Słuchajcie, mam pytnanie do Sylwunia choć może glupio brzmi - czy w tych obrazach z morzem widzisz siebie? Znaczy czy jesteś obserwatorem czy uczestnikiem? Bo to może miec znaczenie dla tego jak to interpret ować.
To co opisujesz z powracaniem do tego samego miejsca - czy to się zmienia jakoś z czasem? Czy za pierwszym razem było tak samo jak teraz, czy może te obrazy się rozwijają, pokazują coraz więcej szczegółów?
Mam pytanie które może być nie w temacie, ale jednak - czy próbowałaś kiedyś celowo wejść w taki stan i zobaczyć więcej? Mówię o prostej medytacji, nie żadnych skomplikowanych rytuałach, po prostu świadome podejście do tego progu między jawą a snem. Bo jeśli to miejsce do ciebie wraca, może warto zamiast się bać, spróbować porozmawiać z tym doświadczeniem na własnych warunkach. Pytam bo znam kilka podejść do tego i zastanawiam się czy miałaś już jakiś kontakt z taką praktyką.
Bryza, próbowałam raz. Położyłam się, starałam się nie zasnąć, skupiłam na tym obrazie z morzem. I przez chwilę jakby się otwierało, poczułam ten sam zimny powiew, tę samą wilgoć. Ale potem się przestraszyłam i wyrwałam z tego. Więc technicznie tak, działa, ale nie wiem czy powinnam iść dalej bez... nie wiem, jakiegoś przygotowania? Czy to jest bezpieczne robić tak samemu?
To że się przestraszyłaś i wyszłaś z tego, to akurat dobrze. Znaczy że masz kontrolę, nie jesteś wciągnięta bezwolnie. Ale masz rację z tym przygotowaniem - zanim znowu spróbujesz, chciałabym wiedzieć jedno: czy w tym momencie kiedy czułaś ten zimny powiew, miałaś poczucie że idziesz ku czemuś, czy że coś się do ciebie zbliża? To jest różnica, która mówi dużo o tym jak bezpiecznie to podejść.
Bryza porusza ważną kwestię, ale ja bym się cofnęła o krok. Sylwunia, piszesz że się przestraszyłaś - czego konkretnie? Samego stanu, jakiegoś obrazu, przeczucia? Bo 'przestraszyłam się i wyszłam' to może znaczyć bardzo różne rzeczy i to zmienia całkowicie ocenę tego co tam było.
Mnie to co opisujesz z tym zimnem i wilgocią mocno coś przypomina. Jak próbowałam czegoś podobnego, też czułam jakby powietrze gęstniało. Ale nie potrafiłam tego utrzymać, też wychodziłam. Sylwunia, czy to zimno było przyjemne czy raczej nieprzyjemne? Mnie to naprawdę ciekawi bo u mnie było... ambiwalentne.
To jest bardzo ważne rozróżnienie które właśnie zrobiłaś. Strach przed złem a strach przed realnością to dwie różne rzeczy i mówią coś różnego o naturze doświadczenia. Bernadka, Szeptun - czy wam to nie mówi czegoś o tym co wcześniej kwestionowaliście? Jeśli to byłaby tylko projekcja, to nie wywoływałaby strachu przed własną realnością.
Dobra, to jest pytanie które trzeba było zadać od dawna. Bo jeśli to się czasowo pokrywa, to jest zupełnie inny obraz sytuacji niż gdyby to były niezależne zdarzenia. Sylwunia, pamiętasz kolejność? Co było najpierw?
Najpierw były luki i obrazy, potem przestawione rzeczy. To świadome próbowanie było już po tym wszystkim, znaczy że próbowałam dotrzeć do czegoś co już się zaczęło samo. Więc nie, nie pokrywa się - przynajmniej nie w tym kierunku. Choć teraz zastanawiam się czy to świadome wejście cokolwiek zmieniło, czy następna noc była jakoś inna...
I była? Następna noc po tej próbie była inna? Bo to jest kluczowe - jeśli próba świadomego kontaktu zmieniła cokolwiek w intensywności albo częstotliwości, to mamy jakąś pętlę zwrotną i to mówi coś o naturze zjawiska.
Czekajcie, bo mam wrażenie że idziemy w stronę tego czy Sylwunia powinna próbować celowo wejść w ten stan, ale może warto najpierw odpowiedzieć na pytanie Bryzki z poprzedniej strony. Sylwunia, to że idziesz ku czemuś czy coś się zbliża - naprawdę mam wrażenie że jeszcze nie odpowiedziałaś na to wprost.
Ja bym do tego dodała jeszcze jeden element - ruch ku czemuś versus coś do nas to w tradycji okultystycznej różnica między projekcją astralną a zjawiskiem obserwowanym z zewnątrz. Sylwunia, z tego co opisujesz, to mam wrażenie że to drugie, ale mogę się mylić.
Myślę że... idę ku czemuś. Jak w tamtym stanie poczułam to zimno, to miałam wrażenie że robię krok w stronę tego miejsca, nie że ono przychodzi do mnie. To ja się zbliżałam. I chyba dlatego się przestraszyłam, bo nagle poczułam że jeszcze jeden krok i będę tam naprawdę. A Lubon - nie pamiętam czy następna noc była inna, naprawdę nie wiem, wtedy nie prowadziłam żadnych notatek.
To co mówisz o tym 'jeszcze jeden krok i będę tam naprawdę' - mam pytanie, może dziwne, ale: czy to brzmiało jak zagrożenie czy jak możliwość? Bo używasz słowa przestraszyłam, ale to zdanie brzmi dla mnie dwuznacznie. Jakbyś nie była pewna czy chcesz tam iść czy nie.
Dominisia trafnie to uchwyciła. Sylwunia, Ryby mają to do siebie że granica między tęsknotą a lękiem jest u nich bardzo cienka, to nie jest osobowosć która czuje te rzeczy oddzielnie. Czy masz wrażenie że ta ambiwalencja jest stała, czy zależy od pory dnia, zmęczenia?
Słuchajcie a ja mam głupie pytanie może - Sylwunia, czy jak jesteś w tym stanie i zbliżasz się do tego miejsca, to masz poczucie że tam jest ktoś? Czy to jest puste miejsce i tylko ty do niego idziesz? Bo czytam od początku i jakoś to pomijamy.
To zdanie które właśnie napisałaś - 'to jest dobre a mimo to się boję' - myślę że to jest serce całego tego tematu. Nie boisz się zagrożenia. Boisz się rozpoznania. I to jest zupełnie inny rodzaj lęku niż ten o którym rozmawialiśmy przez ostatnie posty. Czy coś w tobie mówi kim ta obecność może być?
Nocnica, tak. To jest dokładnie to słowo - rozpoznanie. Boję się że tam będę wiedziała coś czego nie będę mogła już nie wiedzieć. I chyba właśnie to mnie zatrzymuje za każdym razem. Nie niebezpieczeństwo, tylko nieodwracalność.
To co właśnie powiedziałaś o nieodwracalności - to jest bardzo konkretna informacja. Bo większość ludzi która opisuje lęk przed tego typu stanami mówi o zagrożeniu, o ciemności, o złych energiach. A ty mówisz o wiedzy. Czy masz poczucie że ta wiedza dotyczy ciebie, tego miejsca, czy czegoś poza tobą?
Zatrzymajmy się na chwilę bo to jest naprawdę kluczowe. Sylwunia opisuje lęk który nie jest lękiem przed złem tylko przed dotarciem do czegoś. I przy okazji cały czas rozmawiamy o stanie przy zasypianiu i o tym kimś w tym miejscu, ale zapomnieliśmy o czymś - ona zaczęła ten temat od luk w pamięci i od wspomnień których nie przeżyła. Czy ktoś widzi połączenie między tym a tym co teraz opisuje?
Nie wiem czy spójne to jest dobre słowo, ale... chyba tak? Klimat jest podobny. To zimno, ta wilgoć którą opisywałam. Wspomnienia które czuję jako swoje, a których nie mam - one mają tę samą teksturę. Nigdy tak o tym nie myślałam ale teraz jak to piszę to się robi dziwnie oczywiste.
To co mówisz o tej samej teksturze jest dla mnie bardzo ważne. Nie mówisz że to to samo miejsce, nie mówisz że rozpoznajesz konkretne obrazy - mówisz o jakości odczucia. To jest inny rodzaj spójności niż narracyjna i właśnie dlatego jest wiarygodny. Czy te wspomnienia których nie przeżyłaś mają w sobie tego kogoś, o którym powiedziałaś przy pytaniu Talizmana?
No tak, bo jak ja się pytałem o tą osobę w tym miejscu to Sylwunia odpisała że jest ktoś ale że tego nie zna. A teraz mówi o wspomnieniach których nie przeżyła. Czy to nie mogłoby btyć tak że te wspomnienia SĄ z tej osoby? Że to nie twoje wspomnienia tylko jej?
Swoimi oczami. To jest właśnie to co sprawia że czuję je jako własne, bo nie patrzę na kogoś - jestem w środku. Ale Talizman, to co mówisz... nie wiem. Jeśli to jej wspomnienia, to dlaczego czuję je jako moje? Czy wtedy jestem nią czy ona jest mną?
To jest pytanie które otwiera coś naprawdę głębokiego. Bo 'jej wspomnienia' zakłada rozdzielność, a to co opisujesz - bycie w środku, czucie jako własne - to zakłada jakiś rodzaj wspólnoty. Marlenka, ty wcześniej wspominałaś o Rybach i tej cienkiej granicy - czy to co teraz Sylwunia opisuje pasuje do tego wzorca czy to już jest coś innego?
Ja chcę się tu wtrącić bo coś mnie uderzyło. Sylwunia mówi że jest w środku tych wspomnień, widzi swoimi oczami, czuje je jako własne. Jak ja miałam podobne stany to zawsze był moment kiedy to się 'przełączało' i nagle wiedziałam że to nie jest moje. Sylwunia, czy u ciebie jest taki moment przełączenia czy nie ma i po prostu na chwilę to jest twoje życie?
