To co opisujecie - ta tęsknota za znakiem - to jest chyba najtrudniejsza część tego wszystkiego. Bo jak długo można czekać na kolejny? I co jeśli cisza po prostu znaczy ciszę?
Malinowa ma rację i to jest moim zdaniem kluczowe w tej sytuacji. Gencjana, jak ty sama to czujesz - co cię napędza bardziej?
To jest właśnie najczystsza możliwa intencja do rytuału pożegnalnego. I nie wymaga otwierania czegokolwiek na nowo. Zapalenie świecy, wypowiedzenie tego na głos, puszczenie. Tyle i aż tyle.
Kunia a ta swieca to ma byc jakaś konkretna, czy dowolna? Bo czytałam rózne rzeczy i jedno źródło pisze że biała, inne że kolor zalezny od osoby. Gencjana może miec po prostu to co jest w domu.
U mnie kroki słyszałam kilka razy i za każdym razem to się urywało samo. Raz po tym jak rozmawiałam na głos w pustym pokoju. Powiedziałam po prostu 'słyszę cię, nie musisz chodzić'. I ucichło. Nie wiem co z tym zrobić, ale tak było.
Ewunia, to co zrobiłaś - powiedzenie na głos 'słyszę cię' - to jest coś co mnie zatrzymuje. Bo z jednej strony brzmi prosto i naturalnie, ale z drugiej to jest właśnie to o czym mówiła Kunia wcześniej, że nawiązanie kontaktu wymaga gotowości na odpowiedź. Ty tę odpowiedź dostałaś - ciszę. I jak to odebrałaś? Jako potwierdzenie, że ktoś był, czy raczej jako przypadek?
Szczerze? Nie wiem do dziś. Ale to było takie... spokojne. Nie czułam żeby ktoś odchodził, raczej jakby się uspokoił. Może to moje tłumaczenie, może nie. Ale kroki nie wróciły.
A czy ten sposób - mówienie na głos - to jest w ogóle uznawana metoda? Pyta ktoś kto kompletnie nie wie, bo ja bym się chyba bała powiedzieć cokolwiek na głos w pustym pokoju, jeśli naprawdę myślę że coś tam jest.
no właśnie, intencja, intencja, intencja 🙂 ale tak serio - Gencjana wróćmy do ciebie bo jakoś wszyscy zaczeliśmy mówić o sobie. Jak ty się teraz czujesz z tym wszystkim? Ta cisza, ten rytuał który Kunia proponowała - czy coś z tym zrobiłaś?
Nie zrobiłam jeszcze nic z rytuałem. Trochę się boję że jak zapalę tę świecę i powiem to na głos to... nie wiem, że się rozryczę po prostu. I że to nie będzie 'czyste' jak mówiła Kunia, tylko bardzo emocjonalne. Czy to przeszkadza?
emocje nie przeszkadzają. To nie jest pracownia naukowa. Pytanie jest inne - czy płakanie wtedy to byłoby dla ciebie ulga, czy raczej otwieranie czegoś na nowo co już zaczęło się goić?
To jest właśnie ciekawe. Czasem znaki czy obecności robią dokładnie odwrotne do zamierzonego - zamiast dać ukojenie, wciągają w dociekanie. I człowiek jest bardziej skupiony na tym 'co to znaczy' niż na tym co czuje. Gencjana, czy od początku tego wszystkiego miałaś chwilę żeby po prostu za nią potęsknic bez żadnego kontekstu paranormalnego?
Szczerze? Chyba nie. I to co teraz piszesz mnie trochę uderzyło. Bo cały czas analizowałam, pytałam tu na forum, sprawdzałam czy kroki mają rytm, czy telefon był prawdziwy. A normalnego smutku gdzieś... nie było miejsca.
A czy to nie jest właśnie ochronny mechanizm? Że skupiasz się na zagadce żeby nie musieć się z tym zmierzyć bezpośrednio? Nie mówię że źle, bo może tak właśnie musiałaś dojść do tego miejsca. Ale to co teraz opisujesz brzmi jak moment w którym ta zagadka się rozwiązała i już nie ma się za czym chować.
To nie brzmi dziwnie. U mnie było podobnie po śmierci mamy - jakieś drobiazgi które mogłam tłumaczyć jako znaki dawały mi poczucie że kontakt jeszcze trwa. I nie wiem czy to była 'prawda' czy nie, ale funkcjonalnie mi to pomagało przejść przez pierwsze tygodnie. Dopiero potem mogłam być po prostu smutna.
zgadzam sie z Kabalista, ale chce zapytac Gencjane o konkretna rzecz bo sie zgubiłam troche. Te kroki na poczatku - słyszałaś je regularnie o konkretnych porach, czy losowo? Bo to mi sie wydaje ważne żeby zrozumieć czy to było bardziej... celowe czy nie.
To jest ciekawe że to była konkretna trasa. Bo czytałem że tak zwany 'residual haunting' to właśnie powtarzający się wzorzec - jakby ślad nawyku a nie świadoma obecność. Ale ta historia z telefonem temu przeczy, bo to wymagało intencji. Chyba że to dwa osobne zjawiska które Gencjana połączyła w jedno?
I to akurat jest spójne z tym co Gencjana mówiła od początku - najpierw kroki, które były regularne i bezcelowe, potem telefon który był już czymś innym. Może rzeczywiście to były dwie różne rzeczy. Gencjana, jak ci się to zestawia - czy te kroki i ten telefon czułaś podobnie, czy inaczej?
To ma bardzo duży sens i właściwie samo w sobie odpowiada na pytanie Fanara i Wolchwa. Gencjana intuicyjnie rozróżniła te dwa rodzaje kontaktu, jeszcze zanim ktokolwiek tutaj wprowadził pojęcie residual. Ciało wiedziało, co czuje, nawet jeśli głowa jeszcze analizowała.
Siostra słyszała raz. Powiedziała że to pewnie stara podłoga i nie rozmawiałyśmy o tym więcej. Nie chciałam jej opowiadać bo wiem że by mnie zbyła.
a ta siostra - mieszka z toba czy tylko była w odwiedzinach? Bo to by miało znaczenie, czy słyszała jeden raz bo tylko raz była, czy słyszała jeden raz mimo że bywa regularnie.
A to ciekawe bo ja bym chyba zaczęła od tej siostry. Czy naprawdę jej to powiedziałaś wprost, że myślisz że to coś więcej? Bo jedno to zbywanie kogoś, a drugie to sytuacja gdzie ta osoba nawet nie wie że pytasz serio.
Szczerze - nie powiedziałam jej. Jakoś... bałam się że uzna mnie za kogoś kto nie poradził sobie z żałobą. To głupie może, ale tak jest.
Nie głupie, bardzo ludzkie. Ale zauważ że przez to siedzisz z tym sama od tygodni i analizujesz na forum zamiast porozmawiać z kimś kto też znał tę babcię. Nie mówię że forum jest złe, tylko że może tu jest jakiś węzeł.
I wracamy do tego co mówiłam wcześniej - zagadka zamiast smutku. Tylko że teraz do tego doszło jeszcze coś: zagadka zamiast rozmowy z siostrą. Gencjana, czy babcia była między wami jakimś łącznikiem? Tzn. czy bez niej macie ze sobą mniej kontaktu?
To jest coś o czym mało się mówi przy takich historiach. Że obecność - czy to duchowa czy tylko silne wspomnienie - może być odpowiedzią nie tylko na tęsknotę za tą konkretną osobą, ale za całą strukturą którą ta osoba trzymała. Nie wiem czy to zmienia interpretację tych kroków, ale wydaje mi się ważne.
Fanar, ale to nie jest sprzeczne z tym ze to był prawdziwy kontakt. Jedno nie wyklucza drugiego. Mozna potrzebowac znaku i dostac znak. To nie znaczy ze znak byl falszywy bo sie go potrzebowalo.
