próbowałam kilka razy i wyniki były mieszane. raz trafiłam bardzo dobrze na blokadę Vishuddhy u kogoś kto potem sam przyznał że ma duże problemy z wyrażaniem siebie i trudności z mówieniem o emocjach. ale innym razem "widziałam" mocne rozregulowanie Manipury u osoby która jak zapytałam okazało się że właśnie skończyła terapię i czuje się bardzo dobrze z pewnością siebie. nie wiem do dziś czy mój odczyt był historyczny tzn. dotyczył dawniejszego stanu,czy po prostu się myliłam
no i Rydwanka właśnie powiedziała coś bardzo ważnego, że wyniki były mieszane. to jest przynajmniej uczciwe. bo mnie trochę drażni jak ktoś mówi że zawsze trafia i w stu procentach i że wahadełko nigdy go nie myli. chciałabym usłyszeć więcej takich historii gdzie NIE trafiło, bo to też dużo mówi o metodzie
no dobra, no i tu znowu wychodzimy na to samo. jak filtry terapeuty wpływają na odczyt to jak w ogóle wiemy że odczytujemy stan klienta a nie projekcję własnych doswiadczen? to jest problem który w psycholoigi rozwiązuje się superwizją i wlasna terapia. a tu?
ale Amethysta, superwizja w psychologii to konkretna procedura z zewnętrznym obserwatorem, protokołem, możliwością porównania. nadzór doświadczonego praktyki w tej dziedzinie to co? on też odczytuje wahadełkiem i porównuje wasze odczyty? a jak się rozchodzą to kto ma rację?
oj tam, przepraszam że znowu wchodzę ale mam takie podstawowe pytanie bo trochę się zgubiłam. czy jak dwie terapeutki porównują swoje odczyty i jeden mówi zablokowana Anahata a drugi mówi ok, to co wtedy? idą do kolejnej terapeutki żeby rozsrtzygnąć? to chyba nie ma końca
Ej, wracając do mojego pierwotnego pytania bo Silaria słusznie zauważyła że gdzieś mi to uciekło. Rydwanka opisała że raz trafiła a raz nie. i to jest właśnie to co chcę wiedzieć zanim zacznę badać moją córkę. tzn. jakie są warunki które sprawiają że jest szansa na trafienie, a jakie że się minie? bo może to jest lepsza ramka niż "czy to działa czy nie"
dorzucę do listy Rydwanki jeszcze jeden czynnik który u mnie ma znaczenie. intencja z jaką wchodzę do sesji. jak wchodzę żeby "sprawdzić czy tam jest blokada" to zupełnie inny wynik niż jak wchodzę żeby "zobaczyć jaki jest przepływ". pierwsze nastawia mnie na szukanie problemu, drugie na obserwację
to co Henryka teraz napisała to chyba najważniejsza rzecz w calym wątku. że wahadełko moze być formą skupionej uwagi a nie pomiar obiektywny. bo jak mam skupioną uwagę na drugiej osobie przez dwadzieścia minut to i bez wahadelka mogę wiecej zobaczyc niż przez tydzień codziennych kontaktów
ok ale to chyba nie jest argument za wahadełkiem specyficznie, tylko za uważnością w ogóle. równie dobrze możesz PRZEZ te dwadzieścia minut robić z córką herbatę i uważnie słuchać co mówi. efekt skupionej uwagi nie wymaga wahadełka
ale chwila, bo chcę się upewnić ze dobrze rozumiem argument Iwonki. ona mówi ze skupiona uwaga to nie jest coś specyficznego dla wahadelka, tylko ogólna właściwość uważności. ok, zgadzam sie. ale czy z tego wynika że wahadełko NIC nie dodaje? bo ja bym powiedziala że dla mnie wahadełko dziala jak taki... no, punkt skupienia, który inaczej ciągnie uwagę niż samo patrzenie na kogoś. czy to wystarczy żeby je obronić jako metode?
właściwie to co Errata opisuje jako "trzecią opcję" jest bardzo bliskie temu co w tradycji jogi nazywa się pratyahara, wycofanie zmysłów do wewnątrz. wahadełko może być tym co wymusza to wycofanie, a potem ciało mówi przez ruch. nie twierdzę że to wyjaśnia wszystko, ale to nie jest pojęcie bez korzeni
ale zaraz, bo mam pytanie które mnie od początku nurtuje i chyba nikt tego nie powiedział wprost. czy istnieje ryzyko że mama skanująca córkę może tej córce coś "przesłać" niechcący? tzn. przeniesienie stanów w drugą stronę? bo tytuł wątku mówi o przenoszeniu stanów przez pole i jakoś ta część dyskusji zniknęła
ojejku, to znaczy że jak mama będzie się bać że z córką jest coś nie tak to wahadełko może pokazać blokadę której nie ma bo mama się boi? to trochę straszne. i jak to rozróżnić?
o matko, to brzmi jak bardzo dużo warunków wstępnych żeby w ogóle zacząć. uziemienie, intencja, spokój, brak oczekiwań... i jak ktoś tego nie spełni to cała sesja do kosza? pytam serio bo zaczynam i trochę to przytłaczające
wracajac do tematu przenoszenia stanów bo Karmelia dobrze to wywolala. terapeuta zewnetrzny ma jeden warunek ochronny ktorego mama niema, tzn. brak silnej emocjonalnej historii z klientem. jak badasz obcą osobę to twoje pole jest czystsze od projekcji na nia. jak badasz córkę to masz lata historii trosk, oczekiwan, strachów. to wplywa. i nie jest to argument zeby nie badac, tylko argument zeby wiedziec w czym sie zanurza
matko, mam pytanie do całej dyskusji o przenoszeniu stanow, bo czytam to i cos mi zgrzyta. mowicie o tym ze mama moze "przeslac" corce swoj stan lekowy przez pole. ale czy ktos tu zada sobie pytanie czy corka w ogole wyrazila zgode na to skanowanie? bo to nie jest neutralna czynnosc jesli przyjmujemy ze pole jest realne ^^
no i tu muszę się zatrzymać, bo Opalinka dotknęła czegos czego sama nie powiedziałam wprost. córka wie ze interesuję się czakrami i wie że ją "sprawdzam" czasem, ale nie rozmawiałam z nią konkretnie o tej sesji. to teraz mam trochę nieswojo z tym. nie pomyślałam o tym jako o kwestii zgody, bardziej jako o trosce. ale rozumiem że to nie jest to samo
a córka ile ma lat? bo to może sporo zmienić kontekst tej rozmowy o zgodzie. jeśli jest dorosła to co innego niż jeśli jest dzieckiem, prawda? przy dziecku rodzic i tak podejmuje decyzje w wielu obszarach
tu jest tez inny aspekt ktory mnie zastanawia, tzn. w wielu tradycjach to co Opalinka nazywa "zgoda" istnieje w formie bardziej subtelnej - jako gotowość pola. jesli corka jest zamknieta albo nie chce byc dotykana energetycznie, to jej pole samo sie nie otworzy. wahadełko po prostu tego nie odczyta albo odczyta opor. wiec moze natura samego procesu zawiera w sobie ten mechanizm ochronny?
wracajac do watku zgody bo Opalinka podniosla cos waznego - mam pytanie do Henryki. czy jak rozmawiasz z corka o tym co odczuwasz to robisz to jako "wynik skanowania" czy jako otwarcie rozmowy? bo to roznica miedzy "wahadełko pokazalo ze masz blokade w anahata" a "corko,widze ze ostatnio jestes jakos zamknieta co u ciebie?". drugie jest normalna rozmowa matki z corka. pierwsze to juz cos innego
a ja mam głupie pytanie może ale. czy jak terapeuta skanuje klienta to tez pyta o zgodę wprost? bo byłam raz u bioenergoterapeutki i ona po prostu zaczęła pracować, nie pytała mnie "czy wyrazasz zgodę na kontakt energetyczny". to było oczywiste w kontekście wizyty. czy to inna kategoria?
wlasnie to mialem na mysli wczesniej piszac o tym ze tearpeuta ma wiecej ochrony przed projekcja. zogda to jest czesc tego samego zjawiska. klient przychodzi z intencja bycia skanowanym, to zmienia cale pole. nie tylko chroni terapeutę przd projekcja,i ale tez "ustawia" klienta inaczej. to jest kompletnie inna konfiguracja niz skanowaniie kogos kto o tym nie wie
ale to teraz juz nie wiem co mam myslec o całym tym skanowaniu bliskich w ogole. jak tu sie czyta te argumenty to wychodzi ze to jest albo etycznie watpliwe, albo energetycznie zagrozne dla obu stron, albo po prostu nierzetelne bo lęk mamy wchodzi do odczytu. to po co w ogole to robic?
