Nie wiem, czy to właściwe miejsce, ale nigdzie indziej nie przyszło mi do głowy napisać. Mam w domu zdjęcie z wakacji sprzed chyba dwudziestu lat. Pamiętam je doskonale, bo wisiało nad komodą całe lata. Jakiś czas temu wzięłam je do ręki i coś mnie zmroziło. Twarz na zdjęciu wygląda... inaczej. Nie chodzi o to, że się zestarzałam, bo to akurat normalne. Chodzi o to, że rysy są jakby inne. Kąciki ust, coś przy oczach. Mąż mówi, że mi się zdaje, ale ja pamiętam jak wyglądałam na tym zdjęciu i to nie jest to samo. Czy ktokolwiek miał coś podobnego?
O matko, właśnie czytam i mam ciarki. Też kiedyś miałam wrażenie, że stare zdjęcie wyglądało inaczej niż pamiętam, ale zrzuciłam to na pamięć. A ty mówisz, że byłaś pewna jak ono wyglądało? Że to nie jest kwestia że po prostu zapomniałaś jak wtedy wyglądałaś?
W wielu tradycjach okultystycznych portrety i fotografie traktowano jako coś więcej niż tylko odbicie. Mówiono o nich jak o 'zamrożonym cieniu' duszy, fragmencie energii osoby, która je zrobiła lub na nich jest. Dorian Gray to literatura, ale motyw żywego portretu pojawia się w kulturach od starożytnego Egiptu po folklor słowiański. Pytanie, które bym zadał: czy coś ważnego wydarzyło się w twoim życiu mniej więcej w czasie, kiedy zauważyłaś tę zmianę? Bo w niektórych systemach wierzeń portret 'reaguje' na zmiany w życiu osoby, która jest na nim uwieczniona.
Słucham i mam dreszcze. Mam doma stary portret po babci, olejny, XIX wiek. Zawsze miałam dziwne uczucie że oczy na nim śledzą. Nigdy nie analizowałam czy się zmieniły, bo się trochę bałam sprawdzać.
Bozenka63, to co opisujesz z mamą i zdjęciem jest naprawdę przejmujące. Słyszałam o tym, że przedmioty silnie związane z chwilami przełomowymi potrafią jakby 'trzymać' energię tamtego czasu. Nie mówię że zdjęcie się zmieniło fizycznie, ale może twoje odczucie jest sygnałem że jakaś nierozwiązana sprawa czeka. Jak długo temu zauważyłaś tę zmianę?
Zanim pójdziemy za daleko w stronę duchów i energii, chciałabym zapytać o kilka rzeczy, bo to ważne. Czy zdjęcie jest analogowe czy cyfrowe wydruk? Bo papier fotograficzny starzeje się nierównomiernie i może to zmieniać postrzeganie kontrastu i rysów twarzy. Po drugie, ludzka pamięć jest bardzo zawodna w szczegółach wizualnych, szczególnie po latach. To nie jest atak na Bozenka63, naprawdę, ale zanim założymy że zdjęcie 'żyje własnym życiem', warto sprawdzić te prozaiczne możliwości. Czy masz jakieś inne zdjęcie z tych samych wakacji do porównania?
rozumiem to uczucie, ale właśnie własna twarz jest jedną z tych, które najgorzej zapamiętujemy w szczegółach. Badania pokazują, że ludzie mylnie rozpoznają własne zdjęcia z przeszłości, szczególnie gdy towarzyszą im silne emocje związane z tym okresem. A ty mówisz, że to był trudny czas. To nie wyklucza żadnego innego wyjaśnienia, ale naprawdę warto mieć to porównanie ze zdjęciami od siostry.
Mam trochę inne doświadczenie. Kilka lat temu kupiłem na targu staroci medalion ze zdjęciem w środku, takim miniaturowym, stary portret kobiety. Przez pierwsze tygodnie wyglądała spokojnie. Po jakimś czasie, nie wiem dokładnie kiedy to zauważyłem, miałem wrażenie że jej wyraz twarzy jest inny. Ciemniejszy. Dałem to do zbadania znajomemu fotografowi i on powiedział że to utlenianie się emulsji i nierównomierne blaknięcie. Może to i prawda. Ale tamtego medalionu się pozbyłem bo czułem się przy nim nieswojo i tyle.
Zastanawiam się czy to nie jest tak, że my sami zmieniamy się i to zmienia jak widzimy własne stare zdjęcia. Bo przecież jak patrzysz na siebie po stracie bliskiej osoby, to widzisz inaczej niż przed stratą. Może to nie zdjęcie się zmienia, tylko punkt widzenia? Choć z drugiej strony Bozenka63 mówi o konkretnych rysach, nie o wrażeniu ogólnym...
W tarocie jest karta zwana Wielką Kapłanką, która symbolizuje właśnie tę granicę między tym co widzialne i co ukryte, między tym co pamiętamy a tym co naprawdę jest. Nie mówię że tarot wytłumaczy to zdjęcie, ale to co opisuje Bozenka63 pasuje do pewnego wzorca, w którym coś zatrzymanego w czasie zaczyna mówić. Czasem stare fotografie to jak zamknięte drzwi, i życie kogoś bliskiego, kto odszedł, może pukać właśnie w taki sposób. Brzmi to poetycko, wiem, ale nie mam lepszego słowa.
Bozenka63, chcę zapytać o jedno. Czy to zdjęcie wisiało przez cały czas w tym samym miejscu, czy może było przechowywane, a potem trafiło z powrotem na wierzch? Bo jeśli było przez lata w szufladzie albo albumie i nagle je wyjęłaś, to mogło po prostu wyglądać inaczej niż obraz, który przez te lata 'uzupełniała' sobie twoja wyobraźnia. Nie mówię, że tak było, tylko pytam, bo to ma znaczenie dla oceny sytuacji.
Jak mówi Bozenka63, że zauważyła różnicę w stosunku do poprzedniego tygodnia, a nie po latach, to to jednak zmienia trochę obraz sprawy. To nie jest kwestia zawodnej pamięci sprzed dwudziestu lat. Czy coś się wydarzyło w tym tygodniu albo tuż przed? Coś emocjonalnego, związanego z mamą, rocznica, sen, cokolwiek?
To co mówi Bozenka63 jest ważne. Nie każda zmiana musi być poprzedzona dramatem. Czasem zdjęcia i przedmioty 'reagują' na coś, co dopiero nadchodzi, nie na to co już było. Słyszałaś kiedyś o takim odwróconym postrzeganiu czasu w kontekście przedmiotów?
Chcę wrócić do jednej rzeczy, bo uważam że jeszcze jej nie zamknęłyśmy. Bozenka63 powiedziała, że zauważyła zmianę w stosunku do poprzedniego tygodnia. Ale czy naprawdę oglądała zdjęcie uważnie tydzień wcześniej, czy tylko przechodziła obok i mgliście je zarejestrowała? To ma ogromne znaczenie dla oceny tego co się dzieje.
Słucham tej dyskusji i myślę o swoim medalionie. Też przez chwilę tłumaczyłem sobie, że po prostu wcześniej nie patrzyłem uważnie. Ale w pewnym momencie to tłumaczenie przestało wystarczać. Jest jakaś granica, za którą człowiek po prostu czuje, że coś jest nie tak, i żadne racjonalne wyjaśnienie tego nie zamknie.
Bozenka63, wróciłam do myślenia o tym co napisałaś wcześniej o mamie. Nie chcę wchodzić za głęboko w coś prywatnego, ale zastanawiam się, czy to zdjęcie nie jest dla ciebie przede wszystkim obrazem tamtego czasu, tuż przed stratą. I może dlatego twój umysł reaguje na nie inaczej niż na inne zdjęcia.
Wchodzę do dyskusji, bo przyszło mi do głowy jedno skojarzenie. W tradycji runicznej jest pojęcie hamingji, takiej dziedziczonej siły rodowej, która może przejawiać się przez przedmioty i obrazy. Nie mówię, że to wyjaśnia co się dzieje ze zdjęciem, ale czy w rodzinie Bozenki63 były jakieś podobne przypadki z fotografiami albo portretami?
zwierciadła to zupełnie osobny temat i nie chcę teraz mieszać. Ale to co mówisz o cioci jest ciekawe. Powiedz więcej jeśli możesz, co konkretnie mówiła?
Zatrzymałbym się przy tym co powiedziała Bozenka63 o cioci i zwierciadłach, bo to może być ważny wątek. Lustra i fotografie mają coś wspólnego w wielu tradycjach, oba traktowane są jako 'odbicia' duszy, a nie tylko obrazy. Ale zanim pójdziemy dalej, warto wiedzieć czy ciocia mówiła to serio, czy raczej tak żartobliwie, po babciowemu.
Ciocia mówiła, że lustra pamiętają twarze. Że jak ktoś długo w coś patrzy, to zostaje w tym coś z niego. Nie wiem czy to była jakaś tradycja, czy jej własne przekonanie. Mówiła to raczej półżartem, ale ja miałam wrażenie, że ona w to naprawdę wierzy. Nie wiem jak to ma się do zdjęcia, ale skoro Gnostyk pyta...
To co opisujesz jest bardzo spójne z pewną szerszą ideą. W wielu tradycjach, nie tylko w folklorze słowiańskim, ale też w hermetycznym rozumieniu obrazu, uważa się że długotrwały kontakt z odbijanym wizerunkiem zostawia rodzaj śladu. Ale chcę się upewnić, czy ciocia mówiła to o lustrach ogólnie, czy konkretnie o lustrach, w których ktoś umarł? Bo to rozróżnienie jest istotne.
zakrywanie luster po śmierci to jeden z bardziej zachowanych zwyczajów, który ma zresztą różne uzasadnienia w zależności od regionu i tradycji. Ale to co piszesz o tym, że ciocia traktowała to 'coś więcej' niż zwyczaj, jest ważne. Czy ona była w jakiś sposób związana z praktykami wróżbiarskimi albo miała inne takie... powiedzmy, swoiste spojrzenie na rzeczy?
Chcę tu delikatnie zahamować, bo wchodzimy coraz głębiej w historię rodzinną i coraz dalej od samego zdjęcia. Bozenka63, rozumiem że ciocia jest ważnym kontekstem, ale chcę zapytać wprost: czy zdjęcie, o którym mówisz, to zdjęcie lustrowe, zrobione w lustrze, czy zwykła fotografia portretowa?
A ja chcę zapytać o coś innego. Bozenka63 mówiła że zmiana jest w twarzy, że twarz wygląda inaczej. Ale czy to jest zmiana wyrazu, zmiana rysów, czy raczej coś z jasnością zdjęcia, cieniami? Bo to by mogło zawęzić interpretacje.
smutniej... to mocne słowo. Mam pytanie, może trudne. Czy coś zmieniło się ostatnio w twoim domu, albo w tobie? Nie pytam żeby sugerować że to tylko w głowie, pytam bo wierzę że zdjęcia mogą odpowiadać na energię miejsca.
Bozenka63 napisała coś ważnego na końcu. Że to nie jest kwestia papieru. Chcę to podchwycić, bo myślę że warto to rozróżnienie utrzymać w tej rozmowie. Fizyczne starzenie zdjęcia to jedna sprawa. Ale zmiana wyrazu twarzy na zdjęciu, które leży w stabilnych warunkach, to coś zupełnie innego. Czy ktoś z was miał kiedyś podobne doświadczenie, nie z pożółknięciem, ale właśnie z wyrazem?
to co opisujesz, że sprawdzałaś w różnych momentach i efekt był powtarzalny, to jest akurat ważna obserwacja. Chcę zapytać: czy porównywałaś kiedyś to zdjęcie z jakimś innym zdjęciem mamy z tego samego okresu? Albo z kimś, kto ją znał i mógłby powiedzieć co widzi?
