wrócę do tego co Wrozka pisała o chronicznym napięciu bo to mnie dotyczy. mam taki problem że prawą stronę czuję całkiem dobrze a lewa to dla mnie jakaś czarna dziura. od zawsze. i teraz się zastanawiam czy to znaczy że moje skanowanie lewej strony u innych jest zawsze do niczego albo odwrotnie, może lewą stronę u innych czuję lepiej właśnie dlatego że intuicyjnie szukam tego czego mi brakuje?
ok ale skoro tyle osób mówi że zewnętrzna weryfikacja jest potrzebna, to jak w praktyce ją robić? pytać kogoś żeby skanowal tę samą osobę w tym samym czasie co ja i potem porównywać wyniki? to brzmi jak sporo organizacji
o, diagnostyka podwójna - tego nie znałam! i co, porównujecie potem wyniki 'na ślepo' czy omawiacie wcześniej co szukacie? bo jeśli rozmawiacie przed, to możecie się wzajemnie sugerować wyniki
dobra no to te wyniki zbieżne w środku i rozbieżne na brzegach - to mnie zastanawia. to znaczy że pole ma jakby twardszy rdzeń i miękkie brzegi? bo jeśli środek wychodzi tak samo u dwóch niezależnych osób to coś tam musi być stabilnego, nie?
tak to właśnie działa i to jest ciekawe spostrzeżenie. środek czakry, czyli to co niektórzy nazywają rdzeniem worteksu, jest zazwyczaj bardziej wyrazisty energetycznie, łatwiej go wyczuć nawet mniej doświadczoną dłonią albo wahadłem. brzegi pola czakry to jest strefa gdzie zaczyna się mieszanie z sąsiednimi czakrami i z ogólnym polem auralnym. dlatego właśnie przy asimetrii tak często widać że środek jest OK a problem zaczyna się dopiero po bokach albo w jednym konkretnym kierunku.
o to jest super że to wyjaśniłaś bo ja właśnie miałam takie wyniki przy Manipurze - środek kręcił się równo i sporo, ale po lewej stronie wahadło jakby zwalniało i robiło taki boczny ósemkowaty ruch. i nie wiedziałam co z tym zrobić. myślałam że coś robię źle
no właśnie to jest pytanie które mnie gryzie. bo zakładamy że jak skanujemy siebie to mamy wgląd, ale jeśli mam chroniczny wzorzec w tej samej strefie co ktoś kogo skanuję, to mogę albo to wyolbrzymić albo w ogóle nie zauważyć. i nie wiem które jest groźniejsze diagnostycznie
oba są groźne ale z różnych powodów. wyolbrzymienie to projekcja własnego wzorca na czyjeś pole, to daje fałszywie pozytywny wynik. niewidzenie to blokada rezonansu, nie czujesz bo twoje pole jest na tej samej częstotliwości co problem i nie ma kontrastu. z mojego doświadczenia to drugie jest częstsze i trudniejsze do wychwycenia właśnie dlatego że nie zostawia żadnego sygnału, po prostu cisza
hej, ale chwila - jeśli dobrze rozumiem to mówicie że diagnostyk może nie czuć czegoś bo jest na tej samej częstotliwości co problem, czyli jakby pasuje z blokadą? to brzmi jak ten paradoks że głuchy nie usłyszy że ktoś inny jest głuchy 🙂
ale to wymaga mega dużo samoświadomości i pewnie lat praktyki żeby w ogóle wiedzieć co jest twoim miejscem a co nie? jak ktoś zaczyna to chyba nie ma pojęcia co jest jego wzorcem a co nie
właśnie i dlatego te 3 miesiące skanowania siebie to nie jest żadna fanaberia. to jest czas żeby zebrać materiał porównawczy. jak masz 90 skanów siebie z notatkami i wiesz że twoja Ajna zawsze kręci słabiej we wtorek wieczór po pracy, to masz dane. bez takich danych lecisz na improwizacji
ok ale jak mam w ogóle notować wyniki skanowania siebie jeśli dopiero zaczynam i nie wiem co jest normą a co nie? bo mogę notować wszystko ale bez punktu odniesienia to są po prostu słupki bez kontekstu
ja akurat mam wrażenie że to nieco przesadzone to całe prowadzenie notatek przez miesiące. większość bioenergoterapeutów których znam po prostu pracuje intuicyjnie i nie prowadzi żadnych tabelek. i jakoś ludzie wychodzą od nich zadowoleni. może to jest fajne jako ćwiczenie dla umysłu ale nie jest konieczne do skutecznej pracy
no dobra, racja, ale czy to nie dotyczy każdej metody, w tym twoich starannie prowadzonych notatek? jak nie masz żadnej grupy kontrolnej to co te notatki tak naprawdę weryfikują?
o, wreszcie ktoś zadał to pytanie na głos. bo też mi to chodzi po głowie od początku tego wątku. notatki są fajne jako sposób samoobserwacji, ok, ale jako weryfikacja skuteczności diagnostyki to naprawdę słabe. możesz doskonale notować swoje błędy i nie wiedzieć że są błędami
Marianka masz rację i to jest uczciwy zarzut. ale moim zdaniem notatki nie mają weryfikować skuteczności w sensie naukowym. mają pomagać wyłapać własne wzorce i systematyczne odchylenia. to jest inny cel. a kwestia weryfikacji zewnętrznej to właśnie ta diagnostyka podwójna o której pisałem wcześniej
a wracając do tej asymetrii Zdzichu z początku wątku - bo troche zgubiłam wątek - czy po tej całej dyskusji o uziemieniu i wzorcach masz jakiś plan żeby sprawdzić czy ta lewa strona to twój wzorzec czy faktyczna różnica w polu? bo to chyba zostało bez odpowiedzi
ha, ważne pytanie i właściwie nie mam jeszcze konkretnego planu. myślę żeby poprosić kogoś z forum kto jest w mojej okolicy o taką właśnie diagnostykę podwójną. ewentualnie spróbować wariant ze zdjęciem i porównać wyniki zdalne z bezpośrednimi. ale szczerze mówiąc to ta cała rozmowa skłoniła mnie żeby najpierw przez jakiś czas skrupulatniej skanować siebie zanim wyciągnę wnioski o tej asymetrii
hej, czytam ten wątek od początku i mam pytanie które mnie nurtuje - skoro mówicie że diagnostyk musi znać swoje wzorce żeby nie projektować, to jak to działa kiedy ktoś skanuje zdalnie? bo przy skanowaniu zdjęcia to chyba jeszcze trudniej odróżnić co jest twoje a co cudze, nie?
to bardzo trafne pytanie i wbrew pozorom zdalne skanowanie ma jedną przewagę nad bezpośrednim - mniejszy kontakt fizyczny to mniej bodźców które mogą przytłoczyć własne odczucia diagnostyka. ale ma też wadę: łatwiej jest projektować coś z wyobraźni kiedy nie ma żadnej weryfikacji przez ciało. więc odpowiedź brzmi: jest inaczej, niekoniecznie łatwiej ani trudniej. zależy od konkretnej osoby i jej kanału odbiorczego
ale Wrozka - skoro mniej sygnału to jak to jest w ogóle wiarygodne? bo mi to trochę brzmi jak że robimy z konieczności coś słabszego i udajemy że to tak samo wartościowe. i to właśnie chciałam spytać od jakiegoś czasu w tym wątku
no właśnie, i wracając do całego tego tematu z uziemieniem - bo chyba trochę nam uciekł - czy ktoś próbował robić diagnostykę wahadełkiem raz uziemiony a raz nie i porównać wyniki? bo cała ta dyskusja jest trochę w próżni jeśli nikt tego faktycznie nie przetestował na sobie
ja robiłam. przez jakieś dwa tygodnie zapisywałam przy każdym skanowaniu czy wcześniej stałam boso na ziemi albo robiłam uziemienie przez wizualizację, czy nie. wyniki nie były spektakularnie inne, ale zauważyłam że bez uziemienia wahadełko bardziej błądziło - takie chaotyczne mikropoprawki zamiast stabilnego ruchu. trudno to inaczej opisać
tak, dokładnie to. wynik końcowy czakra blokada albo nie, to było podobne w obu przypadkach. ale samo wahadełko zachowywało się inaczej - bardziej stabilnie po uziemieniu. jakby operator był spokojniejszy, mniej drżący
okej więc to znaczy że uziemienie bardziej uspokaja diagnostyka niż zmienia pole które czyta? to ciekawe bo to trochę inaczej niż myślałam. myślałam że uziemienie jest potrzebne żeby się nie połączyć z polami obcymi albo żeby nie zabrać czegoś od kogoś
Cynobryt - te dwa efekty nie wykluczają się. uziemienie stabilizuje diagnostyka, co przekłada się na czytelniejszy odczyt. i jednocześnie służy jako ochrona przepływu - kiedy masz korzeń aktywny i połączenie z ziemią, obce energie mają mniej przestrzeni żeby osadzić się w twoim polu. to nie jest jedno albo drugie, to są dwa aspekty tego samego stanu
kurcze, czyli bez uziemienia dosłownie możesz zabrać coś od kogoś kogo skanujesz? i potem tego nie wiesz i chodzisz z tym? to trochę niepokojące jeśli zaczynam i nie wiem co robię
