie.
Ewelinko, zgadzam się ze twoje przeżycie jest prawdziwe, tego nikt nie podważa. Ale to nie jest synonim tego ze zapach ma nadnaturalne źródło. Można być głęboko poruszonym czymś co ma zwykłe wytłumaczenie. Piszę to nie żeby umniejszyć Rozalindzie, ale żeby nie mieszać dwóch różnych rzeczy.
Dobiesław, ale skąd masz pewność że wiesz gdzie leży granica między zwykłym a niezwykłym? Nauka nie zmapowała wszystkiego. Są zjawiska które mieszczą się między tymi kategoriami i traktowanie ich wyłącznie jako fizyki albo wyłącznie jako mistyki upraszcza obraz. Pytanie Rozalindy jest zasadne i nie zasługuje na sprowadzenie do jednej szuflady.
Yeti to trochę inny kaliber przykład 😉 ale rozumiem co mówisz Wawrzek. Mnie bardziej interesuje co jest w tej walizce konkretnie, tzn czy Rozalinda ją otwierała i co w środku znalazła? Bo to chyba dość istotne, zapach mógłby mieć wiele źródeł wewnątrz.
