Ale to brzmi jakby Sylwunia traciła czas. Dosłownie - że są momenty których ona nie przeżywa, bo przeżywa je tamta. To jest trochę przerażające jak się o tym myśli wprost. Czy Sylwunia w tych momentach jest w ogóle świadoma rzeczywistości wokół siebie?
Nie tracę przytomności ani nic takiego. Funkcjonuję normalnie. Ale potem nie pamiętam. Jakby ktoś wyłączył nagrywanie. Nie wiem czy to jest przerażające czy po prostu dziwne - w środku tego nie czuję strachu.
To co mówisz o braku nagrywania - w numerologii mówi się o pewnych cyklach kiedy energia osobista jest nisko i człowiek niejako pracuje na autopilocie. Ale to nie tłumaczy tych cudzych wspomnień. Chcę zapytać o coś innego - czy ktoś z twojego bliskiego otoczenia, rodzina, zauważył że zachowujesz się inaczej w tych momentach? Czy tylko ty wiesz o tych lukach?
Ta pętla którą opisujesz - nie pamiętam czy ktoś mi mówił bo mogłam to zapomnieć - to jest coś o czym naprawdę warto porozmawiać z kimś poza forum. Nie mówię że to nie ma wymiaru duchowego, ale to że nie wiesz co wiesz i co nie wiesz - to zasługuje na uwagę kogoś kto może z tobą porozmawiać na żywo. Mówię to z troską, nie żeby zakończyć tę rozmowę.
To co mówicie o osobie po swojej stronie - rozumiem. Ale powiem szczerze, trochę się boję co ta osoba by powiedziała. Bo jak wytłumaczyć komuś spoza tego że mam wspomnienia z życia którego nie żyłam? Że rankiem czasem nie wiem czy to ja się obudziłam czy tamta? Brzmię jak...
Sylwunia, ale właśnie to jest pytanie - czy ty w tych momentach kiedy tamta jest silniejsza, wiesz że to jest tamta? Czy dopiero potem to rozpoznajesz? Bo to robi ogromną różnicę.
To jest kluczowe rozróżnienie. Brak świadomości w momencie zdarzenia a rozpoznanie po fakcie to dwa różne mechanizmy. Sylwunia, czy jest cokolwiek czym się różni to co pamiętasz po takim poranku od normalnego wspomnienia? Coś w jakości, w detalach, w uczuciu które zostaje?
Te jej wspomnienia które przychodzą - te z życia którego nie żyłam - są dziwnie konkretne. Kolory, zapachy, twarz kobiety której nie znam. Moje własne wspomnienia z tych poranków kiedy nie wiem czy to ja czy ona - tych prawie nie ma. Jakby jedno było za ostre a drugie za blade.
Za ostre i za blade. To jest ciekawe zestawienie. Jakbyś miała dwa różne tryby nagrywania. Czy te konkretne szczegóły z tamtych wspomnień - ta twarz, zapachy - powtarzają się? Czy to zawsze ta sama kobieta?
To że jest znajoma mimo że jej nie znasz - w astrologii takie poczucie rozpoznania bez spotkania wiąze się z księżycem i jego pozycją w relacji do saturna. Ale to przy okazji. Ważniejsze jest to że ona jest stała, nie zmienia się. To nie jest przypadkowy obraz.
Stała postać, konkretna, powtarzalna. To mi bardziej brzmi jak pamięć niż jak sen. Sny się zmieniają, są chaotyczne. To co opisujesz jest spójne. Sylwunia, czy ta kobieta coś robi w tych obrazach? Czy po prostu jest?
Zza szyby. To bardzo konkretny obraz. Czy ty masz wrażenie że to ty obserwujesz tę kobietę, czy że jesteś tą kobietą i patrzysz na świat jej oczami? Bo to są dwie zupełnie różne rzeczy.
To jest ważne co właśnie powiedziałaś. Perspektywa się zmienia. Raz zewnętrzna, raz wewnętrzna. Czy te dwa tryby odpowiadają jakimś różnym sytuacjom? Czy jedno przychodzi rano a drugie wieczorem, albo jedno jest silniejsze emocjonalnie?
Poczekajcie - jeśli ona czasem jest tą kobietą od środka, to czy to nie znaczy że tamta tożsamość jest gdzieś w niej i po prostu przechodzi? Że to nie są wspomnienia z zewnątrz ale że Sylwunia to pamięta bo kiedyś tym była? Czy ja to dobrze rozumiem?
Ale reinkarnacja czy odbiór energetyczny - w obu przypadkach tamta osoba jest realna. To nie jest tylko symbol czy projekcja. Sylwunia, czy kiedykolwiek próbowałaś do niej mówić? Wewnętrznie, w tych momentach?
To szarpnięcie jest czymś. Reakcja na pytanie to nie jest nic - nawet jeśli nie ma słów. Sylwunia, rozumiem że boisz się jak to wytłumaczyć komuś z zewnątrz. Ale właśnie dlatego pytam czy jest ktoś - niekoniecznie lekarz, może psycholog, może terapeuta który jest otwarty - kto mógłby siedzieć z tym razem z tobą. Nie żeby to nazwać ani wyleczyć. Żeby nie byłaś z tym sama.
Może macie rację. Nie powiem że zaraz zadzwonię bo nie wiem. Ale zostaje tu bo to jedyne miejsce gdzie nie muszę tłumaczyć od początku. Ta kobieta przy oknie, to pole, to szarpnięcie - wy wiecie o czym mówię i nie pytacie czy brałam leki.
To co powiedziałaś na końcu - że tu nie musisz tłumaczyć od początku - to jest ważne. I właśnie dlatego wracam do tego co powiedziałaś o perspektywie. Raz z zewnątrz, raz od środka. Czy zauważyłaś jakiś wzór kiedy to się zmienia? Bo to nie jest bez znaczenia.
Mnie to szarpnięcie nie daje spokoju. Powiedziałaś że jakby ktoś poczuł że jest obserwowany. Ale kto? Ta kobieta? Czy ty poczułaś że ona poczuła? Bo to jest zupełnie inne pytanie.
Dwie rzeczy naraz. To jest interesujące sformułowanie. Sylwunia, czy w normalnych sytuacjach - poza tymi momentami - zdarza ci się przeżywać emocje które czujesz jako 'nie swoje'? Nie tylko w kontekście tej kobiety, w ogóle?
Czekajcie - jeśli z centrum handlowego można wyjść i emocja mija, a ta kobieta zostaje - to czy nie oznacza że ona nie jest czymś zewnętrznym? Że siedzi gdzieś w środku, nie na zewnątrz? Bo to chyba zmienia jak na to patrzeć.
To że nie pamietasz pierwszego razu jest ważne. Jak coś narasta stopniowo to albo zawsze tam było i dopiero teraz masz na to uwagę, albo rośnie razem z tobą. W astrologii progresje są właśnie takie - nie przychodzą nagle, przesuwają się razem z życiem. Czy masz swój pełny horoskop urodzeniowy? Księżyc w transypozycji do neptuna robi właśnie takie rzeczy.
Zawsze trochę była. No to teraz mam pytanie do wszystkich - czy to w ogóle jest problem do rozwiązania? Może ona nie potrzebuje się tego pozbyć, tylko zrozumieć?
Ale jak można nie wiedzieć czy to problem czy nie? Sylwunia traci wspomnienia, nie wie kiedy jest sobą, a wy mówicie żeby to tylko zrozumieć? Mnie to by napędzało strachu.
Że nie chcesz żeby zniknęło - to nie jest dziwne, to jest szczere. Sylwunia, czy ta część która nie chce żeby zniknęło ma jakiś powód? Czujesz za tym coś konkretnego, jakąś tęsknotę, poczucie bliskości?
Nie brzmi absurdalnie. Brzmi jak coś bardzo konkretnego. Tęsknota to nie jest mglisty stan - tęsknota ma kierunek. I ty masz kierunek - ta kobieta. To jest coś do pracy, nie coś do diagnozowania czy do usuwania. Ale Sylwunia, właśnie dlatego wróciłabym do tego co mówiłam wcześniej - ktoś kto umie z tym pracować, nie ktoś kto będzie to gasić.
Tęsknota za kimś nieznanym to jest zresztą motyw który pojawia się w wielu tradycjach. Nie będę teraz wchodzić w teorię, ale zaznaczam że to nie jest przypadek że to właśnie tak odczuwasz a nie jako strach lub intruzję. Sylwunia, czy gdybyś miała powiedzieć jedno słowo które opisuje tę kobietę - nie to co robi, nie jak wygląda, tylko jedno słowo na to co czujesz w jej obecności - co by to było?
