Hej, mam do was pytanie bo ostatnio mocno o tym myślę. Czy przenosiny do innego kraju albo chociażby długa podróż mogą wpływać na stan czakry korzenia? Bo ja od kiedy wróciłam z kilkumiesięcznego pobytu za granicą czuję się jakoś tak... uniesiona w powietrzu, nie w sensie duchowym tylko właśnie odwrotnie, jakby mi grunt uciekał spod nóg. Bóle w dolnym kręgosłupie, problemy z zasypianiem, ciągły niepokój finansowy mimo że obiektywnie jest ok. To brzmi jak klasyczna blokada Muladhary, prawda? Ale zastanawiam się czy samo środowisko, nowy kraj, nowa energia miejsca, mogą czakrę rozregulować? bo wcześniej nie miałam takich objawów nigdy.
To bardzo ciekawe zagadnienie i wcale nie oczywiste. Czakra korzenia to czakra zakorzenienia, uziemienia, i jest scisle związana z poczuciem przynależności do miejsca. Zmiana środowiska, szczególnie przeprowadzka do obcego kraju, to dla Muladhary ważny wstrząs, bo ona dosłownie kotwi nas w konkretnej ziemi, konkretnej kulturze, znajomych zapachach i rytmach. Opisujesz klasyczne objawy niedoczynności tej czakry, lęk, bóle korzenia kręgosłupa, niepewność finansowa jako projekcja lęku egzystencjalnego. Ale zanim cokolwiek stwierdzę, powiedz mi, jak długo trwał ten pobyt za granicą i czy masz już jakiś czas za sobą od powrotu?
Ojej, to super ciekawy watek! ja sie nigdzie nie przenosiłam ale nawet po dłuższych wakacjach za granicą czułam coś podobnego po powrocie, takie dziwne zawieszenie. nie wiedziałam że to moze być czakra korzenia. a jak wogole można sprawdzić czy to właśnie ta czakra a nie np. trzecie oko bo u mnie były też bole głowy po powrocie?
Bóle głowy po powrocie to raczej efekt przestawienia rytmu, jet lag energetyczny można powiedzieć. Ajna może być lekko przeciążona od nadmiaru nowych bodzcow ale jeśli dominują objawy takie jak opisałaś na początku, lęk, nogi, kregoslup, poczucie że nie masz gruntu, to zdecydowanie pierwsze co sprawdzałabym to Muladhara. Wahadełko nad czakrą korzenia powinno ci powiedzieć dużo. Jak testujesz zwykle?
Hm, nie wiem czy czakra "już czuje" przyszłe plany, to brzmi trochę naciaganie. z mojego doświadczenia blokady Muladhary po przeprowadzce albo długim pobycie to jest bardzo fizyczna i konkretna sprawa, chodzi o to że przez te pół roku twój układ energetyczny zaczal sie adaptować do tamtejszej ziemi i teraz musi się readaptowac po powrocie. to zwykłe rozregulowanie, nie przepowiednia. Małe kółko wahadełka to rzeczywiście zwykle niedoczynność, ale miałaś może sesję z kimś kto mógłby to potwierdzić ręcznie?
To co opisujesz z tymi stopami to bardzo charakterystyczne dla slabej Muladhary. Ja miałam podobnie po duzej zmianie życiowej i bioenergoterapeuta który mnie wtedy skanowal powiedział że moje pole przy podstawie kręgosłupa jest jakby rozedrgane i bez cetrum. Nie pamiętam żebym wtedy wyjeżdżała za granicę, ale stres i zmiana są chyba podobnym mechanizmem dla czakry co zmiana miejsca. A czy miałaś jakieś duże turbulencje emocjonalne w trakcie tego pobytu?
Ciekawy temat, ja dodalam od siebie jedno spostrzezenie. Czytałam że Muladhara jest połączona nie tylko z aktualnym miejscem ale też z energią lini rodowych i przodków, i że kiedy wyjeżdżamy daleko od miejsc gdzie żyli nasi przodkowie, ta czakra może sie osłabiać bo traci dostep do tych korzeni w dosłownym sensie. nie wiem czy to potwierdzone przez innych tutaj ale mnie ta koncepcja bardzo przemówiła do wyobrazni.
To niesamowite, nie wiedziałam że tak to działa! A jak te rytuały wyglądają? Bo mam koleżankę która właśnie wyjeżdża do Anglii na stałe i może warto jej powiedziec żeby coś zrobiła zanim wyjedzie, albo zaraz po przyjeździe? Czy jest jakiś konkretny rytuał zakorzenienia w nowym miejscu?
Rytuały zakorzenienia w nowym miejscu to stara praktyka, w różnych tradycjach wyglądała różnie. Jedno z prostszych podejść które polecam to kontakt z ziemią danego miejsca dosłownie, chodzenie boso po trawie czy ziemi w nowym miejscu, zbieranie kamienia lub ziemi i trzymanie przy sobie. Fizyczne zakorzenienie wspiera energetyczne. Dla czakry korzenia sprawdza się też medytacja z wizualizacją korzeni rosnących ze stóp w głąb ziemi, i rób to w konkretnym miejscu, w parku czy ogrodzie nowego kraju, żeby mieć kontakt z tą nową ziemią. <3.
@Dziewanna Dziękuję za tę odpowiedź Dziewanno, nigdy bym nie pomyślała że to takie proste a tak logiczne jednocześnie! To o tych korzeniach ze stóp to jest standardowa wizualizacja uziemiajaca czy coś specjalnego pod nowe miejsca? Bo gdzies czytałam o odmianie gdzie wyobraża się że korzenie sięgają do centrum ziemi, do jej jądra, i to podobno dziala globalnie niezależnie od miejsca?? :D.
Wizualizacja do centrum ziemi to dobra technika na glebokie uziemienie ogólne. Ale przy przeprowadzce i pracy ze specyficznym nowym miejscem polecam jednak kombinacje, najpierw połączenie z centrum ziemi żeby poczuć stabilność, a potem intencję rozciągania tych korzeni w ziemię tego konkretnego miejsca. To jakby przestawianie kotwicy. Jądro ziemi jest jedno, ale miejsca mają swoje pola energetyczne i warto się z nimi osobno połączyć.
Ok, czytam to wszystko i mam pewien opór. Czy naprawdę ziemia w Anglii "energetycznie" rozni się od ziemi w Polsce na tyle żeby rozregulowac czakre? To brzmi dla mnie jak dość spekulatywna teoria. Rozumiem że zmiana środowiska, utrata rutyny, stres związany z przeprowadzką, to wszystko moze wpłynąć na samopoczucie które możemy opisywać językiem czakr. ale sam fakt bycia na innej szerokości geograficznej?? :))
Ja wam powiem że nie jestem w stanie ocenić czy to pole magnetyczne czy stres, ale efekt jest taki sam, czuję się nie u siebie we własnym ciele. Spróbowałam dziś rano tej wizualizacji z korzeniami do centrum ziemi i było lepiej przez jakies dwie godziny potem wróciło. To jakiś postęp chyba? Czy ma ktoś doświadczenie z kamieniami do Muladhary, bo czytałam że turmalin czarny i hematyt pomagają, myślę żeby zaopatrzyc się w coś. ^^.
Dwie godziny po pierwszej próbie to bardzo dobry wynik, nie zniechęcaj się że wróciło. Praca z Muladharą przy głębszej blokadzie to maraton, nie sprint. Turmalin czarny to mój absolutny faworyt do tej czakry, naprawdę bardzo skuteczny przy pracy z uziemieniem, możesz go nosić przy sobie albo kłaść u podstawy kręgosłupa podczas medytacji. Hematyt też działa ale jest cięższy energetycznie, niektórym odpowiada bardziej. Spróbuj też LAM - bidżamantra Muladhary, kilka minut śpiewania albo odmawiania tego w ciszy potrafi ruszyc energię w tej okolicy. ale powiedz, masz teraz więcej ciągłości z tym domem, z tą polską ziemią po powrocie, czy cały czas masz myśli o wyjeździe? :))
ojej, to co mówicie o polu przodków i pamięci ziemi to jest MEGA ciekawe! ale mam pytanie praktyczne - ta koleżanka co jedzie do Anglii, to ile czasu przed wyjazdem powinna zacząć te rytuały zakorzenienia? bo jeśli wyjeżdża za dwa tygodnie to może już jest za późno? ^^
ojejku przepraszam że wchodze z boku ale czytam ten watek i mam jedno zasadnicze pytanie. czy ktos z was miał kiedyś potwierdzone przez lekarza że te objawy ktore opisujecie, zimne stopy, bole kręgosłupa, lęk, to nie jest po prostu niedobór witaminy D albo żelaza? pytam serio bo ludzie po przeprowadzce często maja gorsze wyniki krwi przez zmianę diety i stresu. nie podważam całej reszty, ale może warto sprawdzić bazę zanim sie szuka energetycznych przyczyn. piszę jak czuję.
mam wyniki z zeszłego roku i były ok, witamina D trochę na dolnej granicy ale lekarz powiedział że norma. rozumiem skąd pytanie i też sama sobie je zadawałam, ale te objawy z nogami i to poczucie niebycia w swoim ciele to jest jakościowo inne niż zwykłe zmęczenie. trudno to opisać komu kto tego nie czuł
oj no, przepraszam że wchodzę z pytaniem o kamienie bo czytam i trochę się gubię, hematyt to jest ten szary metaliczny czy coś innego? bo w sklepie z minerałami widziałam kilka i etykiety były pomieszane. i jak się go nosi, w kieszeni, na szyi, gdzies konkretnie?
mówiła że przy takim rozchwianiu ważne jest stworzenie jakiegoś stałego punktu, fizycznego miejsca do którego się regularnie wraca. moze być ławka w parku, konkretne drzewo, kamień przy drodze, cokolwiek ale zeby to był ten sam punkt i żeby się tam zatrzymywac, dosłownie stawać, oddychać i czuć że to miejsce cię zna. brzmi banalnie ale chodzi o budowanie nowego "kotwicha" dla czakry <3
@Telepatka no Koziorożec to zywiol ziemi i Saturn to jego wladca, a Muladhara to czakra ziemi, to chyba logiczne? moze nie jest to pewnik ale jako hipoteza robocza wydaje mi sie sensowne. chociaz ok, nie twierdzę że to jedyne wyjaśnienie
no właśnie ja też chcialam dopytać - to co opisujesz, to da się poczuć samemu czy trzeba kogoś kto to zbada? bo te objawy z nogami i to niebycie w ciele to brzmi znajomo i troche mnie to niepokoi szczerze. nigdy nie byłam u żadnego bioenergoterapeuta ani nic
słuchajcie, chcę wam powiedzieć że właśnie dziś rano spróbowałam tego stania boso i to było... dziwne. nie powiem że od razu poczulam jakiś wielki przepływ energii ale był taki moment kiedy naprawdę poczułam ciężar nóg jakby pierwszy raz od długiego czasu. może to sugestia po tej rozmowie ale może nie. w każdym razie stałam tak z pięć minut i byłam bardziej w ciele niż zazwyczaj ostatnio. mała rzecz ale coś
ciesze się że próbujesz prostych rzeczy i że cos poczulas, to dobry znak. matko, ale powiem wprost co mam na mysli z poprzedniego posta - pół roku to już nie jest "aklimatyzacja", to jest stan który wymaga bardziej sysetmatycznej pracy. stanie boso jest ok jako uzupelnienie ale jeśli masz codzienne trudności z decyzjami i niebycie w ciele, to sugeruje zebys rozważyła przynajmniej jedną sesję diagnostyczną. nie musi to być od razu seria, jedna sesja żebyś miała punkt odniesienia.
sesja online jest możliwa i część praktykujacych pracuje zdalnie całkiem skutecznie, energia nie potrzebuje fizycznej bliskości. ale muszę powiedzieć że jakość bardzo zależy od osoby prowadzącej. zdalnie trudniej jest wyczuć niuanse, dlatego przy wyborze kogoś online polecam zacząć od krótkiej rozmowy najpierw, żeby zobaczyć czy jest między wami kontakt. nie każda sesja zdalna jest równowarta
przy zdalnej pracy z energią to kwestia też twojego nastawienia i skupienia po swojej stronie. ta kobieta od miejsc o ktorej pisałam pracuje też online i mówi że czasem to jest nawet lepsze bo klient jest w swoim własnym miejscu, we własnej energii środowiska, nie wyrwany ze swojego pola żeby jechać do kogoś. to ma sens szczególnie wlasnie przy problemach z zakorzenieniem w nowym miejscu :))
sorki że się wtrącam ale czy ktoś może mi powiedzieć jak w ogóle znaleźć dobrego bioenergoterapeuta? czy jest jakaś lista albo certyfikaty których szukać? bo czytam to wszystko i troche mnie pociąga ale boję się trafić na kogoś kto po prostu weźmie kasę i nic :(.
no wlasnie polecenia to podstawa. ja sama trafiłam kiedyś na kogoś kto był eh... powiedzmy że entuzjasta bardziej niż praktyk. po sesji czułam się gorzej niż przed i byłam po tym kilka dni w dziwnym stanie. dobry praktyk powinien po sesji zapytac jak sie czujesz i dać ci jakies wskazowki co robic dalej, a nie wyrzucac za drzwi po godzinie
