o tym nie rozmawiałam z mamą, ale teraz myślę że powinnam zapytać. bo ona skupiła się na samym śpiewaniu i na smutnej minie, a skąd piosenka, to chyba w ogóle nie padło. zaraz się z nią skontaktuję, naprawdę mam teraz sporo pytań od was do niej
Oksanka, jak będziesz z mamą rozmawiać to może zapytaj też czy gdzieś w domu są stare przedmioty, zdjęcia, pamiątki po kimś starszym z rodziny. czasem dzieci reagują na energię takich rzeczy i to może być kanał przez który coś się uruchamia. nie mówię że to na pewno tak jest, ale warto sprawdzić
stare przedmioty to jest bardzo ważny trop. energia przedmiotów które należały do kogoś kto odszedł może być silna i dziecko, które ma otwarte pole energetyczne, jest na to bardzo podatne. szczególnie coś co było blisko ciała, zegarki, biżuteria, takie rzeczy trzymają energię najdłużej
Dziunia, to jest teoria którą bardzo lubię powtarzać wiele osób ale dowodów na to nie ma żadnych. powiem to wprost, bo nie chcę żeby mama małego zaczęła wyrzucać babcine pierścionki dlatego że ktoś na forum powiedział że 'trzymają energię'. proszę o ostrożność przy takich radach
spokojnie obie macie po trochu racji. rozejrzenie się po domu czy są stare rzeczy po pradziadkach albo dalszej rodzinie to żaden wysiłek i nic złego. po prostu wziąć to jako jedną z informacji, nie jako diagnozę. ja bym zaczął od tego że są stare fotografie, bo jak dziecko zna Henryka to może go rozpoznać na zdjęciu
Zielarz, to jest naprawdę ciekawy pomysł ze zdjęciami. to byłby bardzo konkretny sprawdzian. Oksanka, czy wiesz czy w rodzinie są stare albumy ze zdjęciami? i czy ktokolwiek próbował pokazywać malcowi zdjęcia starych krewnych albo nieznajomych osób?
nie wiem o albumach, ale to jest pomysł który mama może sama sprawdzić. powiem jej żeby poszukała zdjęć i gdyby były jakieś stare rodzinne to żeby spróbowała pokazać bez komentarza. tylko czy to jest bezpieczne dla dziecka? martwię się że nie chcę go tym stresować
jeśli mama to zrobi spokojnie i naturalnie, jak zwykłe oglądanie albumów, bez napięcia i oczekiwań to jest zupełnie bezpieczne. problem pojawia się gdy dorośli projektują stres i napięcie. dziecko czyta emocje rodziców, nie zawartość albumów. niech to będzie luźne, bez presji
o matko, właśnie doczytałam cały wątek i głowa mi się kręci. Oksanka, a jak ta mama wygląda jak dziecko śpiewa tę piosenkę? czy jest przy nim spokojnie, czy widać że sama jest przejęta? pytam bo to co mówił Celestyn o emocjach dorosłych naprawdę mnie uderzyło
to jest właśnie klucz do całej tej sytuacji. zanim zaczniemy szukać odpowiedzi na pytanie 'co to jest', warto się zatrzymać przy pytaniu 'jak to obserwujemy'. dziecko w wieku czterech lat jest bardzo czułe na nastrój opiekuna. jeśli mama wchodzi w napięcie przy tej piosence, malec to czuje i odpowiada na to napięcie, nie na samą piosenkę
no ale chwila, to trochę tak jakby mówić że nic nie ma sensu badać, bo zawsze można powiedzieć że to emocje dorosłego wpłynęły. gdzieś ta granica musi być, nie? bo inaczej każde dziwne zachowanie dziecka da się zamknąć tym wyjaśnieniem i koniec rozmowy
i właśnie dlatego ten pomysł ze zdjęciami który padł wcześniej jest dobry metodologicznie, pod warunkiem że mama nie będzie przy tym mówić 'patrz, to jest pradziadek Henryk' bo wtedy wynik jest bezwartościowy. spokojne oglądanie albumu bez komentarza, to jedyna wersja która cokolwiek powie
hej, mam wrazenie ze wszyscy sie skupiają na tym Henryku i na albumach, ale nikt nie zapytal o jedną podstawową rzecz: jak ta piosenka brzmi? czy to jakis konkretny gatunek, jakas melodia ktora by mogla byc stara? bo jesli to jest piosenka z lat 40-50 to jest duza roznica wobec tego gdy to jest cos co moglo byc w radiu. ta informacja naprawde zmienia interpretacje
właśnie to jest mój problem że wiem bardzo mało. mama mówiła o smutnej piosence ale nie nuciła jej i ja sama jej nie znam. będę musiała naprawdę usiąść z mamą i porozmawiać dłużej, bo wy tu zadajecie pytania na które ja nie znam odpowiedzi i to jest frustrujące, bo czuję że te odpowiedzi mogłyby dużo wyjaśnić
Oksanka nie martw sie, tak właśnie działa forum, zaczynasz pisac i dopiero w trakcie widac co sie wie a co nie 🙂 jak porozmawiasz z mama to wróc i napisz, naprawde jestem ciekawa dalszego ciagu tej historii
a wiesz co mnie uderza? że ta 'smutna mina' przy śpiewaniu jest tak samo ważna jak sama piosenka. bo czterolatek może powtarzać melodię mechanicznie, ale ten smutek to jest coś innego. skąd to dziecko ma ten ładunek emocjonalny? to jest dla mnie najtrudniejszy element do wyjaśnienia w tej historii
no właśnie, Walenty, ale tutaj wchodzi stare dobre pytanie: czy dorośli nie przypisują dziecku smutku którego ono nie ma? bo 'smutna mina' to interpretacja obserwatora. może dziecko po prostu śpiewa z pełnym skupieniem i ktoś to odczytuje jako smutek. nie mówię że tak jest, mówię że to trzeba sprawdzić
ten wątek mi się bardzo rozrasta w głowie. bo mamy teraz kilka oddzielnych pytań naraz: skąd dziecko zna piosenkę, co znaczy ta mina, czy Henryk to ktoś realny z historii rodziny, czy są przedmioty które mogły coś 'przenieść', i czy to w ogóle cokolwiek znaczy. każde z tych pytań ma inne możliwe wyjaśnienia i dobrze byłoby ich nie mieszać
a ja chciałam zapytać o coś innego, bo nie wiem czy ktoś o tym pisał wcześniej, przepraszam jeśli tak. czy czakra korony u małych dzieci jest jakos bardziej otwarta? czytałam że tak i ze dlatego widza i czują rzeczy ktore my juz nie czujemy. to by wyjasnialo dlacego te zdolnosci zanikaja w okolo 6-7 roku zycia
wracając do wątku z Henrykiem, bo mam takie przeczucie że ta piosenka to może być rodzaj kotwicy. coś przez co ta obecność się manifestuje. to nie musi być pamięć dziecka z poprzedniego życia, to może być coś co po prostu przeszło przez nie jak przez medium. dzieci są bardzo dobrymi mediami właśnie dlatego o czym pisała Pucharka
mam wrażenie że ta dyskusja Dziunia-Wegalia kręci się w kółko od kilku postów i nie prowadzi donikąd. obie macie punkty, ale może zamiast debatować nad tym czy coś jest weryfikowalne, po prostu poczekajmy na to co Oksanka dowie się od mamy? to da nam konkretny materiał do rozmowy, a nie spekulacje w próżni
dobra, podpisuję się pod tym co napisała Jagodzianka. czekajmy na Oksankę. ale żeby czas nie stał w miejscu, to wróćmy do jednej rzeczy której nikt nie rozwinął porządnie: ta piosenka ma być smutna. co to oznacza dla czterolatka? bo dzieci w tym wieku zazwyczaj śpiewają co im wpada w ucho, bez żadnego filtrowania emocjonalnego. jeśli dziecko naprawdę nadaje tej melodii smutek, to jest to osobne zjawisko od samego faktu że zna piosenkę
no właśnie, to mi chodzi po głowie. bo słyszałem kiedyś o przypadkach opisywanych przez Stevensona, gdzie dzieci nie tylko pamiętały fakty ale też emocje związane z poprzednim życiem. i właśnie ten ładunek emocjonalny był dla badaczy bardziej interesujący niż same szczegóły. bo szczegóły można jakoś wytłumaczyć, ale emocje są trudniejsze
czytam tę rozmowę od dłuższego czasu i mam jedno pytanie do wszystkich którzy mówią o pamięci poprzednich wcieleń: w jaki sposób ta konkretna sprawa różni się od przypadku, gdzie dziecko po prostu podchwyciło melodię z otoczenia i rodzina nie pamięta kiedy i gdzie? bo to scenariusz banalny, ale jakiego mamy dowodu że tu jest inaczej?
mam pytanie trochę z boku, bo temat mnie wciągnął. czy ktoś wie jak długo trwa u dzieci ten etap gdzie mogą mieć dostęp do takich rzeczy? bo czytałem coś o tym że gdzieś po 5-7 roku życia te wspomnienia i tak zanikają same, czy to prawda?
oj to znaczy że Oksanka powinna sie pospieszc z tym albumem i z rozmową z mama, bo jak dziecko ma 4 lata to nie ma za dużo czasu żeby to zbadac. choc z drugiej strony co to da jeśli nie bedzie konkretów o tej piosence…
ja chcę powiedzieć coś o tej stronie emocjonalnej bo myślę że umyka nam coś ważnego. smutek dziecka przy śpiewaniu to może być echo, nie wspomnienie. tak jak stare miejsce potrafi trzymać coś w sobie przez lata, tak może i melodia. ona nie musi być 'jego' piosenką z innego życia, może być czymś przez co tamten człowiek wciąż trochę istnieje. to inne podejście niż reinkarnacja
