Muszę to gdzieś napisać bo nie daje mi to spokoju od tygodnia. Mam siostrzenice, bliźniaczki, teraz mają po 6 lat. Ich dziadek ze strony taty umarł kilka lat przed ich narodzinami, więc nigdy go nie znały, nie widziały zdjęć (rodzina jakos nie eksponuje, długa historia), nikt im o nim specjalnie nie opowiadał. I teraz czytam tegoco mi powiedziała moja siostra i po prostu dostawałam gęsiej skórki. Obie dziewczynki, niezależnie od siebie, w różnych momentach, zaczęły używać bardzo charakterystycznego zwrotu którego używał dziadek. Dosłownie tego samego, specyficznego, trochę archaicznego wyrażenia. Moja siostra zapytała starszych w rodzinie i podobno dziadek to mówił CIĄGLE, to był jego trademark. Jak to w ogóle możliwe? Czy to może być reinkarnacja, jakaś pamięć genetyczna, czy co?
To nie jest takie proste do zaszufladkowania. Reinkarnacja to jedna z możliwości, ale nie jedyna. Są tradycje, które mówią o czymś co można by nazwać pamięcią rodową, czyli pewne wzorce, emocje, a nawet fragmenty zachowań przechodzą w linii krwi bez żadnego świadomego przekazu. To nie jest genetyka w sensie biologicznym, bardziej jak… zapis w polu energetycznym rodziny. Bliźniaczki są wyjątkowo otwartymi kanałami z racji samej swojej natury, dwa byty ze wspólnym początkiem. Ale zanim cokolwiek więcej powiem, chciałabym wiedzieć, czy to był jeden konkretny zwrot, czy kilka różnych wyrażeń?
Hej, przeczytałam i ok, rozumiem że to brzmi niesamowicie, ale zanim wszyscy rzucimy się z reinkarnacją, jedno pytanie do autorki: czy na pewno nikt w domu tego nie mówił? Nieświadomie, przy dzieciach? Bo dzieci są jak gąbki, wyłapują wszystko. Wystarczy że babcia raz powiedziała przy nich coś takiego a one zapamiętały. To nie jest złośliwość, serio pytam, bo to jest pierwsze co trzeba wykluczyć.
a jaki to byl zwrot? mozna zapytac? bo jakby to bylo cos w stylu 'nie ma to jak' albo 'a jusze' to rozumiem ze moze sie powtarzac przez przypadek. ale jak to bylo cos naprawde rzadkiego to faktycznie jest dziwne
Mam podobny przypadek w rodzinie, nie identyczny, ale zbliżony. Mój bratanek od małego opowiadał o 'poprzednim domu' i podawał szczegóły których nie mógł znać. Skończyło się jak miał z 7 lat i te wspomnienia zanikły. Dzieci podobno częściej mają takie przebłyski właśnie przed tym wiekiem.
No właśnie, to chyba jest ta teoria że dzieci do około 7 roku życia mają jeszcze cienką zasłonę między tym życiem a poprzednim, nie? Czytałem gdzieś że potem ta zasłona gęstnieje i wspomnienia zanikają. To by tłumaczyło czemu bliźniaczki TO TERAZ mówią w tym wieku. Ale to że obie naraz, to jest dopiero niesamowite.
Muszę powiedzieć że bardziej skłaniam się ku tej pamięci rodowej niż reinkarnacji. Reinkarnacja to dość konkretna teza i żeby ją potwierdzić trzeba by mieć znacznie więcej danych. Natomiast przekaz nieświadomy w obrębie rodziny, energetyczny, nie mówię o genetyce biologicznej, to jest zjawisko dokumentowane przez różne tradycje od wieków. Rodzina to pole energetyczne i informacje w nim krążą w sposób który my jeszcze nie do końca rozumiemy. Czy bliźniaczki mają jakieś inne dziwne zachowania, coś co mogłoby wskazywać na silniejsze połączenie z przeszłością rodu?
O matko, przeczytałem to dwa razy i mi szczęka opada! Pytanie mam takie, czy bliźniaczki wiedziały że to jest ten sam zwrot? Znaczy, czy gadały o tym ze sobą, czy to wychodziło spontanicznie bez żadnej komunikacji między nimi? Bo to by robiło ogromną różnicę!
OK to faktycznie trochę bardziej ciekawe. Dalej jednak nie wykluczam że gdzieś po drodze to usłyszały, mózg dziecka to jest czarna skrzynka, ale przyznam że dwa niezależne użycia bez komunikacji między nimi to już nie jest tak łatwo wyjaśnić przypadkiem. Co do tej reinkarnacji to mam mieszane uczucia. To znaczy nie odrzucam, ale ten konkretny zwrot może być wspomnieniem, a może po prostu być czymś głębiej zakorzenionym w rodzinie niż myślimy.
Zastanawiam sie nad jedną rzeczą. Czy dziadek był dla tej rodziny postacią ważną, centralną? Takie osoby zostawiają mocny ślad, nie tylko w pamięci żywych, ale też w tej przestrzeni którą możemy nazwać polem rodzinnym. Czasem przez sny, czasem przez zachowania dzieci które przyszły po ich śmierci. Miałem kilka takich historii od ludzi z którymi rozmawiałem przez lata i zawsze wychodzi że im silniejszy był ślad emocjonalny danej osoby, tym bardziej jego wzorce pojawiają się w kolejnych pokoleniach.
przepraszam że sie wtrącam bo nie znam sie za bardzo na tych sprawach, ale czytam i mam pytanie, czy to nie mogłoby być po prostu takie jakieś… nie wiem, telepatia między bliźniaczkami? bo słyszałam że bliźnięta mają jakieś specjalne połączenie między sobą i może jedna jakoś przekazała to drugiej nawet nie wiedząc o tym?
Czytam tę rozmowę z uwagą. Chcę dodać perspektywę której tu jeszcze nie było. W różnych tradycjach słowiańskich, w tym tych które przetrwały w zmodyfikowanej formie do dziś, wierzono że dusza przodka może zamieszkać, tymczasowo, w nowym potomku rodu zwłaszcza jeśli sprawa była niezamknięta albo jeśli przodek miał szczególne powiązanie z rodem. Nie mówię o pełnej reinkarnacji w sensie hinduskim, ale o czymś bliższym zachodniemu pojęciu obecności przodka. To by tłumaczyło dlaczego oboje a nie tylko jedno, bo przecież obie wywodzą się z tej samej linii.
Mnie właśnie to uderzyło co Anastazjaa napisała. Bo w reinkarnacji zazwyczaj mówi się o jednej duszy, jedna dusza jedna osoba. Więc jak dwie osoby mają to samo wspomnienie albo ten sam wzorzec, to albo to nie jest reinkarnacja w klasycznym sensie, albo to jest coś zupełnie innego. Coś w rodzaju… odcisku? Czy ktoś sie spotkał z tym terminem, odcisk energetyczny przodka?
Pojęcie które opisujesz, Inkantacja, pojawia się pod różnymi nazwami w różnych tradycjach. W pracy z polem rodzinnym, znasz może ustawienia Hellingera, tam mówi się o nieświadomym powielaniu wzorców przodków przez kolejne pokolenia, często zupełnie bez świadomego przekazu. To nie jest ezoteryka w wąskim sensie, to jest też obserwacja psychologiczna. Natomiast w podejściu bardziej energetycznym możemy mówić o tym co niektórzy nazywają śladem wibracyjnym, czyli pewna częstotliwość, wzorzec, który zakorzenił się w polu rodu i od czasu do czasu się ujawnia. Bliźniaczki jako dwie istoty o identycznym kodzie genetycznym i bliskim polu energetycznym mogą być po prostu bardzo czułymi odbiornikami tego śladu.
a ktos sie zastanawial czy ten zwrot to moze cos znaczyć wiecej? znaczy nie chodzi mi o same słowa ale o to ze moze dziadek przez to cos chce przekazać? ze to nie jest przypadkowe, ze celowo to przez te dzieci wychodzi?
Dobra, to mnie już totalnie wciągnęło. Znaczy, ten zwrot był jego własny, nie zaczerpnięty z przysłowia ani nic? Bo to robi kolosalną różnicę! Jedno to powiedzieć 'nie ma tego złego' albo coś co wszyscy znają, a drugie to jego prywatne wyrażenie które wymyślił sam. Jeśli to drugie, to naprawdę nie wiem jak to wytłumaczyć normalnie.
Okej, ale chwila. Zanim wszyscy wpadniemy w ten wir, chcę zapytać o jedną prozaiczną rzecz. Czy ktoś sprawdził czy może dziadek to mówił na nagraniach? Stare kasety, jakieś filmy rodzinne? Bo to by była najłatwiejsza ścieżka i warto ją wykluczyć zanim przejdziemy do reinkarnacji i pola rodzinnego.
To co pisze Diablica_71 to oczywiście rozsądne podejście i dobrze że ktoś o tym mówi. Ale chcę wrócić do czegoś ważnego, bo myślę że gubimy wątek. Niezależnie od tego czy to reinkarnacja czy przekaz rodowy czy cokolwiek innego, jest jedno pytanie które warto postawić: dlaczego teraz? Dlaczego te dziewczynki mówią to w tym momencie życia, a nie rok temu ani za rok? Czy w rodzinie dzieje się coś co mogłoby wywoływać takie przebłyski?
No właśnie, rocznica śmierci to jest coś! Jak teściowa dużo mówiła o dziadku w domu, to atmosfera w całym domu mogła się zmienić. A dzieci to czują, nawet jak nie słuchają świadomie tego co dorośli mówią. Mój mąż twierdzi że to nielogiczne, ale ja mam wrażenie że małe dzieci są jak gąbki na emocje i nastroje w otoczeniu. Nie mówię że to wyklucza cokolwiek nadprzyrodzonego, ale to dodatkowy kontekst który warto mieć.
sorki że wchodzę z innej strony ale mam pytanie, czy te bliznaczki sa identyczne znaczy jednojajowe? bo czytlem gdzies ze jednojajowe bliznięta mają bardziej zsynchronizowane co tam w mozgu i ze to moze wplywac na rozne dziwne rzeczy. nie wiem czy to ma zwiazek ale jakos mi to strzela do glowy
no właśnie, dziękuję Obsydianka.x że to powiedziałaś bo ja już miałam napisać żeby nie mieszać genetyki z metafizyką. jednojajowe = ten sam DNA to fakt. jednojajowe = ta sama dusza to już coś zupełnie innego i nie ma na to żadnych podstaw. a że są zsynchronizowane w zachowaniu to też po prostu dlatego że wychowują się razem w tym samym środowisku od urodzenia
ale hej, synchronia to synchronia, bez względu na przyczynę, nie? nawet jeśli to neurologia a nie magia, to nadal jest coś dziwnego że obie użyły TEGO SAMEGO prywatnego zwrotu który znał tylko dziadek. neurologia nie wyjaśni skąd w ogóle go wzięły!
Dobrze że Gucio to powiedział, bo ta dyskusja trochę odchodzi od sedna. Czy to jednojajowe czy dwujajowe, czy synchronia czy cokolwiek, to nie odpowiada na pierwotne pytanie skąd w ogóle mają ten zwrot. I tego nikt tu jeszcze nie wyjaśnił. Mnie zresztą bardziej interesuje coś innego, czy siostra Fasolki zamierza coś z tym zrobić, czy tylko chce wiedzieć co to jest?
To pytanie o działanie jest ważne. Zanim cokolwiek się zrobi, warto po prostu posłuchać. Nie wywoływać, nie rytualizować, nie analizować na gorąco. Dać temu oddech. Jeśli dziadek naprawdę coś przekazuje przez te dziewczynki, to przyjdzie więcej. A jeśli to był jednorazowy błysk, też nie zaszkodzi poczekać. Gorączkowe szukanie odpowiedzi bywa bardziej przeszkodą niż pomocą.
zgadzam sie z Trzygłow72, nie spieszcie sie z rytuałami ani z szukaniem medium ani niczym takim. czytałam ze takie rzeczy jak to co opisuejsz potrafią się rozwinąć same albo zamknąć same, i że wchodzenie w to zbyt mocno może zaburzyć cokolwiek się tam dzieje. ale mam pytanie do Fasolki, czy sama rozmawiałaś z siostrą o tym jak ona to przeżywa? znaczy emocjonalnie, bo to chyba ważne
o tym napięciu z mężem to też bym się nie martwiła za bardzo, u nas w domu jest podobnie, jedna osoba wierzy a druga nie i jakoś żyjemy 🙂 ale ta historia z bliźniaczkami to mnie nie daje spokoju od jak przeczytałam. mam jedno pytanie może głupie, czy ktoś zapytał te dziewczynki co miały na myśli kiedy to mówiły? czy same wiedzą skąd to mają?
hej, to pytanie mam do Gabrysi_86, bo napisałaś że twoj bratanek miał te wspomnienia o poprzednim domu. on kiedys opisywał jakieś konkretne rzeczy? bo to mnie strasznie interesuje, czy dzieci tak po prostu mowia rzeczy i nie wiedzą skąd je mają, czy jakoś inaczej to wyglada
