to co pisze Turmalinka o dawaniu etykiety tylko dlatego że ktoś jej chce, to mnie uderzyło. bo ja sama chyba tego właśnie szukam czasem u innych, żeby ktoś mi powiedział 'tu masz problem' i czułabym że coś zostało... no właśnie, widziane. ale to jest chyba zupełnie inna potrzeba niż faktyczna diagnostyka, tak?
a mam pytanie trochę z boku, bo to co czytam cały czas zakłada że skanujący ma jakieś wyczucie pola. ale co jeśli ktoś po prostu tego nie ma? tzn czy jest jakaś metoda która działa bez tego 'odczuwania' albo jest obiektywna w jakiś sposób, bo wahadełko też zależy od tego kto je trzyma
i właśnie tu wychodzi dlaczego to jest takie problematyczne przy traumie. jeśli metoda jest z założenia subiektywna i zależy od kompetencji skanującego, to stawianie na jej podstawie czegokolwiek komuś kto jest w kruchym miejscu psychicznie, to jest poważne ryzyko. i to niezależnie od dobrych intencji
zgadzam się z Pandorą i chcę dodać coś czego tu jeszcze nie było. przy osobach po traumie samo pole energetyczne reaguje inaczej, bo ich układ nerwowy jest stale w trybie 'strzeż się'. to oznacza że to co czujemy jako skanujący, może być faktycznie informacją o tym stanie, ale interpretacja tego jako 'blokada czakry' jest uproszczeniem. ciało w stanie przewlekłego pobudzenia wydziela inaczej, oddycha inaczej, trzyma napięcia inaczej. i to wszystko wpływa na pole. więc zanim w ogóle mówię o czakrach, ja staram się poczuć czy osoba jest w ogóle obecna w swoim ciele
Krokusik pisze o dysocjacji i to jest słowo którego chyba nie powinnyśmy używać zbyt lekko. bo dysocjacja to termin kliniczny i jeśli zaczynamy go wplatać w pracę energetyczną to wchodzimy na teren psychologii a nie czakr. mam wrażenie że w tej dyskusji coraz bardziej mieszamy dwa różne języki i to może być mylące
Wieslawka ma rację że to jest ważne rozróżnienie. ale z drugiej strony praca z ciałem i praca z polem energetycznym siłą rzeczy dotykają tych samych zjawisk co psychologia, tylko opisują je innym językiem. ja nie stawiam diagnozy psychologicznej, ale rozpoznawanie że ktoś jest odcięty od swojego ciała, to jest coś co czuję zanim jeszcze zacznę skanować. i to rzutuje na to jak prowadzę sesję, czy w ogóle ją prowadzę tego dnia
to co mówi Turmalinka o tym że czasem w ogóle nie zaczyna sesji, to jest chyba najbardziej szczere w całym wątku. bo często się czyta że praca energetyczna 'nie zaszkodzi', a tu jest wprost powiedziane że może nie być odpowiednim momentem. to jest właśnie ten element ochrony o którym jest temat
przepraszam że może naiwne pytanie, ale jak się poznaje że to nie jest odpowiedni moment? tzn co sprawia że decydujesz że dzisiaj nie? czy to jest cos co mówi sama osoba, czy to ty to czujesz, czy jedno i drugie?
wow, nie spodziewalem sie ze to jest az tak złozone. myslałem ze skanowanie to cos takiego co sie po prostu robi na początku sesji zawsze. dziekuje za te wyjaśnienia, naprawde, dużo rozumiem przez ten wątek którego bym sam nie pytał
mnie ciekawi jeszcze jedna rzecz. czy ta ochrona o której jest tytuł, dotyczy tylko osoby skanowanej, czy też skanującego? bo czytałam wcześniej gdzieś że przy osobach po silnej traumie energetyk też może cos przejąć. czy to jest realne czy mit?
przy tym temacie bym powiedział krótko: nie ma żadnego potwierdzonego mechanizmu przejmowania energii, ale empatyczne przeciążenie jest udokumentowane i realne. jeśli ktoś pracuje blisko z traumą bez odpowiedniej higieny psychicznej, wypalenie jest kwestią czasu. i nie trzeba wywoływać teorii o polach energetycznych żeby to uzasadnić. wystarczy że ktoś jest w pracy pomocowej bez superwizji i bez granic
to co Bolo pisze ma sens i mnie to trochę uwalnia, bo zawsze mnie trochę stresowało to myślenie że mogę 'zabrać' coś od klienta. ale wracając do tematu, ta kwestia ochrony skanującego jest jednak istotna przy pracy z traumą bo jeśli terapeuta jest przeciążony, to gorsza jest też jakość jego odczytu, prawda?
dokładnie i dlatego własna higiena energetyczna to nie jest opcja tylko konieczność. ja przed każdą sesją robię krótkie uziemienie, a po każdej sesji z osobą w kryzysie robię pełne oczyszczenie pola, cokolwiek to dla kogo znaczy. dla mnie to jest wizualizacja przepływu przez kanały i kilka minut w kontakcie z ziemią, dosłownie boso na trawie jeśli mogę. i to jest tak samo obowiązkowe jak mycie rąk dla lekarza. nie dlatego że 'przejmuję energię' w jakimś magicznym sensie, ale dlatego że te sesje zostawiają ślad i trzeba o to dbać
ta rozmowa jest dla mnie bardzo wartościowa bo właśnie zaczynam pracować z kamykam i zastanawiałam się czy robić sesje litoterapii dla koleżanki która miała trudny rok. po tym co tu czytam chyba jednak poczekam i najpierw zapytam jej jak się czuje i czy tego w ogóle chce, zamiast zakładać że to jej pomoże
czytam ten wątek od początku i mam pytanie do Turmalinki, bo napisałaś że czujesz że pole jest 'kruche jak cienka błona'. jak długo pracujesz żeby to rozróżniać? bo ja jak przykładam dłoń to czuję ciepło albo nie czuję nic i nie mam pojęcia czy to moje własne ciepło czy coś realnego
żeby nie zgubić wątku, bo Jasminowa07 napisała że poczeka z sesją dla koleżanki. i to jest akurat dobra decyzja, ale chcę powiedziec wprost: czekanie nie wystarczy. samo zapytanie 'czy chcesz sesji' to za mało jeśli osoba nie wie co to sesja kamykami i co może poczuć. zgoda musi byc świadoma a nie grzecznosciowa
właśnie, i to jest ciekawe bo temat jest o ochronie w skanowaniu, a tu wychodzimy na kwestię świadomej zgody która jest szerszym problemem. mam wrażenie że w środowisku energetycznym ta zgoda bywa traktowana zbyt powierzchownie, tzn ktoś pyta 'mogę?' i jak tamten mówi ok to już jest 'mam zgodę'. ale przy traumie to nie tak działa
no ale Drakona, to samo można powiedzieć o masażu, o fizjoterapii, o każdej pracy z ciałem. nie rozumiem dlaczego praca energetyczna miałaby tu mieć inne standardy. zgoda jest zgodą
Drakona ma tu rację i dodam coś konkretnego. przy osobach po traumie ciało bywa wytrenowane żeby mówić 'ok' nawet kiedy ok nie jest. to mechanizm przetrwania, fachowo mówi sie na to fawning, czyli ugrzecznianie. osoba dosłownie nie umie powiedzieć nie, nawet kiedy chce. więc pytanie 'czy mogę?' może dostać odpowiedź tak nie dlatego że ona chce, ale dlatego że nie umie odmówić
o rany, to jest coś o czym kompletnie nie myślałam. czyli jak ktoś mówi tak to i tak nie możemy byc pewne że naprawdę chce. jak w ogóle wtedy pracować z taką osobą?
to co pisze Krokusik o fawning to jest ważne i prawdziwe, ale chcę zapytać: czy energetyk w ogóle powinien te rzeczy wiedzieć i rozpoznawać? bo to jest wiedza psychologiczna. mam wrażenie że robimy tu z energetyka trochę psychologa i nie wiem czy to jest właściwe
Promyczka dotknęła czegoś co mnie uwiera przez całą tę dyskusję. każda kolejna rzecz którą powinien wiedzieć energetyk przy traumie, to jest kolejny obszar który należy do terapii. na jakim etapie powiemy sobie szczerze że może to po prostu nie jest praca dla energetyka?
Pandora i Promyczka stawiają ważne pytanie i nie chcę go zbagatelizować. ale myślę że jest różnica między byciem psychologiem a byciem uważnym człowiekiem. żeby rozpoznać że ktoś jest w kryzysie, nie potrzebujesz dyplomu. potrzebujesz obecności i minimalnej wiedzy o tym jak trauma działa na ciało. to nie jest robienie terapii, to jest odpowiedzialność
ale Turmalinka to jest właśnie ta szara strefa która mnie niepokoi. 'minimalna wiedza' u każdego jest inna. jedna osoba przeczyta artykuł i poczuje się kompetentna, inna skończy kurs i nadal będzie ostrożna. nie możemy zakładać że każdy energetyk ma ten sam poziom tej 'minimalnej wiedzy'
no ale to jest problem z kazdą dziedzina, nie tylko energetyczna. fryzjer tez moze niechcacy dotknac traumy jesli ktos ma zle wspomnienia zwiazane z wlosami. chyba nie powiemy ze fryzjer nie powinien pracowac z nikim po traumie 🙂 problem jest ze energetyk wchodzi glebiej i to trzeba wziac pod uwage
hmm, to porównanie z fryzjerem troche mnie zaskoczylo ale chyba rozumiem co Opalinka ma na mysli. ze to nie jest specyficzne dla pracy energetycznej tylko ze ta praca ma wiekszy potencjal uruchomienia czegos. czy dobrze rozumiem?
wchodze trochę z boku bo przez chwilę śledziłem dyskusję i chcę dodać coś o czym nie było. w tradycjach tantrycznych praca z energią u osoby po traumie miała bardzo konkretny protokół: najpierw budowanie zaufania przez wiele spotkań bez żadnej pracy energetycznej, potem stopniowe wprowadzanie. to nie był wymysł, to była zasada. my to gdzieś po drodze zgubiliśmy
