Opisze wam coś co mnie ostatnio mocno zastanowiło. Siedziałam wieczorem sama w domu, cisza totalna, i nagle zaczęłam słyszeć kroki na drewnianych deskach w przedpokoju. Takie wyraźne, rytmiczne. Nikt poza mną nie był w mieszkaniu, sprawdziłam każdy kąt. Ale to mnie mniej dziwi niż to co się zdarzyło później - odebrałam telefon, usłyszałam głos swojej babci, która nie żyje od trzech lat. Numer wyświetlił się jako ciąg zer. Operators powiedział, że taki numer nie istnieje. Co to ma być, bo kompletnie nie wiem jak to złożyć w całość.
Czekaj, czyli najpierw kroki, a potem ten telefon? To wszystko jednego wieczoru? Pytam bo zastanawiam się czy to mogło być jakieś jedno zdarzenie, związane ze sobą, czy dwa osobne przypadki.
Wróćmy na chwilę do tych kroków, bo to jest element, który ludzie najczęściej od razu przypisują duchom, a sprawa nie jest taka prosta. Drewniane podłogi pracują. Szczególnie przy zmianach temperatury, wilgotności. Co do telefonu - to już inna historia, bo takich zjawisk nie da się wytłumaczyć fizyką budowlana.
Ja miałam coś bardzo podobnego z krokami, tyle że u mnie to trwało tygodniami. Mieszkam w starym budownictwie i na początku też myślałam na podłogę. Ale potem zaczęłam notować kiedy to się dzieje i okazało się że prawie zawsze między 22 a 23. Żadna temperatura nie pracuje według rozkładu.
po jakimś czasie samo ustało. Jakby ta obecność zdecydowała że już nie musi dawać znaku. Ale ja akurat wiem kto to mógł być i dlaczego ten konkretny czas.
A ten telefon to mnie najbardziej zastanawia. Skąd w ogóle masz pewność że to był głos babci? Mówię bez złośliwości, ale po prostu - czy to mogło być złudzenie słuchowe, skoro już wcześniej byłaś w takim napiętym stanie przez te kroki?
To zdanie które powiedziała, czy możesz napisać chociaż ogólnie o czym dotyczyło? Nie treść, tylko czy to była jakaś przestroga, pożegnanie, informacja o czymś konkretnym? Bo to zmienia sposób w jaki można na to patrzeć.
Słuchaj, to nie jest taki rzadki przypadek jak myślisz. W różnych tradycjach jest opisane że dusze bliskich dają zank przez to co jest nam znajome - głos, zapach, czasem właśnie dźwięk kroków. Jakby używały kanałów które znamy żeby sie przebić. Numer zero to ciekawa sprawa, czytałam że niektórzy mediumi interpretujuą to jako sygnał z 'tamtej strony', zero jako symbol nieskońconości albo przestrzeni pomiędzy.
A czy ktoś z was miał sytuację gdzie te dwa rzeczy, i dźwięki i kontakt głosowy, zdarzały się razem? Bo z osobna słyszałam o wielu przypadkach, ale żeby tak jedno po drugim tego samego wieczoru to jest już coś innego chyba.
Jedno po drugim może znaczyć że próg był już otwarty. Kroki jako pierwsze, żeby zasygnalizować obecność, potem kontakt bezpośredni. To logiczne jeśli przyjmiemy że taka komunikacja wymaga jakiegoś przygotowania z obu stron.
Próg otwarty to nie metafora. Mówię o tym, że kontakt między światami nie dzieje się na żądanie - wymaga pewnych warunków. Intensywne myślenie o osobie zmarłej, silne emocje, a nawet konkretne miejsca i godziny mogą taki stan wywołać. Nie musisz nic robić celowo. Czasem sama bliskość emocjonalna z daną osobą wystarczy, żeby coś się 'przechyliło'.
Ale to znaczy że ja to zrobiłam nieświadomie? Tamtego wieczoru myślałam o babci dużo, bo był to dzień bliski rocznicy jej śmierci. Czy to mogło być właśnie to?
Wracam do telefonu, bo mi to nie daje spokoju. Gencjana, to zdanie które usłyszałaś - ostrzeżenie przed kimś bliskim - czy po czasie okazało się trafne? Coś się wydarzyło co to potwierdziło, czy nadal czekasz na rozwiązanie?
Chwila, bo muszę się upewnić że dobrze rozumiem. Te kroki słyszałaś w mieszkaniu, potem był telefon z ostrzeżeniem, a potem ostrzeżenie się sprawdziło. I to wszystko w jakimś sensie razem? Bo jeśli tak, to to nie jest sprawa do zdyskontowania jako 'złudzenie słuchowe'.
Mam głupie pytanie może, ale te kroki które słyszała Gencjana - czy one szły w jakimś konkretnym kierunku? W stronę czegoś, od czegoś? Bo czytałam kiedyś że kierunek ma znaczenie.
To jest właśnie ta rzecz z krokami, na którą zwracam uwagę. One mają zwyczaje. U mnie też zawsze ten sam kierunek, zawsze ta sama pora. Jak 'pracowanie' podłogi to by było losowe, nie powtarzalne do tego stopnia.
A ja mam takie pytanie do wszystkich - czy kiedykolwiek słyszeliście kroki a potem nic więcej się nie wydarzyło? Żadnego telefonu, żadnego znaku, żadnego sprawdzenia sie ostrzeżenia? Bo może te sytuacje kiedy 'do czegoś prowadzi' pamiętamy, a te bez puenty po prostu zapominamy.
To co Kryska napisała jest ważne. W parapsychologii jest taki efekt, że doświadczenia które pasują do narracji zostają zapamiętane jako znaczące, a te które nie pasują - znikają. Nie wiem jak to się fachowo nazywa, ale chyba 'błąd potwierdzenia' albo coś w tym stylu. Nie znaczy to że Gencjana się myli, po prostu warto to mieć z tyłu głowy.
Słucham tej dyskusji i rozumiem oba podejścia. Ale mnie to nie do końca obchodzi czy 'naukowo' się da to wytłumaczyć. Mnie interesuje co z tym teraz zrobić. Czy jeśli babcia chciała mnie ostrzec, to może mieć coś jeszcze do powiedzenia? Jak można na to odpowiedzieć?
Gencjana, to co piszesz o chęci odpowiedzi - to ważne pytanie i dobrze że je zadajesz. Ale najpierw chcę się upewnić: czy ty chcesz nawiązać kontakt, czy chcesz po prostu dać znać że słyszysz i że jest dobrze? Bo to dwie różne rzeczy i wymagają innego podejścia.
Chyba... chcę żeby wiedziała że słyszałam. I że się nie boję. I że wzięłam pod uwagę to co mówiła. Nie wiem czy to 'kontakt' w pełnym sensie.
To co opisuje Gencjana brzmi bardziej jak zamknięcie, nie otwarcie. I moim zdaniem to jest bezpieczniejsza intencja. Kunia, czy rytuał zamknięcia różni się bardzo od nawiązania kontaktu, jeśli chodzi o to czego wymaga od osoby?
A czy te kroki, o których mówiła Gencjana na początku - czy one po telefonie i po tym co się sprawdziło nadal się pojawiają? Bo to by mi powiedziało czy 'sprawa jest nadal otwarta' czy sam telefon był tym zamknięciem.
To bardzo charakterystyczne. U mnie podobnie - kiedy jakiś przekaz był już 'odebrany', to i obecność się wyciszała. Jakby nie było już po co chodzić.
Gencjana, ta cisza po tym jak ostrzeżenie się potwierdziło - czy to jest ulga, czy raczej poczucie że coś się urwało? Pytam bo te dwie rzeczy brzmią zupełnie inaczej.
Obie naraz chyba. Ulga że babcia zadbała o mnie nawet wtedy. I jednocześnie coś jak tęsknota za tymi krokami, bo przynajmniej wiedziałam że jest. To brzmi absurdalnie napisane tak wprost.
Wcale nie brzmi absurdalnie. Miałam koleżankę która plakała jak przestała czuć obecność ojca, bo bała sie że już jej nie ma naprawdę. Jakby dwa razy traciła.
