wahadelko przy czakrach ma swoje miejsce ale to sposób które wymaga kalibracji pod konkretną osobe skanującą, nie ma jednego klucza. u jednego praktyka obrot zgodny ze wskazówkami zegara oznacza aktywną czakrę, u innego moze być odwrotnie. dla tego nie traktuję wynikow wahadełka jako obiektywnych, tylko jako jeden z sygnałów do zestawienia z resztą.
to chyba rozbija caly sens diagnostyki jesli kazdy ma własny klucz? jak wtedy porównywać wyniki jak mowic że jedna metoda jest lepsza od drugiej?
wracając do tego co mi konkretnie pomaga myśleć o mamie - ta rozmowa dala mi jedno ważne przesunięcie. zamiast pytać "czy jej Muladhara jest zablokowana" zaczynam myśleć "czy jest teraz w stanie pozwalającym na kontakt z własnym polem w ogóle". i odpowiedz brzmi: nie wiem, i to jest uczciwe. więc może zanim wezmę cokolwiek w dłoń i zaczne skanować, po prostu usiądę przy niej i zapytam jak sie czuje. bez żadnej agendy energetycznej.
to wydaje mi się najzdrowsze co do tej pory padło w tym wątku. serio. cała ta dyskusja o metodach, kamieniach, wahadełkach - a na koncu wychodzi że najważniejsze jest po prostu bycie obok bez planu. dobry kierunek.
tak, i może właśnie w tym byciu obok bez agendy pojawi się naturalny moment kiedy mama sama coś poczuje albo powie i to będzie wejście do rozmowy o energii jeśli ona sama tego będzie chciała. kurcze, nie trzeba tego planować z góry. mam wrażenie ze w sytuacjach kryzysowych takich jak choroba te momenty przychodzą same.
czytam ten wątek od początku i mam pytanie trochę z boku - co jeśli osoba chora w ogóle nie chce rozmawiać o tym jak się czuje, ani fizycznie ani energetycznie? moja ciocia po operacji zamknęła się zupełnie i każda próba zagadania kończyła się zmianą tematu. jak wtedy cokolwiek wyczuć, jak w ogóle być blisko?
to pytanie mnie zatrzymalo bo ciocia była taka sama. ale po czasie zrozumiałam że ta cisza to nie jest odmowa kontaktu, tylko może rodzaj ochrony. jakby ona sama wiedziała że nie ma teraz zasobów na rozmowę i po prostu to egzekwowała bez słów. nie wiem czy to pomaga ale u nas przełomem był moment kiedy przestałam pytać i po prostu siedziałam obok z herbatą i nic. i wtedy ona zaczęła sama mówić. małymi zdaniami, ale jednak.
ok ale wracając do tego skanowania z tytułu - cały czas krecimy sie wokół "jak być obok" i "obecnosc" i to wszystko ladne, ale nikt tak naprawdę nie odpowiedział na to podstawowe pytanie. czy po chemioterapii wogole MOŻNA sensownie skanować czakry czy nie można. bo albo tak albo nie, nie?
@Konstancja97 to jest ważna obserwacja bo ty jesteś przy niej i widzisz te zmiany z bliska. właśnie takie codzienne spostrzeżenia są często lepszym wskaźnikiem stanu pola niż jakiekolwiek wahadełko. pytanie tylko czy ona sama czuje różnicę między tymi dniami? czy mówi coś o tym jak sie czuje "od srodka"?
kurcze... o właśnie, "dziś jakby mnie nie ma" - to zdanie to jest taki samodiagnozujący opis stanu Ajny i może też Sahasrary, bo to poczucie nieobecnosci we własnym ciele i odcięcia od siebie to klasyka rozregulowania górnych czakr przy bardzo intensywnym leczeniu. mam to w notatkach z kilku różnych źródeł i zawsze pojawia się w kontekście chorób wyniszczających. to nie jest tylko metafora którą mama używa, to jest prawdopodobnie dokładny opis 🙂
ale zaraz, to dotyczy aktywnych metod jak medytacja kierowana czy kamienie. a samo delikatne skanowanie dłonią, bez żadnej intencji zmiany, tylko obserwacja - to też moze przeciążyć? bo mam wrażenie że skanowanie to coś pasywnego, nie ingeruje w pole tylko je odczytuje
