Zastanawiam sie od jakiegos czasu nad czyms, co pewnie brzmi dziwnie nawet jak na to forum - czy faza ksiezyca ma wplyw na to, jak odczytujemy czakry? Pytam bo sama praktykowalam skanowanie wahadlem i wyniki potrafily sie roznic niemal diametralnie w zaleznosci od tego, kiedy siadalam do sesji. Przy pelni wahadlo szalalo nad Swadhisthana i Anahata, przy nowiu prawie stalo. Myslacie, ze to kwestia faktycznych zmian w energii, czy moze sama jestem bardziej "otwarta" w roznych momentach miesiaca i to wplywa na wyniki? Ciekawa jestem waszych obserwacji.
O, temat w sam raz dla mnie bo dokladnie to samo zauwazylam! Przy pelni mam wrazenie, ze wszystko jest bardziej intensywne - czakry jakby bardziej "glosne", wyrazne. Wahadlo nad Manipura przy pelni robi mi takie szerokie kola, ze az sie zdziwilam. Przy nowiu to samo miejsce - ledwo drga. Ale z drugiej strony zastanawiam sie czy to nie jest tak, ze przy pelni jestesmy po prostu bardziej pobudzone emocjonalnie i to wplywa na nasze odczuwanie, nie na same czakry? Trudno to rozgryznac.
Kwestia warta rozpatrzenia, bo ma kilka warstw. Tradycje, ktore lacza chakry z cialem subtelnym, czesto wskazuja na zwiazek z rytmami naturalnymi, w tym lunarnym. W tantrze i niektorych szkolach ajurwedyjskich mowi sie o tym, ze plyny w ciele, a co za tym idzie energie prana, podlegaja cyklom ksiezycowym podobnie jak oceany. Pelnia to czas gdy prana ma byc naturalnie bardziej aktywna - co mogloby wyjasnic latwiejsze odczyty. Nowiow tradycyjnie traktuje sie jako czas introspekcji i "wciagania" energii do wewnatrz, nie ekspansji. Pytanie dotyczy jednak nie tyle czy jest jakis wplyw, ale co tak naprawde mierzy wahadlo - stan czakry czy stan skanujacego?
Hm, skanowalam sie kiedys wahadlem kilka razy w tym samym tygodniu i wyniki sie rozily od siebie, ale nie zwracalam wtedy uwagi na faze ksiezyca. Teraz mysle ze moze warto bylo to zapisywac. Ale mam pytanie do was - czy skanujecie sie sami czy ktos inny was skanuje? Bo wyobraze sobie ze jak sama siebie skanujesz, to twoje nastawienie emocjonalne w danym dniu jeszcze bardziej wplywa na wynik, prawda?
Ja zapisuje od kilku miesiecy i to jest wlasnie baza mojego pytania. Mam maly zeszyt gdzie notuje date, faze ksiezyca (przyblizenie), czakre, kierunek obrotu i amplituda. I widze pewne wzorce, ale nie chce wyciagac wnioskow bo mam za malo probek. Przy nowiu czakra korony i trzeciego oka sa u mnie bledsze, przy pelni Swadhisthana i Anahata - zdecydowanie silniejsze. Ciekawe czy to sie powtarza u innych, czy to moj indywidualny rytm.
No to teraz mam pytanie - czy to by nie oznaczalo ze skoro ksiezyc ma wplyw, to moze tez sama pora dnia ma znaczenie? Bo skoro jestesmy wrazliwsi na rozne energie w roznych fazach miesiaca, to chyba i rano kontra wieczor by sie roznialo? Myslalem ze to raczej staly odczyt, taki jak temperatura ciala, nie ze zmienia sie co kilka godzin. Troche mi to miesza w glowie.
A ja wlasnie mysle ze pora dnia TEZ ma znaczenie i nie wyklucza tego co mowi Zisia o fazach. To sa chyba dwa oddzielne rytmy, krotszy dobowy i dluzszy miesiczny. Czytalam kiedys ze rano czakry sa "na nowo" po odpoczynku, wieczorem juz troche przepracowane albo odwrotnie - nabite emocjami dnia. Wiec moze wyniki ranne vs wieczorne tez by sie rozily. Ktos probowal porownywac?
To co mowicie o rytmach przypomina mi troche to jak sie pracuje z runami - tez sa momenty w cyklu roku i miesiaca ktore uwaza sie za bardziej sprzyjajace. Nie chodzi o to ze energia jest "inna", raczej o to ze my jestesmy w innym stanie odbioru. Jak odbiornik radiowy ktory lepiej lapie sygnal w dobrych warunkach. Moze czakry sa cale czas takie same, a to my sie zmieniamy i stad rozne odczyty? To by tlumaczylo dlaczego dwie osoby skanujace to samo moga dostac inne wyniki w tym samym momencie.
No i tu dochodzimy do sedna ktore mnie interesuje bardziej niz sama faza ksiezyca. Jezeli odczyty moga sie roznic miedzy skanujacymi, i moga sie roznic u tej samej osoby w zaleznosci od pory - to co wlasciwie mierzy skanowanie? Stan chwilowy? Pewien sredni stan? A moze to jest bardziej snapshot naszego aktualnego "nastroju subtelnego" niz obiektywny stan czakry? Pytam serio, nie retorycznie, bo jesli tak, to diagnostyka przez wahadlo wymaga jeszcze wiekszej ostroznosci niz myslalam.
Czytam to wszystko i mam pytanie praktyczne - no dobra zalozmy ze faza ma wplyw. To co z tego wynika dla diagnostyki? Czy powinnam zawsze skanowac w tej samej fazie zeby miec porownywalne wyniki? Czy moze odwrotnie, warto skanowac w kilku fazach zeby zobaczyc pelniejszy obraz? Bo jak rozumiem to co mowi Zisia, jej notatki pokazuja wzorzec, ktory jest ciekawy wlasnie dlatego ze widac go przez caly cykl, nie tylko w jednym momencie.
Hmm, to brzmi logicznie ale mam watpliwosc. Skad wiemy ze blokada "znikajaca" przy pelni to przejsciowa a nie po prostu ze pelnia maskuje ja? Moze rzecz w tym, ze pelnia podkrecila ogolnie energie i blokada dalej jest ale otoczona wiekszym przeplywem? Troche jak zator w rurze - jak zwiekszysz cisnienie to woda moze przeleciec mimo zatoru, ale zator nadal jest. Nie mowie ze wasza interpretacja jest zla, po prostu zastanawiam sie czy to jest jedyna mozliwa.
Ten przyklad z rura jest swietny, Firletka. To mi daje do myslenia. Wiec moze skanowanie przy nowiu jest wlasnie tym momentem kiedy latwo zobaczyc gdzie sa prawdziwe problemy, bo nie ma tego ksiezycowego "wzmocnienia"? Ale z drugiej strony sama nie wiem czy potrafilabym wtedy w ogole cos poczuc, bo przy nowiu jestem zazwyczaj bardziej przygaszona i mam mniejsza wrazliwosc.
Zaglądam tu i mam mieszane uczucia. Z jednej strony te obserwacje sa ciekawe i Zisia ma konkretne notatki, co juz jest lepsze niz teoretyzowanie. Z drugiej strony - czy ktokolwiek tu probowal zrobic cos bardziej systematycznego? Np. ta sama osoba skanowana przez kogos innego (nie autoskanowanie) w tych samych fazach przez kilka miesiecy? Bo bez jakiejs kontroli nie wiemy czy to faza, nastroj, pogoda, stres w pracy, czy cokolwiek innego wplywa na wyniki.
Ta rozmowa sprawia ze zaczynam myslec o tym inaczej. Moze zamiast pytac "czy faza wplywa na wynik" powinno sie pytac "co jest stalym elementem czakry a co zmiennym". Jak w runach mamy wibracje symbolu ktora jest stala i jest kontekst rzutu ktory jest zmienny. Moze blokada czy zastoj to cos stalego, a natezenie przeplywu to cos zmiennego i modulowanego przez faze, pore dnia, samopoczucie. I wtedy diagnostyka powinna byc wielowarstwowa, nie jedno skanowanie tylko seria.
Nie pisalam jeszcze nic ale to jest bardzo ciekawy watek i mam jedno pytanie do wszystkich - czy ktos kto robi skanowanie czakr dlonia (nie wahadlem) tez zauwaza roznice w zaleznosci od fazy? Bo zawsze wydawalo mi sie ze dlonia jest nieco inaczej, bardziej bezposrednio niz przez wahadlo, i ciekawa jestem czy ta metoda tez ulega tym wahaniom.
Dobre pytanie bo ja wlasnie robiłam to dlonia i wydaje mi sie ze to jest bardziej... hmm, jak to powiedziec... bezposrednie? Wahadlo to zawsze jest ten posredni krok przez reke i instrument, a dlonia czujesz od razu. Ale wracajac do faz - nie mierzylam systematycznie, tylko mam takie ogolne wrazenie ze przy pelni te impulsy sa mocniejsze, bardziej wyrazne. Choc nie wiem czy to znaczy ze 'wiecej tam jest' czy ze ja jestem bardziej wrazliwa wtedy. Ciezko to rozdzielic.
Ale hej, chwila - czy to nie moze byc po prostu sugestia? Bo my wszyscy 'wiemy' ze pelnia to wiecej energii, nów to mniej, i to jest taka mocno zakorzeniona narracja. Jesli przed skanowaniem myslimy 'pelnia, wiec bedzie silniej', to moze nasza dloni/wahadelko po prostu to potwierdza? Nie mowie ze tak jest na pewno, ale to troche mnie niepokoi jesli chodzi o wnioski z tych obserwacji.
Gnostyk trafil w cos waznego. Sa badania nad percepcja somatyczna ktore pokazuja ze oczekiwanie naprawde zmienia odczucia fizyczne - nie tylko interpretacje, ale sam odczut. Wiec tak, mozemy sobie 'sugererowac' cieplo jesli mocno wierzymy ze ma byc cieplo. To nie znaczy ze tak jest u kazdego i zawsze, ale to realna mozliwosc. I dlatego te notatki Zisi sa cenne - bo jezeli ona zapisuje bez nastawienia 'co ma byc', tylko po prostu co jest, to dane sa czystsze.
Wlasnie staram sie nie miec nastawienia z gory, dlatego to notuje zamiast zapamietywac. Pamiec zawsze troche koloryzuje w strone tego co chcemy zobaczyc. Ale mam pytanie do Firletki - co wedlug ciebie bylaby metoda ktora by to wyeliminowala? Bo jakbym skanowala nie wiedzac ktora jest faza, to tez nie jest latwe do zrobienia przeciez...
No i to jest wlasnie pulapka. Nie wiem jak to wyeliminowac calkowicie. Moze jakies sledze na okno zamiast kalendarza? 🙂 Serio mowiac, chyba nie da sie zupelnie, bo rytm miesiac sie czuje w roznych rzeczach. Ale mozna probowac nie patrzec na kalendarz przed skanowaniem, zapisywac wyniki, a potem sprawdzac z ktora faza bylo. Niekiedy mamy poczucie fazy z ciala bez sprawdzania daty.
Ok ale to juz brzmi jak eksperyment naukowy a nie praca z czakrami heh. Mam wrazenie ze jak za bardzo prubujemy to 'udowodnic' to tracimy ta naturalna wrazliwosc ktora jest podstawa w ogole. Nie znaczy ze notatki sa zle, ale moze zbyt duze skupienie na metodzie blokuje samo odczuwanie? To troche paradoks
Dobrusia ma cos na rzeczy ale tez nie do konca. W runach jest rozroznienie miedzy rzucaniem z pytaniem a rzucaniem z otwartoscia - i oba podejscia maja wartosc, tylko inne. Moze tu podobnie, skanowanie z notowaniem i skanowanie 'czyste' daja rozne informacje i obie sa uzyteczne. Nie musi byc konflikt miedzy rygorema a wrazliwoscia.
ja bym wrócil do pytania Hematytki o dloni bo mi sie to krecilo po glowie. jak skanuje dlonia to mam wrazenie ze dostaje wiecej niz kiedy patrze na wahadlo. jak patrzysz na wahadlo to troche odpływasz od samego odczuwania, koncentrujesz sie na ruchu. dloni wymaga ze tak powiem bycia w sobie. czy ktos jeszcze tak to czuje?
No wlasnie dlatego pewnie dloni jest trudniejsza do zapisania. Co sie wpisze do zeszytu? 'Czulam ze cos jest nie tak'? 😀 Ale to ciekawe co mowi Sylwek, bo ja tez mam wrazenie ze wahadlo troche odciaga uwage od samego skanowania. Choc moze dla niektorych wlasnie ta zewnetrzna informacja zwrotna jest potrzebna, zeby nie zwatpic w to co sie czuje.
Wracam do glownego watku bo troche odeszlismy. Zisia - czy w twoich notatkach masz tez zapisane co sie dzialo z tobą emocjonalnie w tych roznich fazach? Bo zastanawiam sie czy mozna byloby oddzielic 'stan czakry' od 'twojego stanu w danym dniu' ktory tez zalezy od fazy. To chyba najtrudniejszy element calej ukladanki.
To jest w sumie klucz do calej tej dyskusji. Jesli czakry i nastroj sa 'jednym' to mierzac czakry mierzysz nastroj i kolo sie zamyka. Wtedy mowienie o 'wplywie ksiezyca na czakry' to to samo co mowienie o 'wplywie ksiezyca na nastroj' - co jest juz udowodnione statystycznie przynajmniej w pewnym stopniu. Wiec moze w ogole nie trzeba dodawac czakr do rownania?
Malgosia stawia teze ktora jest logicznie spójna, ale pomija jeden poziom. W tradycjach ktore pracuja z czakrami zaklada sie ze to nie jest relacja jednokierunkowa - czakry wplywaja na emocje tak samo jak emocje na czakry. I jezeli rytm lunarny wplywa na cialo fizyczne (co wiemy - plyny, hormony, rytm snu), to moze wplywac na cialo subtelne bezposrednio, nie tylko przez emocje. To jest inna hipoteza niz 'ksiezyc zmienia nastroj i tyle'.
