Diablica_71 ma rację że to pytanie zostało bez odpowiedzi. ale chciałam dodać jedną rzecz do wątku o bratanku który wspominałam, bo wydaje mi się ważna. on nigdy nie mówił tych rzeczy kiedy ktoś go o coś pytał. mówił tylko spontanicznie, z siebie. jak ten ogród z czerwoną bramą. i to jest wg mnie klucz, bo uczone zwroty powtarzasz kiedy ktoś ci je wcześniej powiedział. a coś co mówisz sam z siebie, bez kontekstu, to jest inne
dopytałam siostrę przez telefon właśnie. mówi że za pierwszym razem to było przy zabawie, zupełnie ni z tego ni z owego. drugi raz podobno kiedy patrzyły na zdjęcie dziadka które wisi w salonie, i wtedy obie powiedziały ten zwrot prawie równocześnie. trzeciego razu nie była pewna czy to był ten sam czy trochę inny. ale to że przy zdjęciu… to mnie jakoś uderzyło
to że powiedziały ten zwrot przy zdjęciu dziadka jest dla mnie kluczowe. zdjęcie to punkt skupienia. nie przypadek że właśnie wtedy. coś przyszło przez obraz, przez pamięć zapisaną w miejscu.
ten szczegół ze zdjęciem mnie nie dziwi, ale zastanawia mnie co innego. Fasolka napisała że za trzecim razem też tak było, przy jakimś konkretnym momencie. co to był za moment? bo to by mogło powiedzieć coś więcej o tym czy jest jakiś wyzwalacz
zostały SAME i powiedziały to? to jest chyba najbardziej niesamowity z tych trzech momentów. bo żadnego bodźca zewnętrznego, żadnego zdjęcia, nikt nie mówił o dziadku. skąd to nagle?
właśnie to mnie też uderzyło, jak one były same to nikt im nie mógł nawet nieświadomie dać sygnału. takiego… no wiecie, zmiana wyrazu twarzy jak patrzy się na zdjęcie, westchnienie, cokolwiek. dzieci są strasznie czułe na takie rzeczy
chcę wrócić do kwestii genetycznej bo myślę że za szybko ją odłożyłyśmy. jeśli chodzi o pamięć epigenetyczną, są badania które sugerują że traumatyczne lub silne emocjonalnie doświadczenia mogą zostawić ślad w ekspresji genów. to nie jest 'pamięć' w sensie wspomnień, ale pewne wzorce reakcji, może nawet skłonności językowe, mogą być przekazywane. to wciąż spekulacja naukowa, ale już nie science fiction
ten wątek z epigenetyką jest ważny ale chcę dorzucić jedną rzecz. w przypadku bliźniąt jednojajowych mamy jeszcze jeden element który rzadko się omawia, a mianowicie ich własna komunikacja. bliźnięta w tym wieku często rozwijają coś co nazywa się idioglossią, własny język albo system sygnałów między sobą. czy siostra Fasolki zauważyła czy dziewczynki w ogóle mają jakieś swoje sposoby komunikacji których inni nie rozumieją?
o właśnie tego nie wiem! to jest dobre pytanie. nie myślałam żeby o to zapytać. napiszę do siostry wieczorem
przepraszam że znowu wchodzę z czymś z innej beczki ale… ten zwrot który mówiły, to jest jedno konkretne zdanie czy kilka słów? bo przez cały wątek nikt tego chyba nie sprecyzował i zastanawiam się czy to nie jest ważne
rozmawiałam z siostrą czy mogę napisać i powiedziała że woli żeby nie podawać dokładnie, trochę czuje że to prywatne. ale mogę powiedzieć tyle że to było coś w stylu powiedzonka, charakterystyczne dla dziadka, takie jego powiedzenie którego używał w konkretnych sytuacjach. teściowa jak usłyszała to zbladła właśnie bo wiedziała że nikt inny tak nie mówił
rozumiem że siostra chce chronić prywatność ale to akurat trochę utrudnia analizę, nie? bo 'powiedzonko' to jest coś czego mogło się nauczyć sto osób, a 'specyficzny zwrot z niszowym słownictwem' to już inna sprawa. nie mówię że kłamią, po prostu sami rozumiecie
Karmelia08 ma rację co do analizy, ale też rozumiem że siostra nie chce wywieszać prywatnej historii rodzinnej w internecie. musimy przyjąć że Fasolka relacjonuje uczciwie i pracować z tym co mamy
hej, mi chodzi po głowie coś innego. teściowa zbladła. to jest mocna reakcja fizyczna. ona naprawdę była wstrząśnięta czy raczej wzruszona? bo to dwie różne rzeczy i mogą dać nam inną wskazówkę co do tego jak specyficzne było to powiedzonko
myślę że warto posłuchać tej teściowej po prostu. ona zna ten zwrot, ona wie jak rzadki był. jej reakcja mówi chyba więcej niż nasze analizowanie z zewnątrz
zgadzam się z Gabrysią. my tutaj budujemy teorie na temat czegoś o czym mamy bardzo cząstkowe informacje. może zamiast kolejnych hipotez Fasolka mogłaby zapytać siostrę o jedną konkretną rzecz: czy teściowa mogła kiedykolwiek, choćby raz, użyć tego zwrotu przy dzieciach? nawet przypadkowo, nawet wspominając męża. to jest pytanie które albo zamknie jedną furtkę albo jej nie zamknie
dobra, zapytam siostrę o teściową, to ma sens. ale chcę powiedzieć jedno, bo Lobelka i Diablica_71 macie rację że najpierw proste wyjaśnienia, ale ja tę teściową trochę znam i ona nie jest osobą która robi teatr. jak mówię że zbladła to znaczy że naprawdę coś ją uderzyło. ona nie jest taka że by udawała wzruszenie przy dzieciach żeby zbudować jakiś mit rodzinny. więc dla mnie jej reakcja to jest już jakiś dowód że to powiedzonko nie było czymś ogólnym
ok, przyjmuję to. ale właśnie dlatego to pytanie jest kluczowe, czy teściowa mogła użyć tego zwrotu przy dzieciach. nieświadomie, może w innym kontekście, może śpiewała coś, może mówiła przez telefon. mózg dziecka w tym wieku zbiera wszystko i nie ma znaczenia czy było jedno powtórzenie czy dziesięć. to nie zarzut wobec teściowej, po prostu tak działa pamięć u małych dzieci
Diablica_71 ma rację co do mechanizmu, ale jest jeszcze ten trzeci raz, kiedy dziewczynki były same. to nadal mi siedzi w głowie. nawet jeśli ktoś im kiedyś powiedział ten zwrot, to skąd synchronia? skąd jednocześnie, w momencie kiedy nikt nie patrzył i nikt nie dawał sygnału?
