Kuchnia to w wielu tradycjach przestrzeń szczególna. Nie dlatego że jest 'magiczna' w sensie rytualnym, ale dlatego że jest miejscem najgęstszej pamięci. Zapach, ruch, powtarzalność czynności. Jeśli jakieś miejsce ma 'ślad' po kimś bliskim, to właśnie kuchnia jest tego najlepszym kandydatem. Ale Rojnik, czy babcia mieszkała z tobą, czy to jej kuchnia, czy twoja?
A dawno temu babcia umarła? Przepraszam jeśli to za bezpośrednie, ale czytam i nie wiem od kiedy to wszystko sie dzieje i czy to jest świeże czy od dawna.
Okej, to jest ważna informacja i trochę zmienia moje wcześniejsze nastawienie. Nie mówię że to coś nadnaturalnego, ale miesiąc po stracie bliskiej osoby, z którą byłaś tak blisko, w miejscu gdzie spędzałaś z nią czas - to jest zupełnie inny kontekst niż abstrakcyjne 'dotykają mnie duchy'. Rojnik, czy miałaś z kim wtedy porozmawiać o tej stracie?
Te dwa wątki nie muszą się wykluczać. Żałoba może otwierać na pewne doświadczenia, a nie tylko je produkować. To jest stara obserwacja, nie tylko ezoteryczna, ale i antropologiczna. Pytanie do Rojnik jest inne: czy ten dotyk jest dla ciebie źródłem lęku, czy raczej czymś co przynosi jakiś spokój?
To że mówisz 'jakbym nie była sama' trafia mnie mocno. Bo to jest chyba najistotniejsza rzecz w całym tym wątku. Niezależnie co to jest.
Zgadzam się z Rozalinką, ale chcę zapytać dalej. Herga wcześniej pisała żeby rozdzielić zjawiska. Czy ktoś się kiedyś zastanawiał nad tym żeby spróbować jakoś odpowiedzieć na ten dotyk? Nie rytuałem, nie seansem, po prostu... świadomie być w tym momencie zamiast się go bać albo ignorować?
Nie, bo zawsze jakoś się zatrzymuję i zaczyna mi się kręcić w głowie co to jest i czy powinnam się bać. Ale to co piszesz brzmi inaczej. Jakby bez stawiania pytań. Nie wiem czy potrafiłabym, ale rozumiem co masz na myśli.
To jest ciekawy kierunek, ale mam wątpliwość. Jeśli ktoś jest świeżo po stracie i te doświadczenia są dla niego emocjonalnie ważne, to czy takie 'pozwalanie' nie może wzmacniać czegoś co lepiej przepracować inaczej? Pytam szczerze, bo nie wiem.
Śpię, jem, pracuję zdalnie, wychodzę po zakupy. Nie czuję żeby to dominowało moje życie, po prostu jest. Jak taki cichy element codzienności. Choć nie wiem czy to dobrze czy źle, że jest 'ciche'.
To ważne co mówisz, bo to daje obraz. Jeśli funkcjonujesz normalnie, a to jest tylko jeden z elementów dnia, to jest zupełnie inny przypadek niż obsesja albo lęk paraliżujący. Ale to co napisałaś o tym, że 'jest ciche' - masz na myśli że to nie absorbuje uwagi, czy że nie chcesz o tym myśleć?
To 'zatrzymywanie się z uwagi' wydaje mi się istotne. Czy to zatrzymanie ma jakiś charakter - to znaczy, co robisz w tej chwili? Stoisz, siadasz, czy to bardziej wewnętrzne zatrzymanie?
Ta 'pauza w środku' to jest właśnie to o czym pisałam wcześniej. Nie wiesz tego racjonalnie, ale ciało już wie, że coś jest. I nie ocenia. Może to jest odpowiedź na moje pytanie - czy potrafiłabyś być w tym bez pytań? Bo ty już tak robisz, tylko tego nie nazywasz.
To 'wyczekiwanie' mnie zastanawia. Bo z jednej strony rozumiem to jako naturalną czujność po tym co przeżyłaś, ale z drugiej - czy to nie wpływa na to jak interpretujesz każdy drobiazg? Pytam bez osądzania, bo sama przez coś podobnego przechodziłam i miałam tendencję do nadinterpretowania wszystkiego.
To jest właściwie klasyczny problem z takimi doświadczeniami. Nie można cofnąć się do punktu przed pierwszym razem i sprawdzić. Ale Rojnik, powiedz mi jedno: czy ten dotyk jest zawsze w tym samym miejscu na ramieniu, czy przesuwa się?
Stałość miejsca jest ciekawa. W wielu tradycjach prawa strona ciała wiąże się z aktywnością, obecnością, kontaktem. Lewa to bardziej sfera odbioru, introwertyczna jeśli tak można powiedzieć. Nie twierdzę że to coś rozstrzyga, ale ta powtarzalność jest czymś innym niż losowy sygnał.
Ja mam pytanie ktore sie kłębi od jakiegoś czasu. Czy babcia Rojnik miała jakis ulubiony gest, coś co robiła fizycznie kiedy chciała zwrócić uwagę albo uspokoić? Bo jesli tak, to to by pasowało do całej tej kuchennej historii.
To jest bardzo dobre pytanie. Ciałem się pamięta inaczej niż słowami i gestów bliskich osób nie zapominamy.
To co teraz napisałaś brzmi dla mnie jak odpowiedź. Nie na pytanie 'co to jest', ale na pytanie 'dlaczego to właśnie tak'. Niezależnie od tego co w to wierzysz, ten gest ma swoją historię i to jest ważne.
To co napisałaś na końcu, Rojnik, chyba trochę zmienia charakter tej rozmowy. Bo do tej pory zastanawiałyśmy się co to jest, a teraz mamy konkretny gest i konkretną osobę, do której pasuje. I to nie jest jakaś ogólna interpretacja, tylko twoja babcia i twoje prawe ramię. Jak ty się z tym teraz czujesz?
Przyznam że mnie to wzruszyło. Serio. Myślałam że to będzie typowy wątek o stukaniu i skrzypieniu podłóg, a tu jest coś zupełnie innego.
A co w tym złego, że odpowiedź może być prosta? Pytam serio, nie retorycznie. Bo zauważam, że kilka razy w tym wątku sama siebie koregujesz i odsuwasz od czegoś, co czujesz. Skąd ten odruch?
Właśnie to mnie też uderzyło. Ten gest z babcią nie jest 'dopasowaniem' w złym sensie, Rojnik. Możesz to powiedzieć wprost: pamiętam że babcia tak robiła, i teraz to czuję w tym samym miejscu. To nie czyni doświadczenia mniej realnym.
Jest jedna rzecz, o której tu nie mówiłyśmy. Kiedy zmarła babcia? Pytam, bo w wielu tradycjach jest coś, co można nazwać 'czasem bliskim przejścia' - period gdy kontakt jest łatwiejszy, jeśli w ogóle wierzymy że jest możliwy. Nie chcę zakładać że to na pewno ona, ale ten kontekst może być istotny.
Niecały rok to napewno jeszcze blisko. Słyszałam ze pierwszy rok jest najtrudnijeszy i też... no, że jeśli ktoś chce dać znac to właśnie wtedy. Nie wiem czy to prawda ale tak mówią.
Chcę tu dorzucić coś, co może być trudniejsze do przyjęcia. Nie twierdzę że dotyk jest wyobrażony, ale musimy być uczciwe: pamięć ciała, tęsknota i żałoba potrafią generować bardzo realne doznania fizyczne. To nie deprecjonuje doświadczenia Rojnik, ale stawia je w pełnym kontekście. Czy ktoś tu z tym polemizuje?
Słucham was i mam wrażenie, że obie te rzeczy mogą być prawdą jednocześnie. Że to jest żałoba i pamięć ciała, i że może to jest ona. Czy to jest naiwne?
Nie ma w tym nic naiwnego. Myślę że to jest nawet uczciwe myślenie.
