Henryka trafia w sedno. Miejsce kontra osoba to pierwsze rozróżnienie jakie trzeba zrobić przy tego typu przypadkach. Jeśli to zjawisko pojawia się też kiedy autora nie ma w domu i ktoś inny tam wchodzi - to miejsce. Jeśli tylko przy nim - to albo on sam to przyciąga, albo to jego własna projekcja. Autor - czy ktoś inny kiedyś cokolwiek zauważył w tym mieszkaniu?
współlokator mieszka ze mną od roku. Nigdy mu nic nie powiedziałem bo nie chciałem żeby myślał że jestem stuknięty. Ale teraz jak tak czytam te pytania to może powinienem zapytać czy on cokolwiek czuł. On raczej jest bardzo przyziemny, nie wiem jak zareaguje
no właśnie zapytaj go, ale tak niewinnie, bez wprowadzania go w szczegóły. Coś w stylu 'hej czy w tym pokoju nie czujesz czasem jakby ktoś patrzył'. Jak powie że tak to masz dużo ważną informację. Jak powie że nie to też coś mówi, chociaż niekoniecznie że nic nie ma - po prostu może być mniej wrażliwy
Ooo to by było ciekawe gdyby współlokator też coś czuł! Trzymam kciuki żebyś zapytał i powiedział nam co odpowie. Ale mam wrażenie że ta rozmowa trochę odpłynęła od tego samego cienia - czy ktoś jeszcze ma jakiś pomysł co można ZROBIĆ żeby się dowiedzieć czy to coś inteligentnego czy nie? Bo ciągłe obserwowanie to jedno, ale może da się jakoś wejść w interakcję?
wchodzenie w interakcję z niezidentyfikowaną obecnością to nie jest krok który polecam bez przygotowania. Zanim ktoś zacznie namawiać autora do komunikacji - czy on w ogóle wie co to oznacza praktycznie? Bo 'wejście w interakcję' to nie jest neutralna czynność. Można tym wzmocnić to co jest, bez względu na to czy to zjawisko zewnętrzne czy wewnętrzne
Wejście w interakcję to nie jest coś co się robi przez zadanie pytania na głos albo zapalenie świecy i czekanie. To wymaga pewnego przygotowania, wiedzy o tym z czym możemy mieć do czynienia i - co ważniejsze - świadomości co zrobić jeśli coś odpowie. Autor jest na początku tej drogi i dobrze że tu pyta, bo pochopne działanie w takich sytuacjach bywa kontrproduktywne. Pytanie do autora - czy poza tym kącikiem do medytacji masz w pokoju cokolwiek co świadomie wprowadzałeś jako obiekt z intencją? Jakiś kamień, figurkę, cokolwiek co opisałbyś jako 'naładowane'?
mam kilka kamieni, turmalin czarny i obsydian, stoją właśnie przy tym kąciku. Turmalin dostałem od znajomej która podobno 'oczyściła go i naładowała'. Obsydian kupiłem sam. Nie robiłem przy nich żadnych rytuałów, przynajmniej nie świadomie. Znajoma mówiła żeby postawić turmalin przy wejściu do pokoju ale ja go postawiłem tam gdzie medytuję, bo tam mi jakoś bardziej pasował. Czy to ma znaczenie?
o matko, turmalin przy kąciku medytacyjnym to dość specyficzny wybór, bo turmalin czarny to kamień graniczny, ochronny, i umieszczony w miejscu gdzie świadomie otwierasz się podczas medytacji może działać trochę jak… nie wiem jak to powiedzieć, jak magnes może? Albo jak znacznik. Znajoma co ci go dała - czy mówiła coś o tym do czego go naładowała konkretnie?
zdecydowanie zapytaj tę znajomą. I przy okazji - powiedz jej o tych cieniach, nie tylko o kamieniu. Bo jeżeli ona go naładowała z konkretną intencją i on teraz stoi w miejscu gdzie medytujesz, to ona może mieć jakiś kontekst który tu nam wszystkim brakuje. My gdybamy, ona może wiedzieć coś konkretnego.
Chcę tu trochę ostudzić klimat bo zaczyna się iść w kierunku 'naładowany kamień przyciągnął ducha' i to jest zbyt duży skok logiczny. Obsydian i turmalin są klasycznie uważane za kamienie odpychające, nie przyciągające. Jeśli w ogóle przyjmujemy że kamienie cokolwiek robią, to te dwa raczej nie są kandydatami do roli magnesa na obecności. Mam pytanie do autora innego rodzaju - jak długo masz te kamienie i kiedy dokładnie zaczęły się te obserwacje z cieniem? Czy daty jakoś się pokrywają?
No właśnie, i to jest problem metodologiczny tej całej rozmowy. Nie mamy punktu zero. Nie wiadomo kiedy to się zaczęło, nie wiadomo czy było przed kamieniami czy po, nie wiadomo czy jest związek z medytacją czy z czymś innym. Ciężko wyciągać wnioski bez tych danych. Autor, czy masz jakiś dziennik, notatki, cokolwiek gdzie mógłbyś spróbować odtworzyć chronologię?
Wróćmy do pytania które zadałem wcześniej a które zostało trochę przykryte innymi wątkami. Autor potwierdził że czuł obserwację bez cienia, kilka razy. I że jeden raz czekał pięć minut i nic się nie pojawiło. Mnie interesuje ta asymetria. Cień pojawia się po uczuciu obserwacji, ale nie zawsze. Co pojawia się zawsze - samo uczucie. Czy to uczucie jest zawsze w tym samym miejscu w pokoju? Czy zmienia lokalizację?
Swiatowid pyta o coś ważnego. Miejsce uczucia kontra miejsce cienia to dwie różne informacje i dobrze byłoby je rozdzielić. Bo jeśli uczucie pojawia się zawsze np. po lewej, a cień zawsze na ścianie prawej, to masz jakiś spójny wzorzec. A jeśli uczucie jest zawsze tam gdzie i cień, to to jest inna historia.
uczucie obserwacji jest zawsze od tej samej strony, od tego kąta gdzie kącik. Cień też jest na tej ścianie bocznej przy tym miejscu. Więc tak, to jest spójne. Ale nie pomyślałem o tym tak do tej pory, że to dwa oddzielne zjawiska które mogę osobno opisać. Dzięki za to pytanie bo to trochę porządkuje mi w głowie
no to już jest coś konkretnego. Jedno źródło, jedno miejsce, spójne z obu stron. To bardzo mocno sugeruje że coś jest przywiązane do tego konkretnego kąta. Albo że w tym kącie jest coś co autora dotyczy w szczególny sposób, bo tam medytuje. Swiatowid masz rację że ta asymetria jest kluczowa.
ale chwila, bo mam pytanie może głupie ale jednak - czy ten kącik do medytacji był tam zanim autor zaczął te zjawiska obserwować, czy najpierw były zjawiska a potem on tam zaczął medytować? Bo to by zmieniało kierunek tego co szukamy, prawda?
Rok medytacji w jednym miejscu to nie jest bez znaczenia. Regularna praktyka w tym samym punkcie może tworzyć coś w rodzaju śladu energetycznego, w każdym razie tak to ujmuje część tradycji. Nie twierdzę że to wyjaśnienie, ale to kolejna zmienna którą warto wziąć pod uwagę obok tych kamieni. Egzorcystaa czy medytacja którą praktykujesz jest jakaś konkretna - wizualizacje, otwieranie się na coś zewnętrznego, czy raczej skupienie wewnętrzne?
No i tu jest problem. 'Medytacja na poszerzenie świadomości' znaleziona w internecie bez kontekstu to może być cokolwiek. Część technik tego typu celowo rozluźnia granicę między tym co wewnętrzne a tym co zewnętrzne i to może być bardzo dobra technika, ale wymaga wiedzy o tym jak ją zakończyć, jak 'zamknąć' się po niej. Jeśli autor robił to regularnie bez żadnego zamknięcia, bez uziemienia na koniec, to przez rok mógł po prostu zostawiać tę granicę otwartą. Nie mówię że to wyjaśnia cienie, ale mówię że to jest realne ryzyko przy takich praktykach.
zaraz zaraz, bo tu się robi coraz bardziej skomplikowanie i chcę zapytać bo nie jestem pewna czy dobrze rozumiem. To 'zamknięcie' po medytacji o którym pisze Norbert, to jest jakaś konkretna technika czy po prostu coś ogólnego? Bo ja też medytuję i nigdy nie słyszałam żeby to było jakoś krytyczne. Zawsze mi mówiono żeby skończyć spokojnie i tyle.
Czekaj, bo to co napisałeś na końcu to mnie trochę zatrzymało. Zasypiałeś przy tej medytacji i miałeś uczucie że nie wiesz gdzie jest twoje ciało? Ja też raz miałam coś podobnego przy jakimś guided meditation z youtube i trochę się przestraszyłam, ale myślałam że to normalne przy relaksacji. Tylko że u mnie nic potem nie było, zadnych cieni ani nic. Więc nie wiem czy to jest w ogole powiązane czy nie.
To uczucie braku granic ciała po medytacji ma nazwę, to depersonalizacja indukowana przez technikę. Samo w sobie nie jest groźne i owszem, bywa normalnym efektem głębokiej relaksacji. Problem zaczyna się kiedy takie stany nie są zamknięte. Pytanie do autora: czy po tych razach kiedy zasypiałeś, budziłeś się z poczuciem że jesteś 'z powrotem', czy raczej to uczucie rozlazłości trwało przez chwilę po przebudzeniu?
No i to jest właśnie ta kwestia której się bałam. Otwierasz, nie zamykasz, zasypiasz w trakcie i masz efekty wychodzenia ze stanu który nie jest dobrze domknięty. Nie mówię że przyciągnąłeś ducha, ale mówię że twój system był wielokrotnie w stanie podwyższonej otwartości bez żadnej procedury powrotu. To jest ważne niezależnie od tego czy cienie są czymś realnym czy nie.
Okej, ale żeby nie eskalować bez potrzeby. To uczucie 'lekko pijanych nóg' po medytacji to bardzo pospolity objaw przywspółczulnego rozluźnienia i niskiego ciśnienia po dłuższym bezruchu. Ciało było nieruchomo, potem wstało gwałtownie. To jest fizjologia, nie metafizyka. Nie każdy objaw musi być dowodem na niezamknięty stan energetyczny.
Morganitka, no ale tu nie chodzi o samo wstawanie. Chodzi o wzorzec. Regularne otwieranie bez zamykania, plus cienie w tym samym miejscu, plus uczucie obserwacji z tego kąta. Jedno zdarzenie to nic, ale jeśli to się powtarza przez kilka miesięcy przy tej samej praktyce w tym samym miejscu, to już jest coś do przemyślenia, nie?
Słuchajcie, spieranie się o to czy to wzorzec czy nie wzorzec bez nowych danych od autora to trochę jazda w kółko. Mam inne pytanie, zupełnie z innej strony. Czy ktoś poza autorem był w tym mieszkaniu i cokolwiek skomentował? Gość, znajomy, ktoś kto nie wie o co chodzi? Bo obcy człowiek bez kontekstu czasem zauważy coś co gospodarz już dawno przestał widzieć bo się przyzwyczaił.
nikt nic nie mówił. Ale też nie miałem wielu gości ostatnio, i ci co byli to raczej w salonie, nie tam gdzie kącik. Znajoma od kamienia była raz ale to było zanim w ogóle zaczałem medytować w tym miejscu, więc za wcześnie żeby cokolwiek widziała.
a czy zapytałeś w końcu tej znajomej o naładowanie kamienia? Bo ten wątek jakoś zaginął a myślę że ona może mieć całkiem inną perspektywę na to wszystko, zwłaszcza jeśli zna to mieszkanie i zna ciebie. Czasem ktoś z zewnątrz kto wie co robił przy kamieniu powie jednym zdaniem więcej niż my wszyscy razem tutaj.
