Weszłam w ten wątek dość późno, ale to co Rojnik napisała o jednoczesności mnie trafia. Czy to musi być albo-albo? Mam wrażenie że to pytanie stale wraca w tej rozmowie i że ciągnie ją w stronę rozstrzygnięcia, którego i tak nie ma.
A ja mam inne pytanie, może trochę z boku. Czy od czasu kiedy to się pojawia, to dotyk jest stały, znaczy pojawia się regularnie, czy zdarzają się przerwy? Bo zastanawiam się czy to ma jakiś rytm, który mógłby coś powiedzieć.
A czy te przerwy zbiegają się z czymś? Z tym że byłaś mniej sama, miałaś więcej ludzi wokół siebie, albo odwrotnie? Bo to mogłoby naprowadzać na cokolwiek.
Notatki to w ogóle dobry pomysł jeśli chcesz cokolwiek zrozumieć, niezależnie od interpretacji. Data, pora, co robiłaś, jak długo, czy był dotyk czy nie. Bez tego to tylko wspomnienia, a pamięć lubi porządkować na własną rękę.
Wróćmy do tej kwestii notatek, bo Herga coś ważnego powiedziała. Rojnik, czy to w ogóle wykonalne dla ciebie teraz? Pytam, bo prowadzenie takich zapisków wymaga trochę dystansu do samego doświadczenia, a nie wiem czy jesteś w miejscu, gdzie to możliwe.
To co napisałaś o spłoszeniu mnie uderzyło, bo sama miałam dokładnie to samo uczucie. Jakby obserwowanie niszczyło to, co się obserwuje. I wiesz co, u mnie to nie przestało. Zmieniło się trochę, może stało się mniej intensywne, ale zostało.
Rojnik, to zdanie o spłoszeniu wróć jeszcze do tego. Kogo lub co boisz się spłoszyć? Czy to jest pytanie, które możesz sobie postawić wprost?
To jest bardzo uczciwa odpowiedź. I chcę powiedzieć, że niezależnie od tego jak rozumiemy to doświadczenie, ten strach przed utratą kontaktu ma sens. Nie musisz go tłumaczyć ani się z nim spierać. Pytanie tylko, czy żyjesz z tym strachem cały czas, czy pojawia się tylko przy tej rozmowie o notatkach?
