I to jest praktyczna rada. Ale mam jeszcze jedno pytanie do apolonii, bo wróciłam do początku tego wątku. Napisałaś że to nie był twój pierwszy raz w tej bibliotece. Czy wcześniejsze wizyty miały jakiś specyficzny charakter? Czy czułaś tam cokolwiek przed tym razem, nawet jeśli nie nazwałaś tego wtedy nic konkretnego?
To co mówisz o tej konkretnej części przy rocznikach jest dla mnie ważne. Czy wiesz mniej więcej jak stare są te roczniki? Bo jeśli to były stare gazety czy dokumenty sprzed kilkudziesięciu lat, to ta część biblioteki mogła mieć zupełnie inną historię niż reszta. Takie miejsca zbierają coś, co czuć nawet bez żadnego dramatu w tle.
Nie sprawdzałam dokładnie, ale na grzbietach okładek widziałam lata sześćdziesiąte i siedemdziesiąte. Może starsze, nie patrzyłam na wszystkie. Regały były metalowe i dość wysokie, takie że musiałaś zadrzeć głowę żeby sięgnąć wzrokiem do góry.
Metalowe wysokie regały w zamkniętej przestrzeni tworzą specyficzną akustykę i rodzaj naładowania statycznego. Nie mówię że to wytłumaczenie tego co czułaś, ale warto wiedzieć że to środowisko fizycznie różni się od otwartej sali czytelni. Czy tam było ciszej niż w reszcie biblioteki?
To jest efekt tłumienia przez papier i regały. Setki woluminów absorbują dźwięk bardzo skutecznie. To nie jest cisza nadprzyrodzona, to fizyka. Ale rozumiem że dla osoby nieprzypartej do takich pomieszczeń może robić wrażenie.
Zmiana powietrza za plecami przy braku dźwięku to jeden z klasyczniejszych opisów obecności. Czytałam kilka relacji z nawiedzeń i ten motyw powraca. Jakbyś próbowała to opisać dokładniej, to było bardziej jak gęstość, ciepło, zimno, ciśnienie?
Poczekaj chwilę z interpretacją w stronę 'wysysania'. To jest słowo które już wkłada znaczenie w fizyczne odczucie. Jakie było to odczucie zanim je nazwałaś? Czy to był naprawdę chłód jako temperatura, czy może coś innego czego nie umiałaś od razu zaklasyfikować?
Słowo 'brak' jest dla mnie bardziej mówiące niż chłód. Bo chłód ma kierunek i źródło, a brak jest czymś innym. Czy ten brak był stały, czy pulsował, czy się przesuwał?
A jak się odwróciłaś, to co widziałaś? Dokładnie, co było w tym miejscu skąd czułaś ten brak? Ściana, regał, wolna przestrzeń między regałami?
Narożniki mają swoją specyfikę w tradycjach związanych z duchami. Nie chcę wrzucać gotowych interpretacji, ale to nie jest przypadkowy detal. Czy ten narożnik był ciemniejszy niż reszta pomieszczenia, czy po prostu był w cieniu przez układ regałów?
Kratka w podłodze przy narożniku starego budynku to bardzo prawdopodobna instalacja. Ale to co mnie bardziej zastanawia to nie temperatura tylko to co powiedziałaś wcześniej o Marcie i półkach. Wróćmy do tego bo to jest kwestia której nikt nie rozwiązał. Czy w tamtej sali z rocznikami też były jakieś książki czy materiały które mogłyby leżeć inaczej niż je zapamiętałaś?
To co napisałaś na końcu mnie zatrzymało. Roczniki przy tym samym narożniku, gdzie czułaś ten brak. Czy te półki były wyciągnięte tak jak zwykle wyjmuje się książkę, czy inaczej? Bo zastanawiam się czy to było wyciągnięcie przypadkowe czy coś jakby wskazywało konkretny tom.
Zatrzymajmy się przy tym 'ja to widziałam' bo to jest najważniejszy punkt tej rozmowy. Nie mówię że kłamiesz ani że się mylisz, pytam poważnie: czy jest jakakolwiek szansa że to był inny regał albo inny rząd? Pomieszczenia archiwalne wyglądają podobnie, to nie jest zarzut, to jest pytanie o mapę miejsca.
Rdza na nodze regału to taki konkretny szczegół, że trudno go pomylić. Czy Marta widziała ten regał razem z tobą, czy ty jej opisywałaś a ona mówiła że to niemożliwe bez wchodzenia tam z tobą?
To jest kluczowe. Trzy metry różnicy w pozycji obserwatora przy słabym oświetleniu archiwalnym to poważna różnica w tym co kto widzi. Nie rozstrzygam czy tomy były wyciągnięte czy nie, mówię że warunki obserwacji były inne dla was obu. Czy pamiętasz jak było oświetlone to pomieszczenie, żarówki z góry, lampka na regale, coś innego?
Jedno oświetlenie z dwóch działało, to jest ciekawa informacja. Czy ta działająca żarówka była bliżej narożnika czy po drugiej stronie sali? Bo jeśli byłaś bliżej ciemniejszej strony, to cienie mogą robić różne rzeczy z krawędziami przedmiotów.
Dokładnie o to chodzi. W warunkach słabego i jednostronnego oświetlenia grzbiety książek tworzą wzory cień-jasność które mózg może interpretować jako wypukłość tam gdzie jej nie ma. To nie jest wada wzroku tylko normalne przetwarzanie konturów. Pytanie do apolonii: czy dotknęłaś tych tomów które pamiętasz jako wyciągnięte?
Ten moment odwrócenia się i potem wyjście bez ponownego spojrzenia na półkę jest ważny. Mózg zachowuje ostatni wyraźny obraz i traktuje go jako pewność. Jeśli nie sprawdziłaś ponownie, to twoja pewność co do ułożenia tomów pochodzi tylko z tego pierwszego spojrzenia. Czy Marta coś konkretnego powiedziała wtedy żebyście szły, czy to był po prostu ton jej głosu?
To jest możliwe. Są osoby które czują coś w danym miejscu ale racjonalizują i wolą szybko wyjść niż przyznać. Czy Marta jest generalnie osobą sceptyczną, czy po prostu nie rozmawia o takich rzeczach?
Jak zapytasz, to zwróć uwagę nie na to co mówi ale na to jak reaguje fizycznie. Czy się wzdryga, czy coś zmienia się w jej głosie. Słowa można kontrolować, pierwsza reakcja ciała trudniej. Wiem że to brzmi może zbyt analitycznie ale naprawdę wiele to mówi.
Archiwum miejskie albo kroniki lokalne mogą mieć więcej. Ale chciałem wrócić do czegoś konkretnego, bo ta rozmowa zaczyna iść w kilka stron jednocześnie. Najważniejsze pytanie dla mnie jest takie: czy ten brak który czułaś pojawił się przed tym jak zobaczyłaś te tomy, czy po? Bo kolejność tych dwóch rzeczy zmienia dużo w tym jak to rozumieć.
Czyli kolejność była: tomy wyciągnięte - potem brak. To dla mnie dużo mówi. Nie odwrotnie. Gdyby brak przyszedł pierwszy i kazał ci patrzeć na półkę, można by mówić o jakimś intuicyjnym sygnale. Tu jest tak jakby oczy zobaczyły coś nieregularnego i dopiero ciało zareagowało. Nie mówię że to automatycznie wykreśla wytłumaczenie paranormalne, pytam czy ty sama widzisz tę różnicę.
To jest właśnie pytanie o kierunek zależności. Albo: anomalia wizualna wywołała reakcję ciała bo mózg zinterpretował nieporządek jako sygnał zagrożenia. Albo: coś w tym miejscu wpłynęło na ciebie i tomy były tylko elementem który skupił uwagę. Obu wersji nie można wykluczyć na tym etapie, ale pierwsza jest prostsza i nie wymaga dodatkowych założeń.
Ale ta prostsza wersja nie wyjaśnia całości. Marta szła przodem, też widziała ten regał z pewnej odległości, a jednak przyspieszyła tempo wychodzenia. Jeśli to był tylko sygnał zagrożenia wywołany nieporządkiem na półce, Marta powinna zareagować podobnie, bo nieporządek widziała. A reagowała inaczej niż apolonia.
Czy apolonia jakoś zmieniła wtedy zachowanie? Zastygnęła, zrobiła jakiś ruch, coś powiedziała? Bo jeśli stałaś nieruchomo i patrzyłaś na półkę, Marta mogła to wyczuć i stąd to 'już chodźmy'. To nie musiało być jej własne odczucie miejsca.
Dobra, mam pytanie które mnie nurtuje od kilku postów. Ta biblioteka z lat trzydziestych, zajęta podczas wojny. Apolonio, czy wiesz przez kogo była zajęta i jak długo? To może mieć znaczenie dla tego co szukasz w historii budynku, bo 'zajęta podczas wojny' to bardzo ogólna informacja.
Archiwum miejskie naprawdę może mieć takie dokumenty. Plany budynku, dokumenty przejęcia, czasem nawet listy pracowników. Nie wiem czy to ważne dla tego co czułaś, ale historia miejsca często tłumaczy jego 'nastrój'. Czy pójście tam wchodzi w grę?
