Od jakiegoś czasu wraca do mnie temat mumia vera, relikwii i pracy z kośćmi. Na polskim gruncie mało kto mówi o tym wprost, a historycznie europejska medycyna i magia były pełne preparatów z ludzkich szczątków. Ciekawi mnie, gdzie dziś wy stawiacie granicę, bo widzę skrajne podejścia - od "absolutne tabu" po "używam i działa". Jak to u was wygląda?
Temat rzeczywiście unikany, i to z konkretnego powodu. Większość osób pracujących w tym polu nie chce wchodzić w publiczną dyskusję ze względu na ryzyko prawne i etyczne. Ale merytorycznie - europejska mumia była standardem aptecznym przez ponad 400 lat. Paracelsus miał swoją rozbudowaną teorię na ten temat i wcale nie traktował tego jako coś niszowego. Dzisiaj inaczej to wygląda, głównie z powodu zmiany ramy prawnej, nie ezoterycznej.
Ja pracuję wyłącznie z kośćmi zwierzęcymi i w ogóle nie wchodzę w ludzkie. Nie z powodu tabu, tylko dlatego, że nie mam etycznej drogi dostępu. Mało kto pyta o to uczciwie, skąd się bierze takie materiały. A ja nie chcę uczestniczyć w łańcuchu, którego nie znam od początku.
Dobrze tu rozdzielić trzy warstwy - mumia jako preparat (paracelsjański), relikwie jako obiekty mocy (chrześcijański wariant, ale zakorzeniony w starszym), i praca nekromantyczna z resztkami konkretnej osoby. Każda ma inną logikę, inne wymagania, inną etykę. Wrzucanie tego do jednego worka prowadzi do chaosu w rozmowie.
Mam ciekawy przypadek. Dziadek był lekarzem, zostawił mi po sobie stare preparaty medyczne, w tym szkieletowy preparat anatomiczny z przełomu XIX i XX wieku. Mam to udokumentowane, legalnie. Praktykuję z tym od 15 lat. Nie powiem, żebym tego polecał każdemu, ale ta konkretna droga była dla mnie czysta od początku.
Czytam to wszystko i mam wrażenie, że podchodzicie do tematu zbyt akademicko. Czy któreś z was widziało na żywo jak ktoś faktycznie używa kości ludzkich do rytuału? Bo w Polsce raczej rzadko, ale znam osoby, które były na ceremoniach w tradycji afrobrazylijskiej i tam to jest codzienność.
