To z tymi drzwiami to ważna obserwacja, ale nie bym od razu wyrokował. W tradycji słowiańskiej domowik zwykle siada przy progu albo za piecem, nie na krzesłach domowników. To co Sewer opisuje, ta masa, to skrzypienie, to brzmi bardziej jak obecność która zamarkuje terytorium niż domowik. Ale żeby stwierdzić co to jest, trzeba wiedzieć co było w tym miejscu przed tym blokiem.
Tak, pokrywa się mniej więcej. Pierwsza sytuacja z krzesłem była może tydzień po tym jak przestawiłem biurko. Wcześniej nic nie czułem, albo nie zwracałem uwagi.
No i mamy oś czasu. Przestawienie biurka, tydzień przerwy, pierwsze odczucie na krześle. Potem miesiąc nasilania. To jest sekwencja, nie przypadek. Sewer, mam konkretne pytanie. Kiedy przestawiałeś biurko, ruszyłeś też krzesło, czy tylko biurko?
Trochę w lewo. To może być kluczowe. Biurko i krzesło poszły razem, ale krzesło znalazło się w miejscu gdzie wcześniej stało samo. Jeśli to konkretne miejsce w pokoju jest czymś znaczone, to nie biurko jest problemem tylko punkt w przestrzeni. Sewer, czy pamiętasz co stało w tym miejscu przed biurkiem? Był tam jakiś inny mebel, cokolwiek?
zaraz zaraz, to teraz nie wiadomo czy ważniejsze jest miejsce czy mebel? bo jeśli jedno i drugie może być problemem to jak w ogóle to rozgraniczyć?
A ja chcę wrócić do tych klocków, bo jakoś wszyscy o nich zapomnieli. Krzesło to jedno, ale klocki złożone które leżą rozsypane na środku gdy nikt nie był w pokoju, to jest fizyczne przemieszczenie przedmiotów. Czy po tym zdarzeniu z klockami coś się zmieniło na krześle, było inaczej, mocniej, słabiej?
ale jak skrzypienie to skrzypienie, krzesło ma coś poluzowanego i koniec. nie rozumiem dlaczego to od razu musi być coś paranormalnego. moje krzesło w kuchni też skrzypi jak na nim siądam i nikt tam nie siedzi 🙂
Chcę się tu zatrzymać, bo mam wrażenie że skupiamy się bardzo na diagnozowaniu a za mało na tym jak Sewer się z tym czuje na co dzień. Czy to przeszkadza ci w pracy, unikasz biurka, śpisz normalnie? Pytam bo to ważne przy ocenie czy to jest coś co wymaga działania, czy można z tym spokojnie żyć szukając odpowiedzi.
To co opisuje Jolusia jest ważne, ale Sewer sam sobie odpowiedział. Jeśli unikasz własnego pokoju w swoim mieszkaniu to coś trzeba z tym zrobić, nieważne czy to fizyczne czy energetyczne źródło. Zaklinacz, mam do ciebie pytanie bo ty tu masz chyba największe rozeznanie. Czy przy takim układzie, plecami do drzwi, aktywność może nasilać się samoistnie bez żadnej intencji ze strony Sewera?
Perun80, pytasz o moją ocenę, więc odpowiem wprost. To co Sewer opisuje, ta masa na krześle, skrzypienie przed podejściem, przemieszczone klocki, to nie jest jeden sygnał, to jest kilka niezależnych obserwacji układających się w całość. Zanim cokolwiek zaproponuję, potrzebuję wiedzieć jedno. Sewer, czy w tym pokoju kiedykolwiek cokolwiek się wydarzyło, coś trudnego, choroba, śmierć, intensywny stres przez długi czas? Nie pytam o historię budynku, pytam o ten konkretny pokój i ciebie.
Nie wiem jak to ma się do rzeczy, ale przez ostatni rok dużo pracowałem właśnie przy tym biurku. Był ciężki okres, dużo stresu, problemy finansowe, spałem po cztery godziny. Pokój jest moim gabinetem, więc to tam spędzałem większość czasu.
Sewer, to ważne co napisałeś o tym ciężkim roku. Pytam nie po to żeby diagnozować, ale czy w trakcie tamtego okresu, kiedy tak dużo pracowałeś przy tym biurku, zdarzały ci się jakieś silne myśli, poczucie bezsilności, coś co trudno było zatrzymać? Pytam o nastrój, nie o zdrowie.
To rzuca inne światło na całą sytuację. Mam wrażenie że idziemy w stronę czegoś co w tradycji słowiańskiej nazywało się cień miejsca, ale nie w sensie złowrogim, raczej echo. Sewer, mam pytanie, czy po tym ciężkim okresie cokolwiek w życiu się ustabilizowało? Czy te problemy wciąż trwają?
To jest bardzo charakterystyczny moment, kiedy ulga przychodzi po długim napięciu. Jakby coś co było skumulowane zaczyna szukać ujścia albo po prostu się ujawnia, bo wcześniej byłeś zbyt wyczerpany żeby to rejestrować. Stefcia, czy ty miałaś kiedyś coś podobnego, to przesunięcie aktywności na moment po kryzysie?
Cieszę się że ktoś wraca do tych klocków, bo ja od kilku postów chciałam to powiedzieć. To nie jest subtelne odczucie ani subiektywna masa na krześle. To jest fizyczne przemieszczenie czegoś w zamkniętym pokoju. Sewer, kiedy zobaczyłeś te klocki, sprawdziłeś czy okno było otwarte, czy był jakiś przeciąg?
chwila, mówimy o klocakch dziecka?? Sewer, czy dzieci były w pokoju kiedy to się stało, czy mówisz że żadna z osób tam nie była? bo to zmienia trochę obraz sytuacji chyba
Ma sześć lat. I właśnie, o to chciałem powiedzieć. Syn przestał chcieć wchodzić do tego pokoju mniej więcej w tym samym czasie kiedy ja zacząłem to odczuwać. Mówi że tam jest pan który na niego patrzy. Myślałem że to wyobraźnia dziecka, ale teraz już nie jestem taki pewny.
Sewer, to co napisałeś o synu jest bardzo ważne i nie można tego zbagatelizować. Dzieci w tym wieku mówią często wprost to co dorośli racjonalizują. Pan który na niego patrzy, to nie jest przypadkowy obrazek z bajki. Czy syn mówi coś więcej o tym panu, jak wygląda, gdzie stoi?
no dobra, ale sześciolatek może wymyślić pana który patrzy po obejrzeniu czegokolwiek w telewizji albo po opowieści kolegi z przedszkola. nie mówię że kłamie, tylko że dzieci tak mają. mój bratanek przez pół roku twierdził że w jego pokoju mieszka smok
Dwa razy to samo, ten sam szczegół, ta sama pozycja. To jest istotne. Sewer, mam teraz konkretne pytanie, bo zbliżamy się do momentu gdzie trzeba będzie zdecydować co z tym zrobić. Czy chcesz żeby ta obecność odeszła, czy bardziej zależy ci na tym żeby zrozumieć co to jest? Bo to są dwa różne kierunki działania i nie zawsze idą razem.
Chcę żeby odeszła, ale nie w sensie wygnania na siłę. Raczej żeby... się rozwiązało. Jeśli to jest coś co zostało z tamtego trudnego okresu, to wolałbym żeby odeszło spokojnie. Ale szczerze, trochę mnie przeraża to co mówi syn. Ten opis, że siedzi i patrzy na drzwi. Skąd sześciolatek miałby to wymyślić tak szczegółowo?
To ważne rozróżnienie, które zrobiłeś. Nie wygnanie, ale rozwiązanie. To zmienia podejście do całej sprawy. Mam pytanie do Zaklinacza, bo on chyba ma już jakiś zarys co tutaj proponować, czy w przypadku czegoś co mogło powstać z emocji, oczyszczenie ziołami w ogóle ma sens, czy to bardziej kwestia intencji i rozmowy z tym miejscem?
Żona powiedziała nieswojo, syn mówi o panu który patrzy, ty czujesz masę na krześle i skrzypienie. Trzy osoby, trzy różne opisy, ale wszystko kręci się wokół tego samego miejsca. To nie jest przypadkowa zbieżność. Sewer, czy rozmawiałeś z żoną o tym co dzieje się teraz? Wie o całej sytuacji?
Uważam, że powinieneś z nią porozmawiać jak najszybciej, i to nie dlatego żeby ją niepokoić, ale dlatego że możliwe iż ona sama coś zauważała i też milczała żeby ciebie nie niepokoić. Takie rzeczy potrafią żyć sobie obok siebie w jednym domu przez długi czas właśnie dlatego że każdy z rodziny milczy z troski o pozostałych.
Dobrze że nie pytałeś, to ważne. Dzieci uzupełniają historię tym czego dorosły oczekuje, jeśli coś sugerujemy. Że powiedział to spontanicznie, dwa razy, z tą samą pozycją przy krześle, to jest inny kaliber niż odpowiedź na pytanie. Zaklinaczu, masz już jakiś obraz całości? Bo ja zaczynam myśleć że to nie jest samo echo emocjonalne.
