Cześć wszystkim. Nie wiem czy dobrze trafiłam z tym tematem tutaj, ale nie wiedziałam gdzie indziej zapytać. Tata odszedł trzy miesiące temu i od tamtej pory jego stara walizka, taka brązowa skórzana, zaczęła wydzielać bardzo dziwny zapach. Wcześniej stała w szafie i nic, zero, normalnie. A teraz jak się do niej zbliżę to czuć coś takiego… nie wiem jak to opisać, trochę jak tytoń ale tata nie palił, i jeszcze coś słodkawego. Coś mi mówi że to nie jest przypadek. Walizka stoi w tym samym miejscu co zawsze, nic się nie zmieniło w mieszkaniu. Czy rzeczy należące do osoby która odeszła mogą w jakiś sposób przechowywać jej energię? Czy to możliwe że tata jakoś daje mi znać?
Och, to bardzo wymowny znak. Przedmioty absorubją energię swoich właścicieli przez lata, szczególnie te którym towarzyszyły w ważnych momentach życia. Walizka to symbol podróży, przemieszczania sie, przejść. I właśnie teraz twój tata przeszedł kolejną wielką podróż. Nie dziwię sie że ona reaguje. Zapach tytoniu i słodkawy to bardzo często opisywane znaki obecności bliskiej osoby, nawet jeśli za życia nie palił, bo to nie musi być dosłownie jego zapach, tylko coś co dusza wysyła jako sygnał rozpoznawczy.
Serio pytam bez złośliwości, bo mam te przypadki opisane w notatках: czy sprawdziłaś czy walizka nie ma jakiejś starej podszewki albo materiału w środku który mógł zacząć reagować na zmianę wilgotności albo temperatury? Stara skóra też potrafi dziwnie pachnieć po latach. Zanim przejdziemy do energii i sygnałów od taty, warto wykluczyć prozaiczne przyczyny. Pytam szczerze, bo sam miałem podobną sytuację z szafą po dziadku i okazało się że to była stara naftalina w podszewce.
Zapach przychodzi i odchodzi - to jest właśnie ten klucz. Przedmioty które przez wiele lat pozostawały w bliskim kontakcie z człowiekiem budują coś w rodzaju śladu wibracyjnego. Walizka była z nim może na dziesiątkach podróży, nosiła jego rzeczy, jego dotyk. Po odejściu ciało fizyczne znika ale ślad energetyczny w przedmiocie może utrzymywać się bardzo długo. To co opisujesz, ten rytm pojawiania i zanikania, to nie jest reakcja chemiczna. Chemia działa stale albo stopniowo zanika. Tutaj coś innego pracuje.
Hm, nie wiem co o tym myśleć. Z jednej strony rozumiem że chcesz wierzyć że to znak od taty i to jest piękne. Z drugiej strony nasz mózg jest mistrzem w znajdowaniu wzorców tam gdzie ich nie ma, szczególnie jak jesteśmy w żałobie. Pytam poważnie, czy ktoś jeszcze w mieszkaniu czuje ten zapach? Tzn. czy to potwierdza ktoś inny czy tylko ty go wyczuwasz?
No ale zapach który przychodzi i odchodzi bez powodu to chyba nie jest coś normalnego? Mój wujek po śmierci też dawał znaki zapachowe, jego żona cały czas czuła w domu jego wodę kolońską i wszyscy to potwierdzali. To nie była kwestia mózgu tylko realna rzecz. Rozalinda a powiedz, w jakich momentach ten zapach sie pojawia? Bo może to nie jest losowe.
To co mówisz o zdjęciu jest bardzo znamienne. Dotyk przedmiotu, skupienie uwagi, intencja - to otwiera kanał. Stara tradycja słowiańska mówi że dusza przez pewien czas po odejściu krąży blisko miejsc i ludzi których kochała. Czterdzieści dni to okres graniczny w wielu tradycjach i nie bez przyczyny. Czy mija już ten czas od odejścia ojca czy jesteś jeszcze w tym oknie?
Przepraszam że wejdę w słowo, ale to akurat muszę sprostować. Ta teoria z czterdziestoma dniami i kanałami i śladami wibracyjnymi to dość luźna mieszanina różnych tradycji, trochę z prawosławia, trochę z new age, sklejona w jedną spójną brzmiącą całość. Nie twierdzę że znaki od bliskich nie istnieją, ale warto wiedzieć skąd konkretna teoria pochodzi zanim się na niej oprze. Florek92 skąd masz tę konkretną wersję o czterdziestu dniach jako granicy energetycznej?
Mam jeszcze jedno pytanie do Rozalindy. Czy zapach czujesz zawsze stojąc przy walizce, czy czasem wchodzisz do pokoju i on jest w całym pomieszczeniu? To dla mnie ważne bo przy walizce to mogłaby być np. reakcja cieplna skóry kiedy się zbliżamy i robimy ruch powietrza, a w całym pokoju to już inna sprawa.
Nie znam sie na tym bardzo ale czytam i zastanawiam sie, czy w ogóle walizka mogłaby przyciągnąć coś niepożądanego? Znaczy, pytam naiwnie, bo nie wiem jak to działa, ale czy zawsze takie rzeczy to sygnał od tej konkretnej osoby czy może to byc tez coś innego co sie przy okazji przyczepia?
Czuję się spokojnie i chyba nawet… jakoś tak, nie wiem jak powiedzieć, ciepło? Nie boję sie tego. Jedyne co czuję to wzruszenie i trochę smutek za tatą, ale nie strach. Czy to coś mówi o naturze tego zjawiska?
Okej, ale to chyba oczywiste że nie boisz sie czegoś co kojarzysz z ojcem którego kochałaś? To raczej psychologia żałoby niż wskaźnik energetyczny. Twój mózg dostaje sygnał zapachowy i go interpretuje przez pryzmat tęsknoty. To zupełnie normalne i piękne po ludzku, ale nie wyciągałabym z tego daleko idących wniosków o naturze duszy.
A skąd wiadomo że to psychologia a nie naprawdę znak? Bo tak można tłumaczyć wszystko i każde doświadczenie zredukować do chemii mózgu. Gdzie jest granica?
Ja miałam coś podobnego po babci, u mnie to był zapach jej perfum, i to naprawdę czułam to w różnych miejscach, nie tylko przy jej rzeczach. Nie wiem czy to był znak czy co innego, ale pamiętam że mi to wtedy bardzo pomogło przejść przez żałobę. Rozalinda, niezależnie co za tym stoi, może ważne jest to co to dla ciebie znaczy i jak to przeżywasz?
Odpowiadając na pytanie Wawrzka - różnie bywa. Raz wchodzę do pokoju i od razu czuję, jeszcze zanim podejdę do walizki. Innym razem stoję przy niej i nic. To jest właśnie to co mnie najbardziej zastanawia, bo jakby to była reakcja skóry czy materiału to chyba byłoby bardziej przewidywalne? Nie wiem, może się mylę.
Ok, to jest dla mnie ważna informacja. Zapach w całym pokoju bez kontaktu z walizką - to już trudniej wyjaśnić reakcją materiału. Mam w notatkach kilka podobnych przypadków i tam też ludzie mówili że czują w powietrzu, nie przy samym przedmiocie. Dalej nie twierdzę że to nadprzyrodzone, ale przyznam szczerze że ta wersja z chemią skóry odpada.
Właśnie o to chodzi, że zapach 'wiszący' w pomieszczeniu to zupełnie co innego niż zapach wydzielany przez przedmiot. To może byc ślad energetyczny który krąży w przestrzeni, nie przywiązany do samej walizki. Walizka jest tylko punktem zakotwiczenia, miejscem gdzie energia sie skupia, ale nie jedynym miejscem jej obecności. Rozalindo, czy czujesz ten zapach zawsze w tym samym pokoju czy też w innych miejscach domu?
A ten fotel to też był jego? Bo to by miało sens, dwa przedmioty z jego energią i oba wysyłają sygnał. Moja mama po śmierci dziadka czuła jego obecność zawsze przy jego ulubionym miejscu przy oknie, żadnych przedmiotów tam nie było, po prostu miejsce.
Chciałbym się tu zatrzymać bo jest kilka różnych zjawisk które wrzucamy do jednego worka. Jedno to zapach wydzielany przez przedmiot, drugie to zapach jako odbierany sygnał psychiczny, trzecie to zbiorowe sugestywne czucie w miejscach naładowanych emocjonalnie. Każde z nich ma inne mechanizmy i inne implikacje. Zanim zaczniemy interpretować, warto wiedzieć z którym mamy do czynienia.
Dokładnie to próbowałem powiedzieć wcześniej i cieszę się że ktoś to porządkuje. Rozalindo, czy poza tobą ktokolwiek inny czuł ten zapach? To naprawdę kluczowe pytanie i o ile widzę nikt go wprost nie zadał.
To jest już konkretna informacja. Dwie osoby, jedna bez wiedzy o poprzednim doświadczeniu. To przesuwa sprawę w ciekawsze rejony, przyznam. Czy mama opisała ten zapach, powiedziała co to jest za zapach?
To co piszesz o mamie jest bardzo znaczące. Dwie osoby, ta sama przestrzeń, podobny opis, żadnej wzajemnej sugestii. Pamięć węchowa jest najsilniej połączona z układem limbicznym, z emocjami i wspomnieniami, więc dusza która chce dać znak wybiera ten kanał nieprzypadkowo. On wiedział jak do was dotrzeć.
Albo obydwie osoby znakomicie pamiętają jak pachniał i ich własna pamięć węchowa odtwarza ten zapach w miejscu silnie z nim kojarzonym. To jest udokumentowane zjawisko, phantom odor, szczególnie w żałobie. Nie mówię że tak na pewno jest, ale to wyjaśnienie istnieje i jest bliżej udowodnione niż 'dusza wybrała kanał'.
A co to jest phantom odor? Przepraszam że pytam ale nie znam tego.
No ale dwie osoby niezależnie to samo miejsce, ten sam rodzaj zapachu - phantom odor u dwóch ludzi jednocześnie to chyba nie jest takie proste do wytłumaczenia? Zawsze można znaleźc jakies wyjasnienie ale w pewnym momencie nakładanie kolejnych wyjaśnień staje się bardziej skomplikowane niż przyjąć że coś po prostu jest.
Mama nie była tam w tym samym czasie co Rozalinda kiedy ona czuła zapach, przynajmniej tak zrozumiałem. Więc to nie był jednoczesny odbiór tylko dwa oddzielne zdarzenia w tym samym miejscu. To trochę inna sytuacja.
Czytam ten wątek od początku i mam jedno skojarzenie, bo notuję takie rzeczy od lat. W numerologii data śmierci i data urodzenia ojca Rozalindy mają znaczenie, trzy miesiące po odejściu to często moment kiedy dusza kończy pewien etap przejścia i próbuje wysłać ostatni wyraźny sygnał zanim odejdzie głębiej. Rozalindo, znasz datę jego urodzin i śmierci? Mogłabym sprawdzić czy teraz jesteśmy w takim węzłowym momencie.
