Nie wiem jak to opisać, ale spróbuję. Mam takie momenty, że siedzę i nagle 'wiem', że coś mi się przydarzyło - czuję to jak prawdziwe wspomnienie, mam emocje, obrazy, szczegóły. Ale kiedy próbuję to osadzić w czasie, okazuje się, że to nie mogło być moje życie. Jakbym pamiętała rzeczy, których nie przeżyłam. I do tego zaczęłam zauważać, że są dni - ostatnio coraz częściej - których po prostu nie pamiętam. Nie chodzi o sen. Wstaję, żyję, robię jakieś rzeczy, a potem jest luka. Jakby ktoś inny żył za mnie przez te kilka godzin. Czy ktoś miał coś podobnego? Bo zaczynam się zastanawiać, czy to możliwe, że mam w sobie coś w rodzaju drugiej osoby, która też gdzieś żyje, tylko w innym miejscu.
To brzmi naprawdę poważnie. Ale od razu pytam - te luki, to są całe dni czy tylko fragmenty? Bo to dość duża różnica i chciałabym wiedzieć o czym właściwie rozmawiamy.
To co opisujesz z tymi wspomnieniami, które nie są twoje, ale czujesz je jako własne - to jest znany w pewnych tradycjach ezoterycznych fenomen. Mówi się o pamięci wielopłaszczyznowej, czyli o sytuacji, w której nasza świadomość nie jest przypisana wyłącznie do jednego ciała czy jednego wymiaru. Niektórzy badacze z kręgów duchowych porównują to do tzw. równoległych strumieni jaźni. Chodzi o to, że część nas może jednocześnie doświadczać innej wersji życia w innym paśmie rzeczywistości, a te doświadczenia czasem 'przebijają' do naszej codziennej świadomości właśnie w formie wspomnień, których nie umiemy przypisać do żadnego zdarzenia. Pytanie do ciebie - czy te obrazy są chaotyczne, czy raczej spójne, mają jakiś konkretny klimat, miejsce, atmosferę?
Dobra ale jak się to ma do tych luk w pamięci? Bo te dwie rzeczy brzmią dla mnie zupełnie inaczej. Jedno to jakieś cudze wspomnienia, a drugie to dosłownie brak pamięci o własnym życiu. To nie jest to samo chyba?
Szeptun ma rację że to dwie różne rzeczy, ale mogą być ze sobą powiązane. Jeśli założymy, że jakaś część świadomości odpływa gdzieś indziej - do tej równoległej rzeczywistości o której pisała Nocnica - to ciało w tym czasie funkcjonuje na autopilocie. I właśnie te momenty, gdy 'drugiej osoby' nie ma, mogą zostawiać luki. To by miało pewną wewnętrzną logikę.
To co opisuje Arat to właściwie odpowiada temu co ja wiem o astralu. Przy silnym rozszczepieniu astralu możesz działać fizycznie, ale twoja właściwa świadomość jest gdzie indziej. Runy Berkana i Laguz razem mogą pomóc w scaleniu, robiłam to na sobie i od razu poczułam różnicę. Polecam to jako pierwsze ćwiczenie.
Strasznie trudno to opisać, ale spróbuję. Te obrazy są spójne, jakby z jednego miejsca. Morze. Zawsze jest tam morze, zimne, szare. I jakiś dom, mam poczucie że to mój dom, choć nigdy takiego nie miałam. Emocje są bardzo konkretne - tęsknota, ale też spokój. Jakbym wracała gdzieś, gdzie mi dobrze. A do tego - co jest dziwne - w tych wspomnieniach jestem dorosłą kobietą, mam inne życie, inne relacje. Nie czuję się tam sobą, ale jednocześnie czuję że to JA.
To co opisujesz z morzem i domem brzmi jak coś bardzo wyraźnego i zakorzenionego. Zastanawiam się czy w numerologii twojego imienia albo daty urodzenia jest mocny Neptun albo coś z energią wody, bo to niesamowicie pasuje do tego co piszesz. Neptun rządzi właśnie rozmyciem granic między jaźniami.
Dominisia, Neptun to astrologia, nie numerologia 🙂 ale masz rację że w astrologi Neptun odpowiada za te stany rozmycia tożsamości i przebijanie sie wspomnień z innych poziomów. Sylwunia, powiedz kiedy sie urodziłaś, sprawdzę szybko czy masz mocne Neptuna w natalnym.
Ale moment, cofnijmy się. Sylwunia napisała że w mieszkaniu rzeczy są przestawiane i ona nie wie kiedy to zrobiła. To nie jest tylko jakaś mistyczna kwestia, to już brzmi jakby ktoś fizycznie działał. Albo ona podczas tych luk, albo ktoś inny. Czy ty mieszkasz sama?
Tak, mieszkam sama. I to właśnie jest najbardziej niepokojące, dlatego piszę. Raz znalazłam talerz wyciągnięty z szafki i postawiony na stole, nigdy tego nie robię, zawsze zostawiam rzeczy w miejscach. Innym razem okno było uchylone, a ja pamiętam że je zamknęłam przed wyjściem.
Okno uchylone i talerz na stole to może być po prostu zapominanie. Każdy to ma. Ale rozumiem że jak się to sumuje, to robi się niepokojące. Czy w tych momentach 'luki' masz potem jakieś zmęczenie fizyczne, jakbyś coś robiła, ale nie wiesz co?
Czytam i mam ciarki bo miałam coś podobnego, te niczyje wspomnienia mam na myśli. U mnie to przychodziło zwykle przed snem, taki stan między jawą a snem i nagle 'widziałam' coś jakby film z cudzego życia. Ale czułam to jako swoje. Nigdy nie skojarzyłam tego z lukami w pamięci w ciągu dnia, bo luk nie miałam. Więc nie wiem czy to to samo co u ciebie.
A czy to może być tak, że te dwa zjawiska - wspomnienia i luki - są od siebie niezależne, i Sylwunia po prostu ma dwa różne rzeczy naraz? Bo może luki to jedno, a te obrazy z morzem to drugie, i szukamy połączenia które nie istnieje?
Właśnie, to kluczowe pytanie. I drugie: czy masz poczucie, że podczas tych luk byłaś gdzieś, tylko nie pamiętasz gdzie, czy raczej jakby cię w ogóle nie było? To bardzo różne odczucie i może wiele powiedzieć o naturze tego zjawiska.
Odpowiadając na pytanie Nocnicy - to jest dla mnie bardzo trudne do opisania. Nie mam poczucia że 'byłam gdzieś'. Raczej jakby mnie nie było w ogóle. Jakby ktoś wyciął kilka godzin z taśmy i skleił na nowo. Budzę się albo 'wracam' i wszystko jest normalne, tylko czas gdzieś uciekł. Ale te wspomnienia z morzem są zupełnie inne, to nie jest luka, to jest coś dodatkowego, coś co mam zamiast czegoś.
To rozróżnienie które właśnie zrobiłaś jest bardzo ważne. 'Zamiast czegoś' versus zwykła luka to dwie różne rzeczy. To sugeruje że w tych epizodach nie ma po prostu ciemności, pustki, ale jest jakaś treść, tyle że nie twoja. Czy te wspomnienia z morzem pojawiają się właśnie w okolicach tych luk, czy to są kompletnie osobne zdarzenia bez żadnego związku czasowego?
Dobre pytanie Nocnicy, bo to by zmieniało całą interpretację. Jeśli to się nakłada, to można mówić o jakimś przełączaniu. Jeśli nie, to mamy dwa niezależne zjawiska. Sylwunia, zastanów się nad tym - czy da się to jakoś umiejscowić w czasie?
A mnie bardziej zastanawia to okno i talerz. To nie jest pytanie filozoficzne tylko bardzo konkretne. Sylwunia, czy sprawdzałaś czy zamki były nienaruszone, drzwi zamknięte? Bo 'ktoś działał w mieszkaniu' to nie musi być mistyczne wyjaśnienie.
Sprawdzałam. Zamki są, nikt inny nie ma klucza, i raczej wiem jak wygląda moje mieszkanie na co dzień. Rozumiem że to brzmi dziwnie, ale te przestawione rzeczy były naprawdę. I co do pytania Nocnicy i Arata - chyba raczej to się nie nakłada. Luki są jednym, a morze przychodzi osobno, najczęściej w nocy albo przy zasypianiu. Ale nie jestem stuprocentowo pewna.
To co mówisz o stanie przy zasypianiu, tak samo miałam. Ten moment między jawą a snem, to jest coś bardzo specyficznego, tam granice są naprawdę cienkie. Ale mnie zastanawia jedna rzecz - mówisz 'nie jestem stuprocentowo pewna' czy to się nakłada. Czy próbowałaś to jakoś zapisywać? Bo z moim doświadczeniem wiem że takie rzeczy bardzo łatwo zniekształcić w pamięci po czasie.
Stan między jawą a snem to hipnagogia, w tradycjach okultystycznych to jest uważane za naturalny moment otwarcia na inne poziomy. Nie twierdzę że to tłumaczy wszystko, ale Sylwunia, jeśli właśnie wtedy przychodzą te obrazy, to nie jest przypadek.
Wega ma rację że warto to sprawdzić od środka, ale mnie zastanawia ten element emocjonalny który Sylwunia opisywała wcześniej - tęsknota i jednocześnie spokój. To jest bardzo konkretna mieszanka, bardzo trudna do wymyślenia. Czy ktoś jeszcze z was miał takie wspomnienia które były emocjonalnie precyzyjne, ale bez konkretnej historii do nich?
Dominisia, właśnie, ta precyzja emocjonalna to jest coś. Bo jeśli to byłoby tylko wyobraźnia albo projekcja, to zazwyczaj emocje są bardziej rozmyte. Sylwunia, chciałam zapytać o datę urodzenia bo sprawdziłabym ci Neptuna, ale rozumiem że możesz nie chcieć podawać publicznie. Możesz chociaż powiedzieć czy masz dużo wody w horoskopie, czyli Ryby, Rak, Skorpion?
Ryby słońce to dużo mówi, Neptun to jest rządca Ryb, więc masz go podwójnie zaznaczonego jeśli można tak powiedzieć. To może tłumaczyć podatność na takie stany. Ale to nie jest wyjaśnienie samo w sobie, tylko że jesteś kimś kto takie rzeczy po prostu bardziej odbiera niż inni.
Okej ale wracam do konkretów. Sylwunia mówi że nie jest pewna czy te dwa zjawiska się nakładają. To jest kluczowe i nikt tego nie rozwiązał. Może zamiast analizować horoskopy, warto by Sylwunia po prostu przez tydzień prowadziła jakiś dziennik i zobaczyła co z tego wychodzi?
Szeptun, zgadzam się z tym kierunkiem, dziennik to dobry pomysł, ale chciałabym jeszcze doprecyzować jedno. Sylwunia napisała że te obrazy z morzem są 'spójne, jakby z jednego miejsca'. Czy to znaczy że za każdym razem to jest to samo miejsce, ten sam dom, te same widoki? Czy może za każdym razem jest nowe, ale w podobnym klimacie? Bo to są bardzo różne rzeczy.
