Znacie tę starą bibliotekę przy Plantach? Tę z wieżyczką i ciemnymi oknami na pierwszym piętrze. Byłam tam dwa razy w zeszłym miesiącu i za każdym razem miałam to dziwne uczucie, że coś mnie obserwuje spomiędzy regałów. Nie wiem jak to opisać, ale w dziale z historią regionalną powietrze jest inne. Gęstsze. I raz byłam prawie pewna, że ksiązka leżała na innym miejscu niż ją zostawiłam. Pracownicy powiedzieli że nic nie ruszali. Moja koleżanka która ze mną była też twierdzi, że się nie ruszała, tylko ja ją inaczej pamiętam. Ale ja WIEM co widziałam. Czy ktoś był w tej bibliotece i coś poczuł?
O tej bibliotece słyszałam już wcześniej od kogoś z pracy. Podobno w nocy ochroniarze słyszą kroki na piętrze kiedy nikogo tam nie ma. Ale co cię bardziej niepokoiło, to uczucie obserwowania czy ta książka?
Czytałam gdzieś że stare biblioteki w ogóle są podatne na takie rzeczy, bo gromadziły energie przez dziesiątki lat. Wszystkie te osoby które tam były, emocje podczas czytania, szukania... To musi się gdzieś odkładać. Ale to uczucie obserwowania to naprawdę nieprzyjemna sprawa, sama raz coś podobnego czułam w starej kamienicy.
Zanim ktokolwiek wyciągnie wnioski, powiedz mi jedno. Byłaś tam pierwszy raz, czy już wcześniej znałaś to miejsce? Pytam bo wrażliwość na tego typu miejsca jest zupełnie inna gdy wchodzisz tam po raz pierwszy, a inna gdy wracasz po jakimś czasie.
Ta kwestia z książką to klasyczny objaw działania poltergeista. Poltergeist nie musi robić wielkich rzeczy, często zaczyna od drobiazgów żeby sprawdzić jak zareagujesz. Przesunięcie jednego przedmiotu to jak gdyby pierwszy kontakt.
Bardzo duże znaczenie. Miejsca mają swoje własne warstwy, nie ma czegoś takiego jak jednolita energia całego budynku. Ten konkretny dział, ile ma lat? Czy mieścił się tam zawsze czy może przeniesiono go z innego pomieszczenia?
Zanim pójdziemy w kierunku duchów, chciałabym zapytać o coś praktycznego. Jak wyglądało to pomieszczenie? Małe okna, słabe wietrzenie? Pytam bo niektóre stare budynki mają problemy z wentylacją i niski poziom tlenu naprawdę potrafi powodować dziwne odczucia i zaburzenia pamięci.
Poza tym pracownicy na pewno wiedzą o tym pomieszczeniu coś więcej. Takie miejsca mają swoją historię, coś musiało się tam kiedyś zdarzyć skoro zostawiło takie ślady.
Mam jedno pytanie do całej dyskusji. Czy komuś z was przyszło do głowy że ta koleżanka która twierdziła że nic się nie ruszyło, mogła po prostu sama przestawić tę książkę i teraz tego nie przyznaje? Albo odwrotnie, po prostu pamiętamy rzeczy inaczej kiedy jesteśmy skupieni na szukaniu czegoś niezwykłego. Nie mówię że nic tam nie ma, ale warto to rozróżnić zanim zaczniemy mówić o poltergeist.
Opisz dokładnie jak wyglądało to miejsce gdzie leżała ta książka. Na której półce, jak daleko od okna, czy był tam jakiś przeciąg z okna albo od drzwi? Zanim cokolwiek ocenimy, potrzebne są konkrety.
A czy czułaś coś fizycznego, coś jak zimny dotyk albo nagłe ochłodzenie w tym miejscu? Bo czytałem że to jeden z pierwszych sygnałów obecności.
To właśnie jest problem. Rezyduum samo w sobie nie ruszyłoby książki. Dlatego mówię, że nie warto wrzucać wszystkiego do jednego worka z napisem 'poltergeist'. To mogą być dwie zupełnie niezależne rzeczy albo jedna z nich jest błędem percepcji.
Rozumiem co mówi Kabalistka, ale to uczucie obserwowania było naprawdę bardzo konkretne. Nie jak ogólny niepokój w starym budynku, tylko jakby coś stało dosłownie kilka kroków za mną. Odwracałam się i oczywiście nic nie było, ale impuls był wyraźny. Może to i rezyduum, tylko że bardzo intensywne?
Mam pytanie do całej dyskusji. Czy ktoś z was w ogóle zastanowił się czy ten dział historii regionalnej mógł wcześniej zajmować inne pomieszczenie? Biblioteki często przeorganizowują zbiory. Jeśli ta część kolekcji przeszła z innego miejsca w budynku, to ślad mógłby być właśnie w starym miejscu, a nie tam gdzie stały książki. Apolonia, czy pytałaś pracowników cokolwiek o historię tego działu?
Możesz zapytać o historię samego budynku, albo o to kiedy dział powstał. Bibliotekarze lubią takie pytania, to ich specjalność. Nie musisz wspominać o niczym paranormalnym.
Wracam do tej książki bo mnie ona nie daje spokoju. Apolonia, powiedziałaś wcześniej że stosik był równo ułożony kiedy wróciłaś. Ile dokładnie było tych książek na stosiku? I czy to był jeden spójny stosik od początku, czy może tam stały luźno różne rzeczy?
Ta szczegółowość wspomnień mi coś mówi. Gdyby to był zwykły błąd pamięci, raczej nie pamiętałabyś aż tak precyzyjnie co konkretnie było nie tak. Błędy pamięci zazwyczaj są właśnie mgliste, a nie wyraźne.
To dobre pytanie i szczerze sama nie wiem. Ona była pewna swojego, ja byłam pewna swojego. Nie wchodziłyśmy w dłuższą kłótnię na miejscu, bo to głupie przez książki, ale właśnie ten brak możliwości rozstrzygnięcia mi siedzi w głowie od tamtej pory.
Zastanawiam się czy nie warto by następnym razem wziąć ze sobą czegoś ochronnego. Nie wiem, turmalin albo coś podobnego. Na wypadek gdyby to nie było tylko rezyduum.
Kamienie to inna rozmowa i na tym wątku trochę nie na miejscu. Apolonia, wróćmy do sedna. Czy przy tym uczuciu obserwowania miałaś jakiś kierunek, jakby to przychodziło z konkretnej strony sali, od ściany, od regałów, czy znikąd?
Wąskie ciemne przejścia między wysokimi regałami same w sobie wywołują u ludzi atawistyczny niepokój, bo nie widać co jest dalej. To nie jest argument za nadnaturalnym wyjaśnieniem, po prostu warto to oddzielić od reszty. Co zostaje jeśli odejmiesz ten naturalny dyskomfort?
Zostało mi to zdanie Kabalistki w głowie. Jeśli odejmę ten naturalny niepokój od wąskich przejść, to zostaje mi moment z książką i to uczucie że ktoś stał za mną zanim w ogóle weszłam między regały. Byłam jeszcze przy stole, przeglądałam katalog i wtedy to już czułam. Więc to chyba nie jest tylko efekt ciasnej przestrzeni.
To jest ważna korekta i dobrze że to doprecyzowałaś. Jeśli to poczucie było przy otwartym stole, zanim jeszcze weszłaś między półki, to argument o atawistycznym lęku przed ciasnotą odpada. Co robiłaś dokładnie w tym momencie? Czytałaś, przeglądałaś coś konkretnego, czy po prostu siedziałaś?
Lewe ramię to ciekawy szczegół. Wiele tradycji przypisuje lewą stronę percepcji tego co niewidzialne, ale nie chcę teraz tego rozwijać bo to może za daleko od tego co rzeczywiście czułaś. Powiedz mi jedno: czy to był jeden moment i minęło, czy ta obecność utrzymywała się przez cały czas aż do wyjścia?
Przepraszam że wchodzę w środek, bo śledzę ten wątek od dłuższego czasu. Apolonia, czy ta biblioteka ma jakiś konkretny adres albo nazwę? Zastanawiam się czy to nie jest miejsce o którym słyszałam, bo w moim mieście jest stara biblioteka z podobną opinią od lat.
To mogłoby być kilkanaście bibliotek w Polsce. Jalowcowa raczej nie zawęziłaś zbytnio.
Ja chciałam się cofnąć do tego co powiedziała Kabalistka o dwóch niezależnych rzeczach. Czy to znaczy że jedno zjawisko może być rezyduum, a drugie coś aktywnego? Bo to by wyjaśniało czemu jedno czujesz bardziej jako atmosferę, a drugie jako coś co stoi za tobą?
