Chciałam poruszyć temat który mnie ostatnio bardzo nurtuje, bo zetknęłam się z nim w praktyce. Czy kiedy robimy skanowanie czakr u osoby po ciężkiej traumie, to jest jakoś szczególnie ryzykowne - dla niej czy dla nas? Mam na myśli konkretnie sytuację gdzie ktoś ma za sobą np. przemoc albo wypadek i przychodzi po raz pierwszy do kogoś kto pracuje z energią. Pytam bo miałam ostatnio taką klientkę i czułam podczas skanowania dłonią coś jakby gruby mur albo błonę przy czakrze serca i splotu słonecznego. Wahadełko robiło bardzo małe, ściśnięte kółka, prawie nie reagowało. Intuicyjnie poczułam że to jest jakieś zabezpieczenie systemu nerwowego, że ta energia jest jakby świadomie zamknięta. Ale nie wiem czy to interpretacja trafna. Czy ktoś pracował z podobnymi przypadkami? Jak to wygląda u was?
o, to bardzo ciekawy temat bo ja też to obserwowałam! ta 'błona' którą opisujesz przy Anahacie to chyba coś co czuję dosyć często przy osobach które dużo przeżyły. u mnie wahadełko albo staje prawie w miejscu albo robi takie dziwne elipsy zamiast kółek i to wlasnie nad czakrą serca i czasem przy Manipurze. myślę że masz rację że to jakis mechanizm obronny, ale nie wiem czy go na siłę rozbijać na pierwszej sesji, to chyba nie jest dobry pomysł?
przepraszam że wchodzę od razu, ale to pytanie jest super ważne bo ja też zastanawiałam się nad tym! czy ta 'błona' jest czymś złym? tzn czy blokada u kogoś po traumie to zawsze problem do usunięcia czy może pełni jakąś funkcję? bo czytałam gdzieś że ciało energetyczne potrafi samo się chronić i te zamknięcia to nie jest błąd tylko celowe działanie
no właśnie i to jest pytanie które jakoś rzadko pada w takich dyskusjach. bo zazwyczaj zakładamy że blokada = zło, otworzyć = dobro. a co jeśli to niekoniecznie tak działa? mam wrażenie że w pracy z ludźmi po traumie to może być bardziej skomplikowane i nie każda 'zamknięta' czakra jest problemem do naprawienia na sesji.
zgadzam się z Pandorą w tym sensie że blokady po traumie to inna kategoria niż zwykłe zablokowanie. ale muszę powiedzieć wprost - jeśli ktoś nie ma przygotowania psychologicznego to w ogóle nie powinien brać takich klientów. skanowanie owszem, nic się nie stanie, ale praca z otwieraniem to już zupełnie inna sprawa. miałam klientkę która poszła do kogoś po taką 'sesję energetyczną' i wróciła w bardzo złym stanie emocjonalnym bo ktoś bez przygotowania próbował 'oczyszczać' Anahate i otworzyło się za dużo za szybko.
to bardzo słuszne pytanie i myślę że niedoceniane. sama obserwacja pola energetycznego JEST formą kontaktu. kiedy przykładamy uwagę i dłoń do czyjegoś pola, to wchodzimy w interakcję nawet bez intencji zmieniania czegokolwiek. przy osobach po traumie to pole jest często bardzo reaktywne, właśnie dlatego że system jest przeczulony. tak więc tak, sama diagnostyka może coś poruszyć.
to co pisze Drakona50 ma sens, bo ja też to obserwowałam. kiedys robiłam skanowanie dłonią u znajomej ktora miała bardzo ciężki rok i ona po 10 minutach nagle zaczęła płakać i nawet nie wiedziała dlaczego. nic nie robiłam, tylko trzymałam rękę w odległości z 10-15 cm i wolno przesuwałam. coś tam się poruszyło samo.
a skąd wiecie że to przez skanowanie a nie np przez to że ktoś w końcu się poczuł bezpiecznie i dlatego popłakał? serio pytam, nie złośliwie, bo może efekt byłby podobny gdybyście po prostu siedziały razem w ciszy?
to prawda że nie da się tego jednoznacznie rozdzielić, i nie twierdzę że jedno wyklucza drugie. ale z moją praktyką widzę wyraźną różnicę między sesjami gdzie tylko rozmawiałam a sesjami gdzie skanowałam. reaktywność jest inna. i to nie jest coś co tłumaczę wyłącznie atmosferą.
przeglądam ten wątek od początku i chcę zapytać o coś praktycznego bo trochę się gubię. ta 'reaktywność' pola o której pisze Drakona50, jak to wygląda konkretnie od strony osoby która skanuje? bo rozumiem że osoba skanowana może coś poczuć, ale czy skanujący też odczuwa coś szczególnego przy osobach po traumie? jakiś opór, odpychanie, coś innego?
to że Muladhara 'wciągała' wcale mnie nie dziwi. przy długotrwałym stresie i traumie Muladhara bywa nadaktywna bo ciało desperacko szuka zakotwiczenia w ziemi. to jest mechanizm przetrwania, czakra korzenia pracuje na najwyższych obrotach właśnie żeby jakoś utrzymać całość w kupie.
Manipura to różnie bywa zależy od rodzaju traumy i od charakteru osoby. u jednych jest kompletnie przymknięta i widać to po braku asertywności, po tym że ktoś nie potrafi walczyć o siebie. u innych jest paradoksalnie nadaktywna, takie osoby wchodza w tryb hiperkontroli, wszystko muszą trzymać w rękach, są napięte, nie ufają. obie wersje mogą być odpowiedzią na to samo doświadczenie.
czytam tę dyskusję i mam takie pytanie do wszystkich którzy praktykują: a co z wami, z skanującymi? bo rozumiem że rozmawiamy o bezpieczeństwie osoby skanowanej, ale czy jest jakieś ryzyko dla tego kto skanuje? przesiąkanie energią, przenoszenie, jakieś 'ślady' po sesji? bo to chyba też ważny aspekt tego tematu
to samo! po sesjach z bardzo zablokowaniymi osobami zawsze mam jakis dziwny nastróoj wieczorem, nie mogę opisać inaczej niż 'nie moje emocje'. jakby coś sie przykeiło. wychodzenie na zewnątrz i stąpanie po trawie pomagało mi najbardziej, uziemienie zawsze działa lepiej niż cokolwiek innego
przepraszam ale chcę zapytać szczerze bo nie do końca to ogarniam. jak wahadełko 'prawie się nie rusza' to skąd wiecie że to blokada a nie po prostu że wahadełko po prostu nie działa w danym momencie? pytam serio, bo wydaje mi się że to jest dosc subiektywna interpretacja i dwie różne osoby mogą to samo zachowanie wahadełka zinterpretować zupełnie inaczej
dobra, to może ktoś mi wyjaśni wprost bo czytam to od dłuższego czasu i nadal nie kumam. wahadełko które 'prawie się nie rusza' - to jest metoda diagnostyczna czy po prostu efekt tego że ktoś trzyma rękę nieruchomo? serio pytam bez ironii. bo jak Turmalinka02 pisze że dłonią czuła zimno i odpych to przynajmniej jest jakieś odczucie fizyczne, a wahadełko to jednak ruch mechaniczny który może być nieświadomy.
no właśnie dłoń jest wg mnie bardziej wiarygodna ale i ona nie jest idealna. sama się nabierałam że coś czuję a potem okazywało się ze to moje własne napięcie w nadgarstku. przy osobach po traumie to jeszcze trudniejsze bo ich pole naprawdę reaguje inaczej i łatwo pomylić opór z własną projekcją. to nie jest coś czego można się nauczyć z youtube w weekend.
a jak w takim razie odróznic ze to nie jest projekcja? tzn czy jest jakis sposob żeby sprawdzic siebie w trakcie skanowania? bo to mnie niepokoi troche, że mogłabym myśleć że coś czuje a to tylko moje przekonania.
a czy ta kalibracja naprawdę działa? tzn czy ktokolwiek to testował jakoś systematycznie, np. skanując tę samą osobę bez wiedzy o niej a potem porównując? bo z tego co opisujecie to wygląda jakby każdy praktyk mógł dojść do innych wniosków skanując te samą czakrę. i co wtedy?
to jest pytanie które mnie też nurtuje od początku tej dyskusji. jeśli dwie osoby skanują tę samą Anahate i jedna czuje zimno a druga czuje ciepło, to która ma rację? albo może obie mają i to pole jest wielowarstwowe?
ok ale to trochę sprowadza się do tego że tej metody nie da się zweryfikować. jeśli każdy może dojść do innego wyniku i obie odpowiedzi są ok, to jak to nie jest po prostu interpretacja a nie diagnoza?
Lubomir ma punkt. i myślę że warto to przyznać otwarcie, diagnoza energetyczna to nie jest RTG. to jest odczyt, który wymaga interpretacji i który zależy od kompetencji skanującego. problem zaczyna się gdy ludzie podają to klientom jako pewnik a nie jako możliwość.
i tu właśnie wracamy do tematu z tytułu, bo przy osobach po traumie ta niepewność diagnostyczna staje sie poważnym problemem etycznym. wyobraźcie sobie że ktoś po traumie słyszy 'twoja Anahata jest kompletnie zamknięta' i zaczyna budować na tym jakiś obraz siebie. to może zaszkodzić nawet jeśli powiedziane z dobrymi intencjami.
to jest dokładnie to o czym myślę od początku tego wątku. i właśnie dlatego przy tej klientce nie powiedziałam jej wprost co czułam. powiedziałam ogólnie że widzę że jej ciało jest w trybie ochronnym i to jest absolutnie zrozumiałe po tym przez co przeszła. żadnych etykiet, żadnych 'twoja czakra X jest zablokowana'. i zastanawiam się czy to podejście jest ok czy może za bardzo zacierałam to co rzeczywiście wyczułam.
myslę ze dobrze zrobilas. naprawde. bo sama raz powiedzialam kogos ze czuje blokadę w Manipurze i ta osoba potem przez tydzie martwiła sie tylko o to i pytała mnie caly czas co to znaczy, czy to poważne, czy bedzie gorzej. a ja przeciez nie jestem lekarzem i to nie była diagnoza medyczna, to było tylko odczucie. od tamtej pory mysle trzy razy zanim powiem cos wprost.
język ma OGROMNE znaczenie i to jest jedna z pierwszych rzeczy o których mówię jak ktoś pyta mnie o pracę z klientami. różnica między 'widzę tu zablokowanie' a 'czuję że w tym obszarze energia jest bardziej skupiona i potrzebuje uwagi' jest przepaścią, szczególnie dla kogoś kto jest wrażliwy albo po trudnych doświadczeniach. to nie jest kwestia eufemizmów, to kwestia odpowiedzialności za słowa które wchodzą w czyjś system.
to co pisze Krokusik brzmi bardzo rozsądnie i z tym się zgadzam. ale mam pytanie które trochę komplikuje ten obraz: co jeśli osoba po traumie właśnie CHCE usłyszeć diagnozę? bo daje jej poczucie że coś zostało nazwane, że ktoś to widzi? czyli że paradoksalnie ta etykieta 'masz zablokowaną Anahate' działa jak walidacja?
