Leokadia76 ma punkt. i właśnie dlatego te szczegóły które można weryfikować są ważniejsze niż te których nie można. awersja do tłumów to może być tysiąc rzeczy. ale konkretny tramwaj, konkretna liczba dzieci, konkretna lokalizacja bólu - to jest materiał do czegoś
ja mam pytanie może trochę z innej beczki - czy ona wie że to jest 'poprzednie życie'? znaczy, czy używa tych słów sama, czy to wy jako dorośli to tak nazwaliście? bo czterolatek może nie mieć pojęcia co to reinkarnacja a mimo to opisywać coś co my tak interpretujemy
to jest naprawdę ważna obserwacja. dzieci które badał Tucker właśnie tak mówiły - własnymi słowami, często niedokładnymi, bo brak im aparatu pojęciowego. 'kiedy byłam mała gdzie indziej' - to jest dziecięce 'miałam inne życie'. sam fakt że nie używa dorosłej terminologii jest dla mnie świadectwem autentyczności a nie przeciwko
przepraszam że się wtrącę bo jestem tu raczej cicho, ale mam takie głupie pytanie: czy jest w ogóle możliwe że takie dziecko po prostu… wymyśla? nie złośliwie, bo dzieci nie kłamią złośliwie, ale żeby zwrócić uwagę albo bo zobaczyło coś w bajce? mój bratanek w tym wieku wymyślał całe przygody które potem opowiadał jako prawdziwe i wierzył w nie sam
a mi przyszło do głowy coś zupełnie innego - czy nikt nie brał pod uwagę że to może być coś w rodzaju połączenia z duchem? nie reinkarnacja, nie jej własna pamięć, ale jakiś duch który do niej 'mówi' i ona to odbiera jako własne wspomnienie? dzieci podobno są bardzo podatne na takie kontakty bo nie mają jeszcze tych blokad co my
właśnie czytam tę dyskusję od jakiegoś czasu i mam mieszane uczucia. z jednej strony to wszystko bardzo poruszające i nie mam żadnego powodu żeby wątpić w autentyczność relacji matki. z drugiej strony - czy jest tutaj ktoś kto naprawdę miał do czynienia z podobną sytuacją? nie ze słyszenia, nie z książki, ale swoje dziecko, swoje doświadczenie?
właśnie to jest dla mnie ważne - że jej to nie szkodzi. bo gdybym widziała że jest z tego powodu smutna albo przestraszona, działałabym inaczej. ale ona mówi o tym spokojnie i potem wraca do zabawy. martwię się bardziej o siebie, bo ja z tym siedzę po nocach i myślę
to że siedzisz po nocach i myślisz to rozumiem w stu procentach. ale powiem tak - sam fakt że szukasz informacji, rozmawiasz z ludźmi, zaczynasz notować - to wszystko pokazuje że świetnie sobie radzisz jako mama. naprawdę. i myślę że ona ma szczęście że trafiła właśnie do ciebie 🙂
a czy rozmawiałaś z kimś z rodziny o tym? z babcią, ciocią, kimś starszym? czasem ktoś z rodziny ma podobne doświadczenie i po prostu nigdy o tym nie mówił. mam takie wrażenie że w starszym pokoleniu takie rzeczy się przemilczało zamiast opisywać
