na to pytanie nie ma jednej odpowiedzi bo zależy od intencji i od tego co Nyja w ogóle chce osiągnąć. jeśli chodzi o podziękowanie i sygnał że babcia jest pamiętana, to jest zupełnie co innego niż pytanie 'dlaczego tu przychodzisz'. pierwsze jest łagodne, drugie otwiera dialog którego nie wiesz jak zamknąć
słuchajcie, ja szczerze mówiąc nie wiem czy chcę nawiązywać kontakt wprost. to brzmi… dużo. bardziej chciałabym po prostu zrozumieć. kamera to na razie mój plan na najbliższą rocznicę i zobaczymy. ale to co Szaman napisał o intencji - to ma sens, nie chcę otwierać czegoś czego nie umiem zamknąć
dobra ale kamera - Nyja, mówiłaś że mama może mieć opory. dałaś sobie z tym radę jakoś? bo jak mama jest głownym 'odkrywcą' tego obrazu każdego roku to bez jej zgody kamera trochę bez sensu, ona może po prostu zdjąć albo zasłonić zanim cokolwiek nagra
no dobra, czyli mama wie o kamerze czy jeszcze nie rozmawiałaś? bo to klucz do całego planu, jakby ona tego nie wiedziała i trafiła na kamerę to może być większy problem niż obraz
a może właśnie to jest ważniejsze niż sama kamera? ta reakcja mamy. bo jeśli ona odkrywa obraz co roku i milczy o tym, to albo się boi, albo doskonale wie co to jest i świadomie tego nie rusza. nie każdy chce żeby to 'wyjaśniać'
Gosiunia ma rację i to jest chyba najciekawszy wątek w całej tej sprawie. mama jest głównym świadkiem i zarazem osobą która resetuje sytuację jak pisałaś wcześniej. co roku ten sam schemat, ona go odłoży, Nyja, zapytałaś ją kiedyś wprost jak się wtedy czuje kiedy go znajduje? nie co myśli o przyczynie, tylko jak się czuje
moze mama po prostu sie przyzwyczaila? jak cos sie powtarza wiele lat to moze traktujesz to jak… rytuał? ze ona juz wie ze bedzie i po prostu to akceptuje. to by wyjasnialo ten spokoj
to co Chalcedonka pisze ma sens, ale spokój matki można czytać na dwa sposoby. jeden to przyzwyczajenie. drugi to że ona od początku wiedziała albo domyślała się co to jest i zamiast się bać, po prostu z tym żyje. różnica jest istotna bo w jednym przypadku to zamrożenie, w drugim akceptacja
albo trzeci wariant, mama sama to robi i dlatego jest spokojna, bo nie ma tu żadnej zagadki dla niej 🙂 przepraszam ale jak już raz to napisałam to nie umiem odpuścić
Wierzbinka porusza coś ważnego i nie powinniśmy tego tak szybko zamiatać. hipoteza ludzka jest zawsze prostsza niż nadnaturalna i dopóki nie wykluczona, zostaje na stole. kamera to właśnie po to, żeby ją wykluczyć albo potwierdzić
tylko że Nyja pisała wcześniej ze mama nie wchodzi do każdego pokoju gdzie obraz sie pojawia, wiec jakby mama to robiła sama to musiałaby wchodzic do innych pomieszczen niz zwykle. prawda? bo wlasnie tak to zrozumialam
to co Nyja mówi o składziku to szczegół który naprawdę trudno wyjaśnić ludzką przyczyną bez jakiegoś konkretnego powodu. to znaczy po co wchodzić specjalnie do pokoju-składziku żeby tam zostawić obraz, skoro efekt 'pamiętaj o rocznicy' osiągnąłbyś wieszając go w salonie albo kuchni gdzie ktoś na pewno trafi
a czy ten obraz jest jakoś wyjątkowy jako przedmiot? pytam bo jeśli chodzi o przedmioty które mają swoje 'załadowanie', to portret osoby bliskiej namalowany za jej życia to zupełnie co innego niż zdjęcie wydrukowane po śmierci. czy to obraz malowany, fotografia, reprodukcja?
o, ramki wybrane przez babcię to jest istotny szczegół. przedmiot który osoba sama wybrała do przechowywania swojego wizerunku ma inny status niż coś dokupionego przez rodzinę po śmierci. czy wiesz z czego są te ramki, wygląd, ornament? jakiś zdobiony wzór czy gładkie?
o właśnie, nie myślałam o tym od strony samego przedmiotu a to ma sens! bo tarot też nie jest neutralny jeśli ktoś z nim długo pracował, ciężko mi to wyjaśnić ale chyba każdy co tego dotknął wie o czym mówię. a tu jeszcze własny portret babci, jej własny wybór
fotografia jako nośnik jest ciekawa bo w tradycji wielu kultur uważano że podobizna łączy z osobą, nie tylko symbolicznie. drewniane ramki wybrane osobiście wzmacniają to połączenie jeśli w to wierzymy. ale ważniejsze jest coś innego, Nyja, te ramki są w całości? nie pęknięte, nie zniszczone? pytam bo fizyczny stan przedmiotu też coś mówi
regularnie wycierany, trzymany na honorowym miejscu, pamiętany. to jest rodzaj nieświadomego rytuału który mama powtarza bez nadawania mu etykietki. i babcia to czuje, jeśli tak to ujmę. nie mówię że to wyjaśnia ruch obrazu, ale opisuje relację między mamą a tym przedmiotem jako żywą, nie martwą
wracając do tego składziku, bo to mnie nie opuszcza. jeśli to mama, to musiałaby mieć jakiś konkretny plan każdego roku, inny pokój, żaden się nie powtarza? Nyja, czy pamiętasz ile razy to się wydarzyło i czy ten sam pokój się kiedyś powtórzył?
o, dobre pytanie! chyba ze cztery, może pięć razy. i nie, chyba żaden pokój się nie powtórzył, ale nie jestem w stu procentach pewna bo przez pierwsze dwa razy byłam mała i to bardziej mama mi opowiadała po latach. te ostatnie trzy to już sama pamiętam i nie, to były inne miejsca. raz salon, raz właśnie ten składzik, raz moja sypialnia
tylko ze Wierzbinka pomija jeden problem. zeby kazdego roku wybierać INNY pokoj i sie przy tym nie pomylic przez piec lat, musiałabyś prowadzic notatki albo miec naprawde dobra pamiec. to jest sporo zachodu jak na 'rytuał żałoby który nikt nie widzi'
prowadzić notatki? serio? to chyba nie jest jakiś szczyt trudności logistycznej. kamera nadal jest jedynym sensownym sposobem żeby to rozstrzygnąć. wszystkie spekulacje, moje i cudze, pozostają spekulacjami dopóki nie ma żadnych danych
a ja wróciłem myślami do tych ramek. Nyja napisała że babcia sama je wybrała, że są drewniane i stare. zastanawiam się czy ktoś w rodzinie wie skąd te ramki pochodzą? czy to był zakup, prezent, może rodzinna pamiątka z jeszcze wcześniejszego pokolenia? to by zmieniało ładunek tego przedmiotu dość znacznie
nie wiem skąd ramki, nigdy o to nie pytałam. mama by wiedziała, albo przynajmniej więcej niż ja. to jest kolejna rzecz do zapytania, lista rośnie 🙂 ale nie w zły sposób, cieszę się że patrzę na to inaczej niż przed założeniem wątku
mam pytanie do całej dyskusji o mamie jako sprawcy. czy ktoś w ogóle brał pod uwagę że to może być nieświadome? nie że mama się budzi w nocy z planem i przesuwa obraz, ale że robi to w jakimś stanie pośrednim i sama tego nie pamięta. somnambulizm albo coś zbliżonego. to by wyjaśniało jej spokój, bo ona naprawdę nie wie
ojej, somnambulizm to w ogole nie bralam pod uwage. czy to jest mozliwe ze ktos przenosi przedmioty we snie i nie ma o tym pojecia? to troche straszne
somnambulizm jest możliwy ale jest w tym pewna luka. lunatykowanie zwykle nie ma takiej precyzji czasowej, że trafia idealnie w jeden dzień roku. ciało nie zna dat. to co 'zna daty' to psychika, a konkretnie grief, żałoba. rocznice działają na psychikę jak wyzwalacz. więc jeśli to lunatyk, to wyzwolony przez rocznicę, co i tak jest znaczące
Szaman, ale 'ciało nie zna dat' to jest uproszczenie. rytmy biologiczne i pamięć ciała to nie jest nauka fiction, i rocznicowe reakcje są opisane całkiem dobrze nawet w mainstreamowej psychologii. grief anniversary reaction to jest termin kliniczny, nie ezoteryczny
