Tęsknota za kimś nieznanym... jak miałabym powiedzieć jedno słowo o tej kobiecie, to chyba byłoby 'dawniej'. Jakby ona była z jakiegoś dawniej, które nie jest moje, ale gdzieś we mnie jest. Nie wiem czy to ma sens.
Ma sens. I jest to bardzo precyzyjna odpowiedź, nawet jeśli nie brzmi precyzyjnie. 'Dawniej' to nie jest metafora - to jest informacja. Sylwunia, to 'dawniej' jest smutne, czy neutralne, czy może coś jeszcze innego?
Spokojny smutek i tęsknota bez bólu - to brzmi jak żałoba po czymś co nie zostało stracone gwałtownie, tylko... odeszło dawno? Czy ta kobieta w twoich wrażeniach jest żywa, czy czujesz że jej już nie ma?
Czekajcie bo się trochę gubię. Mówimy teraz o duchu? O kimś kto umarł i teraz jest przy Sylwuni? Bo jak tak, to jest zupełnie inna rozmowa niż ta o drugiej osobowości czy równoległych światach.
No ale Bernadka ma rację że to nie jest bez znaczenia. Jeśli to duch, to jest jedna praktyka pracy z tym. Jeśli to pamięć z innego życia, to jest inna. Jeśli to jakaś dysocjacja, to jest trzecia. Nie można wszystkiego wrzucić do jednego worka i powiedzieć 'nieważne jak to nazwiemy'.
To 'napieranie' bez słów i obrazów jest bardzo specyficzne. Zazwyczaj kiedy mamy do czynienia z czymś zewnętrznym - duchem, bytem, czymkolwiek - to jest jakaś forma przekazu, nawet jeśli nie jest werbalna. A to co opisujesz bardziej przypomina coś co chce być rozpoznane, nie coś co chce czegoś konkretnego. Sylwunia, czy po tych momentach 'napierania' coś się zmienia w tobie? Coś przechodzi, coś zostaje?
To ze zasypianiem przy medytacji to jest akurat normalne na początku, neptun tak działa na człowieka kiedy przymruzy bramy świadomośći. Ale Sylwunia, jak ty w ogóle śpisz? Czy ta kobieta pojawia się też w snach, czy tylko na jawie?
Ciekawe że we snach jej nie ma. Jakby mózg we śnie nie miał do niej dostępu, ale na jawie przy rozluźnionej uwadze już tak. Czy to nie sugeruje że to jest jednak coś z granicy świadomości i nieświadomości, a nie coś zewnętrznego? To bardziej brzmi psychologicznie niż paranormalnie.
To co to właściwie jest? Duchy, poprzednie życie, psychologia? Bo im dłużej to czytam tym bardziej mi się wydaje że nikt nie wie i wszyscy gdybają. Sylwunia, a ty sama co czujesz że to jest? Nie co myślisz, co czujesz?
To jest dobre pytanie i właśnie dlatego je zostawiam na koniec. Co czuję? Czuję że ona była. Że żyła. Że coś przeżyła czego ja nie przeżyłam, ale co... siedzi we mnie. Nie czuję żeby to był duch który mnie nawiedza. Czuję że to jest kawałek czegoś co należy do mnie, tylko z innego czasu.
To 'kawałek czegoś z innego czasu' jest dla mnie kluczową frazą. Bo to rozróżnienie między 'nawiedza mnie' a 'należy do mnie' jest fundamentalne jeśli chodzi o to jak w ogóle podchodzić do pracy z tym. Zewnętrzne byty mają swoją dynamikę, wewnętrzne fragmenty mają inną. Sylwunia, czy to poczucie przynależności było od początku, czy gdzieś po drodze zaczęłaś to tak odbierać?
No dobra, to przynajmniej jest jakaś konkretna odpowiedź. Ale mam pytanie - jak się odróżnia 'kawałek czegoś własnego' od złudzenia że coś własnego, bo boimy się że to jednak coś obcego? Bo to też jest możliwe, nie?
To co opisujesz, że 'otwierało się coś co już tam było' - to mi się bardzo układa z tym co mówi numerologia o rocznicach karmicznych. Nie wiem ile masz lat, ale są okresy w życiu kiedy stare wzorce energetyczne zaczynają się aktywować. Masz może jakieś 25, 26 lat? Bo to jest często jeden z takich progów.
Wiek może być istotny, ale nie chciałabym żebyśmy za bardzo odpłynęły w stronę systemów, bo pytanie jest inne. Sylwunia powiedziała że to 'otwierało się' - i to jest proces który trwa czy raczej był jednorazowy? Bo jeśli to się stopniowo otwiera, to jest inne zjawisko niż nagłe pojawienie się.
Czyli to się nasila? Bo to brzmi jakby się nasilało. I to mnie trochę niepokoi, szczerze. Czy to jest tak że z każdym tygodniem jest intensywniej?
To rozróżnienie między intensywnością a wyrazistością jest ważne. Rzeczy które się nasilają mają inną dynamikę niż te które po prostu stają się bardziej czytelne. Pierwsze mogą wymagać interwencji, drugie raczej uważnej pracy i słuchania. Czy ten proces stał się wyraźniejszy po jakimś konkretnym wydarzeniu w twoim życiu, czy sam z siebie?
Ja chcę wrócić do tego co Sylwunia powiedziała wcześniej - że ta kobieta jest 'stamtąd skąd się nie wraca'. To bardzo mocne zdanie. Większość wspomnień z poprzednich wcieleń jest neutralna emocjonalnie, tzn. rejestrujemy fakty. Ale kiedy jest taki ładunek jak u ciebie - ta tęsknota, ten spokojny smutek - to sugeruje że wcielenie było niedaleko. Ostatnie albo przedostatnie.
Czytam to od jakiegoś czasu i mam podobne doświadczenie, chociaż u mnie to przychodzi przez sny. Też czułam kiedyś kogoś kto 'jest we mnie' ale nie jest mną. I też nie było żadnych słów, tylko emocje. Mnie to w końcu minęło samo, ale nie wiem czy dobrze że minęło czy może po prostu odeszło bo zignorowałam. Sylwunia, czy ty chcesz żeby to zostało, czy chcesz żeby odeszło?
nie było żadnego wyraźnego momentu. Po prostu z czasem te emocje przestały być tak intensywne. Ale zastanawiam się teraz czy to dlatego że coś się domknęło, czy dlatego że przestałam na to zwracać uwagę. Nie wiem czy to nie jest różnica.
Ale chwila - skąd w ogóle wiadomo że 'domknięcie' jest lepsze od przykrycia? Może czasem właśnie nie trzeba się w to wgłębiać i sam organizm to reguluje?
To pytanie mnie zatrzymuje. Bo chyba... nie kieruje. Tzn. nie mam wrażenia żebym robiła coś pod wpływem tej kobiety. Ale z drugiej strony może tego nie widzę?
Jedna przyjaciółka powiedziała kiedyś że mam takie momenty kiedy jestem 'nie tutaj'. Ale myślałam że mówi o rozkojarzeniu. Teraz jak to czytam... może mówiła o czymś innym.
No i to jest konkret! To jest pierwsza zewnętrzna obserwacja w tej rozmowie. I to jest ważne, bo dotąd wszystko było tylko od środka. Czy ta przyjaciółka mówiła to jeden raz czy kilka razy?
Mnie zastanawia coś innego - te momenty kiedy jesteś 'nie tutaj', czy one mają jakiś wzorzec? Tzn. czy zdarzają się o określonych porach, w określonych miejscach, czy raczej losowo?
To co opisujesz teraz brzmi jednak inaczej niż na początku wątku. Bo wcześniej mówiłaś o wspomnieniach i emocjach, a teraz jakby o stanach obecności. Czy to jest ta sama sprawa czy coś dodatkowego?
Wydaje mi się że to jest ta sama sprawa ale Sylwunia teraz opisuje ją od strony funkcjonowania, a nie od strony treści. Tzn. wcześniej mówiła co się pojawia, teraz mówi jak to wygląda od zewnątrz i od środka w sensie obecności. To nie musi być sprzeczność - ale warto żeby sama to potwierdziła albo zaprzeczyła.
To co mówisz ma sens i myślę że to rozróżnienie jest kluczowe dla całej tej rozmowy. Bo jeśli to jest ta sama sprawa opisywana z dwóch stron - treści i obecności - to pytanie brzmi: co jest pierwsze? Czy te wspomnienia i emocje tej kobiety powodują że odpływasz, czy może odpływasz najpierw a potem pojawia się ona jako treść tego stanu? Sylwunia, czy pamiętasz jak to wygląda sekwencyjnie?
