okej ale rozumiem że ta rozmowa jest ważna, tylko mam wrażenie że za dużo tu teoretyzowania a mało konkretów. co w praktyce ma zrobić ktoś taki jak ja kto chce pomóc bliskiej osobie po traumie? mam w ogóle nie próbować? bo to trochę wynika z tej dyskusji
dokładnie to chciałam powiedzieć. Sasanka, pytanie nie brzmi 'pomagać czy nie', tylko 'co konkretnie robić'. skanowanie czakr to jedno, bycie obecnym to drugie. nie każda forma wsparcia wymaga wchodzenia w pole energetyczne
a ja mam pytanie które mnie nurtuje od początku tej dyskusji - czy samo skanowanie bez 'pracy' w sensie przesuwania energii, to już jest ingerencja? bo miałam sesję gdzie ktoś mi tylko 'czytał' pole i powiedział co widzi, nie robił nic korygującego. czy to też może być ryzykowne przy traumie?
Turmalinka, nie przesadzajmy z tym porównaniem do fizyki kwantowej, bo to jest trochę naciągane. fizyka kwantowa dotyczy cząstek subatomowych, nie ludzkich pól energetycznych. rozumiem co chcesz przekazać ale takie analogie trochę obniżają wiarygodność całej rozmowy
wracając do pytania Irenki - w tradycjach które znam rozróżnia się właśnie między obserwacją a interwencją. samo skanowanie jest kontaktem, ale pasywnym. problem zaczyna się kiedy praktyk reaguje emocjonalnie na to co widzi, bo wtedy jego energia wchodzi w pole klienta niezależnie od intencji. u osoby po traumie pole jest często bardzo reaktywne i może 'złapać' tę emocję praktyka
to co Tadek pisze o reaktywności pola mnie bardzo trafia. kiedys bylam na sesji i kobieta która mnie skanowała miała wyraźnie twarz pelną wspolczucia i ja to poczułam fizycznie, jakby ktoś mnie dotknął. czy to jest właśnie to o czym mówisz?
neutralność versus chłód, to ważne rozróżnienie Tadek. i dodam że neutralność to nie jest coś co się osiąga raz i ma się na zawsze. to jest coś co trzeba aktywnie utrzymywać podczas sesji. widziałam praktykantów którzy na początku sesji są spokojni a potem kiedy pole jest ciężkie zaczynają sami dryfować. i to jest moment kiedy sesja przestaje być bezpieczna
Krokusik to jest cos co mnie troche przeraża szczerze mowiac. czyli nawet dobry praktyk moze stracic te neutralnosc i klient o tym nie wie? jak osoba ktora idzie na sesje ma to rozpoznac?
a co to właściwie jest ta superwizja w kontekście pracy energetycznej? bo znam to słowo z kontekstu terapii ale nie wiem czy środowisko energetyczne ma jakiś odpowiednik tego
szczerze? w większości środowisk energetycznych w Polsce nie ma żadnego formalnego odpowiednika superwizji i to jest moim zdaniem jeden z największych problemów o których rozmawiamy. każdy sobie chodzi na kursy, dostaje dyplom i pracuje. zero systemu sprawdzenia. to nie jest zarzut wobec konkretnych osób tylko wobec tego jak środowisko funkcjonuje
no dobra ale jak to w ogole rozwiazac? nie mozna chyba zmusic wszystkich energetykow do chodzenia na superwizje jesli nie ma zadnej instytucji ktora by to wymuszala. czy jest w ogole jakies forum, stowarzyszenie, cos takiego dla energetykow w Polsce?
jest kilka stowarzyszeń bioenergoterapeutycznych ale szczerze, ich standardy są bardzo różne i część z nich to bardziej towarzystwo wzajemnej adoracji niż realna weryfikacja. nie chce wymieniać nazw ale kto szuka ten znajdzie. i tak, brak systemowej superwizji to realny problem
wracając trochę do wątku Irenki bo mnie to nie puściło. jeśli samo skanowanie jest już kontaktem, to czy istnieje coś takiego jak 'bezpieczne odległość' przy skanowaniu? to znaczy czy robiąc to na przykład przez wahadełko nad zdjęciem zamiast bezpośrednio nad osobą, ryzyko jest inne?
akurat tutaj Turmalinka mam wrażenie że jest coś ważnego. praca bez wiedzy osoby to jest już całkiem inna kategoria etyczna niż praca bezpośrednia za zgodą. nie zrównywałabym tych sytuacji
no i tu jest właśnie sedno, Turmalinka ma rację że to inna kategoria etyczna, ale nie wyciągnęłaś z tego wniosku do końca. praca na odległość bez wiedzy osoby to moim zdaniem w kontekście traumy w ogóle nie powinna być rozważana. bo co to znaczy że ktoś 'skanuje' moje pole bez mojej zgody? nawet jeśli ma dobre intencje? to jest naruszenie i koniec.
a ja mam wrażenie że trochę zaczęłyśmy odbiegać od tego co mnie najbardziej nurtuje, czyli czy w ogóle jest bezpieczne skanowanie czakr u kogoś kto ma traumę, niekoniecznie na odległość. Wieslawka i Turmalinka dyskutujecie o zgodzie, ale co z sytuacją kiedy ktoś przychodzi z własnej woli, prosi o pomoc i nie wie że ma traumę? bo to chyba najczęstszy przypadek?
Tadek no właśnie! wyczuje i co? powie? nie powie? bo mi się zdarzylo ze bioenergoterapeuta powiedział mi w połowie sesji 'czuję tutaj coś ciężkiego, jakieś stare rany' i ja od razu się rozkleiłam totalnie. nie byłam na to gotowa. on tego nie chciał, byłwrażliwy, ale po prostu nie wiedział jak to obsłużyć. i co wtedy? sesja zmieniła się w coś dla czego żadne z nas nie było przygotowane
czytam tę rozmowę i myślę sobie że to co tu opisujecie to nie jest margines, to jest codzienność w tej branży. większość sesji energetycznych nie jest robiona przez ludzi po jakimkolwiek treningu psychologicznym. i nie mówię że to musi być terapeuta, ale jakaś minimalna wiedza o tym czym jest trauma i co się wtedy z człowiekiem dzieje, to chyba nie jest za wiele wymagać? a pytanie Opalinki mnie nie puści, jak klient ma to w ogóle rozpoznać że coś poszło nie tak podczas sesji?
