To ciekawe że siostrzenica, która nie ma osobistego wspomnienia, też odczytała powagę. Nie smutek, ale powagę. Czy to nie sugeruje że coś w samym obrazie jest odczytywalne niezależnie od tego kto patrzy? Bozenka63, czy ty też powiedziałabyś raczej poważna niż smutna, teraz kiedy o tym myślisz?
To że niezależna osoba odczytała to samo, to jest dla mnie znaczące. Przy moim medalionie miałem podobnie, poprosiłem kogoś żeby go potrzymał i opisał co czuje, bez żadnego kontekstu. Opisał napięcie. Nie wiedział nic o tym przedmiocie. Nie mówię że to dowód, ale to nie jest bez znaczenia.
Słucham tej rozmowy i myślę o czymś. Skupiamy się na wyrazie twarzy, ale Bozenka63 na samym początku napisała że zdjęcie się starzeje, a ona nie. To tytuł tematu. Czy to była metafora, czy jest jeszcze jakiś fizyczny aspekt tej zmiany, który nie padł w rozmowie?
to jest bardzo precyzyjnie powiedziane i myślę że zmienia trochę pytanie. Nie tyle czy zdjęcie się zmienia fizycznie, ile czy twoje wspomnienie mamy i obraz na zdjęciu zaczęły żyć oddzielnie. Czy to możliwe że wspomnienie żywej mamy ewoluuje w tobie, a zdjęcie zostaje nieruchome i przez to kontrast jest coraz wyraźniejszy?
Albo na odwrót. Że zdjęcie przechowuje coś z niej, co ty powoli tracisz we wspomnieniu. I ta rozbieżność jest właśnie tym, co czujesz jako zmianę. Nie wiem czy to ma sens, ale chciałam to powiedzieć.
ten moment tuż po śmierci, kiedy coś cię zatrzymało, to jest dla mnie ważny punkt. Żałoba potrafi uruchomić bardzo konkretne, namacalne spostrzeżenia dotyczące otoczenia. Nie deprecjonuję tego co poczułaś, naprawdę nie, ale chcę zapytać: czy w tamtym czasie dużo myślałaś o mamie, czy może właśnie próbowałaś nie myśleć?
To rozróżnienie między bólem a zatrzymaniem jest bardzo precyzyjne i myślę, że coś ważnego w nim siedzi. Nie chcę tego od razu psychologizować, ale muszę zapytać: czy to zatrzymanie miało jakiś kierunek? Znaczy, czy czułaś, że to ty się zatrzymałaś, żeby zobaczyć, czy że coś cię zatrzymało?
Że coś mnie zatrzymało. Zdecydowanie. Nie podjęłam decyzji, żeby stanąć i się przyjrzeć. Po prostu stanęłam i nie umiałam ruszyć dalej, dopóki nie popatrzyłam.
To co opisujesz, że nie mogłaś ruszyć dalej, dopóki nie popatrzyłaś, brzmi dla mnie jak coś, co w pracy z runami nazywamy momentem zatrzymania przed progiem. Nie mówię że to samo, ale struktura jest podobna. Coś wymaga uwagi zanim przejdziesz dalej. Czy po tym jak spojrzałaś, poczułaś że możesz iść?
Ten ślad, który się odnawia, to jest coś o czym chcę powiedzieć wprost. W praktyce wróżbiarskiej i ogólnie w myśleniu o miejscach i przedmiotach, mówi się o tym, że uwaga jest czymś, co buduje połączenie. Nie tylko odkrywa, ale też współtworzy. Czy jest możliwe, że pierwsza chwila zatrzymania otworzyła coś, co teraz za każdym razem jest aktywowane?
Dokładnie to samo zauważyłem przy swoich przedmiotach. Medalion który opisywałem wcześniej, lata wisiał i nic. Dopiero kiedy ktoś mi o nim powiedział, zacząłem go naprawdę widzieć. Ale to co czuję przy nim od tamtej pory, jest zbyt konkretne żeby to był tylko efekt sugestii. Bozenka63, czy przed tym zatrzymaniem zdjęcie w ogóle dla ciebie istniało?
To co opisujesz, że widzisz je nawet jak nie patrzysz, jest dla mnie bardzo ciekawe. W numerologii mówimy o obecności liczby, którą się w czymś nosi, że nie musisz jej widzieć, żebyś czuł jej wpływ. Nie wiem czy to analogia, ale jakoś to do mnie trafia. Czy to zdjęcie jest w tym pokoju cały czas, czy je chowasz?
To że nie umiałabyś go schować jest ciekawe samo w sobie. Czy to jest uczucie, że go chcesz mieć, czy raczej że nie możesz zabrać? Bo to są dwa bardzo różne stany, choć z zewnątrz wyglądają tak samo.
Naruszenie czegoś, to jest bardzo konkretne słowo. Nie smutne, nie złe, tylko naruszenie. Jakbyś wiedziała, że to zdjęcie ma swoje miejsce i nie tobie decydować o zmianie.
Nie brzmi dziwnie. Czytałam kiedyś o tym, że miejsca i przedmioty mogą mieć coś w rodzaju przywiązania do siebie nawzajem, niezależnie od ludzi. Szczególnie jeśli długo były razem. Ale mam pytanie do Bozenka63, bo nie padło wprost: czy to mieszkanie było wcześniej mamy?
To jest bardzo ważny kontekst i nie padł wcześniej. Mieszkasz w przestrzeni, w której ona żyła, otoczona jej przedmiotami, i jedno z nich zaczęło na ciebie działać inaczej. Nie mówię że jedno wyjaśnia drugie, ale to zmienia obraz całości. Czy inne rzeczy po mamie też są w tym mieszkaniu?
Inne rzeczy... Tak, ale jakoś inaczej. Talerze, kieliszki, jej chustki. Mam jej swetry w szafie. Ale one są inne. One są jej, ale nie czuję że coś się przez nie dzieje. Zdjęcie jest inne i nie umiem powiedzieć dlaczego akurat ono.
To rozróżnienie jest istotne i chcę się przy nim zatrzymać. Rzeczy codziennego użytku, ubrania, naczynia, mają inną historię kontaktu z ciałem i z nawykiem niż portret. Portret był tworzony żeby patrzeć, żeby być widzianym i żeby widzieć. Ta intencja była w nim od początku. Czy zdjęcie mamy zostało zrobione z jakiegoś konkretnego powodu, czy pamiętasz coś o tym, kiedy je robiono?
To że mama wyglądała poważnie na zdjęciu, które nie wiadomo kiedy i przez kogo zostało zrobione, to brzmi jakby coś z tym było. Mój medalion też pochodzi z okoliczności, których nikt z żyjących mi nie potrafił wyjaśnić. I to właśnie te niewyjaśnione początki wydają mi się ważniejsze niż to, co potem.
To konkretne uczucie, o którym piszecie oboje, to jest coś, przy czym chcę zapytać wprost: czy ono jest stałe, czy zmienia się w zależności od pory roku, dnia, nastroju? Bo w pracy z runami obecność symbolu jest różna w różnych momentach i nigdy nie zakładam z góry, że jest zawsze jednakowa.
To że zależy od dnia to dla mnie akurat jest ważne. Bo gdyby zdjęcie działało samodzielnie, niezależnie od ciebie, to byłoby stałe albo miałoby własny rytm, nie twój. A skoro twój nastrój wydaje się mieć wpływ, to wraca pytanie czy to jednak nie jest głównie po twojej stronie.
Mam takie dziwne pytanie i nie wiem czy ma sens. Bozenka63, czy kiedykolwiek wchodziłaś do tamtego pokoju specjalnie po to, żeby sprawdzić co czujesz przy zdjęciu? Czy to zawsze było przy okazji?
To że nie możesz potraktować tego jak eksperymentu jest bardzo wymowne. Przy rytuałach też jest coś podobnego, intencja obserwowania zmienia to co obserwujesz. Ale jest coś jeszcze. Jeśli zdjęcie wygląda inaczej niż pamiętasz z dzieciństwa, to mam pytanie które może być głupie: czy może ktoś je wymienił na inne? Zdarza się w rodzinach.
To co napisałaś o spokojniejszej twarzy, to mnie zastanawia w kontekście całego wątku. W tarocie mamy karty które czytamy inaczej w zależności od momentu, ale same karty się nie zmieniają. A tutaj mówisz że zdjęcie fizycznie wygląda inaczej niż je pamiętasz. Czy ktoś z rodziny widział to zdjęcie ostatnio i mógłby potwierdzić jak wygląda teraz?
To że córka widzi smutną starszą panią, a ty widzisz kogoś spokojniejszego, nie musi znaczyć że jedno z was jest w błędzie. Czytałam badania o tym jak pamięć wzrokowa przekształca pierwotne wrażenia i jak silna więź emocjonalna z osobą na fotografii zmienia percepcję wyrazu twarzy. To nie jest mistyczne, to jest udokumentowane. Ale jednocześnie nie wyklucza to że coś więcej się tu dzieje. Pytanie brzmi: czy chciałabyś to sprawdzić czy raczej nie?
To co piszesz o córce jest ważne i chcę przy tym zostać chwilę. Ona widzi smutną starszą panią, ty widzisz kogoś spokojniejszego niż pamiętasz. Ale jest jeszcze jedna możliwość, której nikt tu jeszcze nie wyartykułował wprost: może wy obie macie rację i to nie jest sprzeczność. Są badania z zakresu psychologii pamięci, które pokazują, że ocena wyrazu twarzy na zdjęciu jest silnie modulowana przez to, kogo ta twarz nam przypomina i jakie mamy z nią skojarzenia emocjonalne. Ty patrzysz na mamę. Córka patrzy na nieznaną starszą panią. To dosłownie różne bodźce dla mózgu.
właśnie to mnie najbardziej zastanawia w całej tej rozmowie. Czy jest jakaś konkretna chwila, którą pamiętasz jako moment gdy poczułaś że coś jest inne? Czy to było stopniowe?
