Siedziałam dziś nad swoim wahadełkiem i myślałam o czymś, co mnie trapi od jakiegoś czasu. Chodzi o to, że kiedy sama badałam swoje czakry, wahadełko na Manipurze robiło mi taki nerwowy, nieregularny ruch, jakby elipsa zamiast koła. A bioenergoterapeuta, do której chodziłam kilka miesięcy temu, powiedziała że Manipura jest u mnie po prostu przymknięta, nie że rozregulowana. zastanawiam się od tamtej pory, czy to kwestia tego, że ona "czyta" przez własne pole i nakłada je na moje, czy naprawdę widzi coś, czego wahadełko nie pokaże? Czy ktoś miał takie rozejście między tym, co sama zbadała, a tym co powiedział terapeuta? xD
To jest właśnie ten temat, który cały czas gdzieś mi siedzi z tyłu głowy. Kiedy skanuję własne czakry wahadełkiem, jestem jednocześnie podmiotem i diagnostą, to nie może być obiektywne. Moje emocjonalne nastawienie tego dnia, lęk przed tym co znajdę, nadzieja że coś jest już lepiej - to wszystko idzie przez ramię, przez nadgarstek, do wahadełka. Terapeuta z zewnątrz ma przynajmniej jeden bufor.
Mam to zapisane w notatniku właściwie od roku. Testowałam się u dwóch różnych terapeutów i oba razy słyszałam co innego co do Anahaty. Jedna twierdziła ze czakra serca jest nadaktywna i dlatego mam te problemy z granicami, druga że jest zablokowana i stąd dystans w relacjach. Sama wahadełkiem dostaję za każdym razem obrót zgodny ze wskazówkami zegara, co w mojej interpretacji to aktywna czakra. Więc która wersja jest prawdziwa? Bo to zaczyna wyglądać jak rorschach, każdy widzi co chce.
Ten rozrzut wyników to jest właśnie clou sprawy. Elipsa nad Manipurą to nie to samo co brake ruchu. Elipsa może wskazywać na rozregulowanie, a nie blokadę, wiec w sumie wahadełko mogło ci dawać trafniejszy obraz niż diagnoza terapeutki. Tylko skąd wiesz jak ona interpretowała swoje odczucia? Pytałaś ją jak pracuje, czy tylko dostałaś gotowy wynik?
ehhh, szczerze? Moim zdaniem oba sposoby sa w tej samej kategorii - niepewności. Wahadełko odpowiada na mikroruchy mięśni, kturych nawet nie czujesz, a to co "widzi" terapeuta zależy od tego jak bardzoa wierzy że widzi. nie mowie że to bez wartosci ale zanim ktoś zacznie porównywać metody, warto by się zastanowić skąd w ogóle waidomo ktory wynik jest referencyjny.
To pytanie o przenoszenie stanów przez pole jest starsze niz sama bioenergoterapia jako nazwa. Każdy terapeuta pracujący kontaktowo albo na bliskim dystansie wchodzi w pewien rezonans z klientem. pytanie nie brzmi "czy tak jest",tylko "co z tym zrobić". Dobry terapeuta wie o tym i czyści się przed i po sesji. marny terapeuta nie wie że to problem. Stąd takie różnice jak opisała Lubomila - dwie osoby,dwa odczyty.
Ojej, nigdy o tym nie myślałam w ten sposób! To znaczy że idąc do terapeuty który jest akurat w złym stanie mogę wyjść z seansem pełna jego własnych blokad?? Czy to działa w obie strony,że ja też mogę na niego wpłynąć? Serio pytam,bo planuję pierwszą wizytę i teraz trochę się boję 🙂
przepraszam że się wtrącam ale nie rozumiem jednej rzeczy, jak wahadełko może w ogóle pokazywać stan czakry, skoro to tylko kawałek metalu na nitce? czy ono reaguje na coś fizycznego czy to raczej ja interpretuję intuicyjnie a wahadełko to tylko punkt skupienia uwagi? pytam bo sama próbowałam i nie wiem czy moje ruchy cokolwiek znaczą
Właśnie, Norbert dobrze to ujął. chciałam dodać że te dwa MODELE wcale się nie wykluczają i można przyjąć oba naraz, co według mnie jest spokojniejszą pozycja niż twarde opowiadanie się po jednej stronie. natomiast z praktycznego punktu widzenia - u siebie wahadełko traktuje jako jeden z kilku sygnałów, nie jako jedyne źródło informacji. kiedy wahadełko, odczucie dłonią i moje wlasne objawy fizyczne wskazują na to samo, wtedy to dla mnie coś znaczy. kiedy są rozbiezne, to też jest informacja. takie moje trzy grosze
A jak to jest z nauką diagnostyki wahadełkiem, bo chciałabym spróbować ale nie wiem od czego zacząć. Czy naprawdę każdy może się tego nauczyć czy to kwestia wrazliwosci którą albo się ma albo nie?
Wracajac do tego co napisała Errata, o tym że jesteśmy jednocześnie podmiotem i diagnostą przy samodzielnym badaniu. zaczęłam się zastanawiać czy można jakoś to ominąć, na przykład badać wahadełkiem kogoś bliskiego zamiast siebie. Tylko wtedy wchodzę w rolę terapeuty i moje pole znowu miesza. To trochę bez wyjścia. xD
No i tu jest sedno całej dyskusji. Przy diagnostyce energetycznej nie ma pozycji "poza polem". Zawsze jesteś w jakimś stanie i ten stan wpływa na to co odbierasz. Terapeuta ma ten sam problem co ty, tylko z zewnątrz, wiec bledy są innee, niekoniecznie mniejsze. To nie znaczy ze diagnostyka jest bez snesu ale ze wyniki nalezy traktować jako hipotezy do sprawdzenia przez zmianę samopoczucia a nie wyroki.
no dobra, tabelka ze skala 1-5 przy "samopoczuciu emocjonalnym" to brzmi jak cokolwiek ale nie diagnostyka czakr. Zapis subiektywny zostjae subiektywny niezaleznie od tego czy ubrany w cyfry. to nie jest zarzut do Lubomili, po prostu zaznaczam, rzeby nikt nie brał takiej tabelki za obiketywny dowod ze cos dziala.
ojej to brzmi strasznie skomplikowanie, czyli tak na prawdę ani samodzielnie ani u terapeuty nie ma pewności? Jak w takim razie w ogóle diagnozować? Rozumiem że zawsze będzie jakaś niepewność ale czy jest jakaś metoda ktura minimalizuje te błędy bardziej niż inne?
triangulacja to dobre słowo. Ja bym dodała do tej listy jeszcze jeden element, obserwację snów. Czakra serca która jest zablokowana często daje bardzo specyficzne obrazy w snach zanim człowiek w ogóle połączy to z czymkolwiek energetycznym. Więc notatnik snów jako uzupełnienie diagnostyki to nie jest wcale głupi pomysł
przepraszam że znowu pytam ale ta triangulacja, tzn łączenie kilku metod, to czy wahadełko powinno się ruszać inaczej nad różnymi czakrami? bo jak próbowałam nad swoją głową to się kręciłoi różnie i nie wiem czy to ja go kręcę nieświadomie czy naprawdę coś pokazuje. tak czy siak.
Właśnie to miałam na myśli gdy pisałam że chciałabym zbadać kogoś bliskiego zamiast siebie. 😀 tylko to mi rodzi nowe pytanie w kontekście całej tej rozmowy o przenoszeniu stanów przez pole. Jak ja jako diagnostka nie jestem czystsza energetycznie niż terapeuta, bo przecież nie robię żadnego specjalnego przygotowania przed taką sesją, to czy diagnostyka wahadełkiem u osoby bliskiej nie jest obarczona dokładnie tym samym problemem co u profesjonalnego terapeuty? Tylko że terapeuta przynajmniej wie że powinien się oczyścić, nawet jeśli nie zawsze to robi.
ale jak w praktyce wyglada to czyszczenie pola przed sesją? pytam bo słyszałem różne rzeczy, jedni mowia o wizualizacji, inni o kadzidłach, a jeden gość na jakimś warsztacie mowil że mu zajmuje to dwie minuty a inny że musi siedziec pol godziny w ciszy
no nie, przepraszam że się wtrącę z boku ale nie rozumiem dlaczego w ogóle zakładamy że pole terapeuty może "zanieczyścić" klienta. czy jest jakiś mechanizm który to tłumaczy czy to po prostu przekonanie które funkcjonuje w tej społeczności?!
ojejciu, to co napisał Norbert o tysiącach lat opisów podobnych zjawisk bardzo mi trafia. mam wrażenie że ta rozmowa kręci się trochę w kółko, bo sceptyczna strona mówi "nie ma dowodów na mechanizm" a praktyczna strona mówi "ale zjawisko jest powtarzalne". i obie strony mają rację na swoim poziomie. pytanie jest inne, czy w kontekście diagnostyki wahadełkiem to w ogóle ważne? tzn. czy rozumienie mechanizmu zmienia to jak diagnozujemy?
wracam do pytania Henryki które moim zdaniem zgubiło się w tej debacie o mechanizmach. pytała konkretnie czy jeśli ona sama nie jest "czysta energetycznie" to czy badanie bliskiej osoby ma sens. i Rydwanka odpowiedziała że różnica jest w świadomości i regularności pracy. ale chciałabym dodać coś praktycznego, bo prowadzę notatki od jakiegoś czasu. robiłam sesje na sobie i na siostrze w różnych stanach mojego "pola" i zauważyłam że największe rozbieżności pojawiały się gdy byłam wyraźnie zmęczona fizycznie, nie emocjonalnie. to mnie zaskoczyło
ale skąd w ogóle wiesz że jesteś zmęczona "energetycznie" przed sesją? znaczy Lubomila mówiła o zmęczeniu fizycznym, to jest przynajmiej jakoś mierzalne. ale to energetyczne zmęczenie to jak je sprawdzić, nie wahadełkiem chyba bo właśnie o to chodzi że morze źle odczytasz 😉
tak, sen poprzedni noc to dla mnie dosyć dobry barometr. jeśli miałam sny chaotyczne albo byłam w nich w trybie "uciekania", to wiem że moje Ajna jest podniesiona i moje skanowanie będzie z tendencją do wyolbrzymiania zagrożeń, co przekłada się na to że u badanej osoby będę "widzieć" więcej blokad niż jest. brzmi dziwnie ale mam to powtórzone wielokrotnie w notatkach
o matko, ja w ogóle nie wiedziałam że to jet tak skomplikowane. myślałam że się bierze wahadełko i tyle. a tu wychodzi że trzeba moitorować własne sny, wiedzieć jak się ma pole, robić notatki tygodniami... to trochę zniechęcające szczerze mówiąc
dobra ale wróćmy do tego co powiedział Zenek o PILOCIE i protokole. czy w tym środowisku jest jakiś uzgodniony protokół przed sesją diagnostyczną? tzn. coś więcej niż "każdy robi po swojemu"? bo jak każdy ma swój sposób to nie da się porównywać wyników między osobami
ten argument "klient czuje się lepiej" brzmi przekonująco ale jest pełen dziur. klient czuje się lepiej bo sesja trwała godzinę i ktoś na niego uważał, bo miał efekt placebo, bo jego stan i tak by się poprawił, bo aktywine zmienił coś w swoim życiu bo terapeuta go do tego zachęcił. skąd wiesz które z tych wyjaśnień jest trafne?
czytam tę rozmowę od początku i się zastanawiam, czy ktoś tu w ogóle próbował zrobić to co Henryka planuje, tzn. zbadać bliską osobę i potem porównać wynik z tym co ta osoba sama o sobie mówi? bo to byłaby chociaż jakaś minimalna weryfikacja, nie naukowa, ale praktyczna
