To co mówi Wala to właśnie to, co mnie interesuje od dawna w kontekście numerologii kamieni. Bo każdy kamień ma swoją wibrację i w numerologii możemy patrzeć na kompatybilność liczb wibracji. Ale nie wiem czy wahadełko sprawdza to samo co liczby, czy może coś innego. Crystaline, czy ty testujesz kamienie wahadełkiem przed użyciem?
Wracając do pytania Hazel o dwa kamienie jednocześnie, to mnie też zastanawia inna rzecz. Crystaline, napisałaś że trzymasz kamień w jednej dłoni i wahadełko w drugiej i pytasz czy kamień jest dla ciebie teraz. Ale jeśli chcę sprawdzić dwa kamienie do pracy razem, to czy trzymam oba w jednej ręce? Czy to w ogóle działa tak samo?
Mam pytanie w związku z tym co mówi Crystaline, bo jak wahadełko się kręci słabo nad kamieniem, to czy to znaczy że kamień nie jest dobry dla mnie w ogóle, czy tylko że nie teraz? Bo to by zmieniało całą logikę przechowywania kamieni.
Hazel, to jest bardzo ważne rozróżnienie i mnie też długo zajęło to pojąć. W mojej praktyce słaby obrót albo stanie wahadełka czytam jako 'nie teraz', a nie 'nigdy'. Ale znam osoby które odkładają taki kamień na kilka miesięcy i potem pytają znowu od zera.
To trochę jak z progressjami w astrologii. Planeta może być trudna dla kogoś przez lata, ale nie znaczy to że zawsze. Czas jest zmienną, tylko że w astrologii mamy konkretne daty tranzytów, a tutaj nie ma takiego punktu odniesienia. Jak wy sobie z tym radzicie?
Trochę się tu zgubiłam, bo zaczęliśmy od wahadełka nad kamieniami, a weszliśmy w cykle księżycowe. Chciałam zapytać o coś bardziej praktycznego, bo szukam kamienia do pracy z Vishudhą i cały czas słyszę o akwamarynieale nigdy go nie miałam. Czy ktoś faktycznie pracował z nim na gardło i co to dało?
Hazel, dobre pytanie. Mam na myśli że lazuryt dał mi dość szybko silne reakcje, takie jak potrzeba mówienia o rzeczach które długo milczałam, co było trochę dezorientujące. Akwamaryn działał delikatniej, więcej spokoju niż przymusu. Ale to jest moje subiektywne odczucie.
Interesuje mnie właśnie ten aspekt, który Crystaline opisuje jako przymus mówienia. Bo z perspektywy pracy z afirmacjami, nagłe odblokowywanie bez przygotowania może być równie problematyczne co sama blokada. Czy wy w ogóle bierzecie pod uwagę tempo odblokowywania przy wyborze kamienia?
Ja nigdy wcześniej nie myślałam o czasie kontaktu z kamieniem jako o dawkowaniu. Zawsze po prostu trzymałam kamień dopóki miałam ochotę. Czy naprawdę czas kontaktu tak mocno wpływa na intensywność reakcji?
Wracając do akwamarynu, bo ta rozmowa mnie wciągnęła, chcę zapytać Crystaline o coś konkretnego. Mówiłaś że lazuryt dał ci silne reakcje szybko, a akwamaryn działał powoli. Ale czy to nie zależy też od stanu samej czakry? Mam na myśli, jeśli Vishuddha jest bardzo mocno zablokowana, to może potrzebuje silniejszego impulsu?
Też o tym myślę, bo kiedy skanuję dłonią przed medytacją, to właśnie staram się wyczuć czy czakra jest 'przymknięta' czy raczej chaotyczna. I faktycznie dobieram kamień inaczej, przy dużym zastoju wolę zacząć od różowego kwarcu albo czegoś miękkiego, a nie od razu od lazurytu. Crystaline, ty też tak to kalibrowałaś czy po prostu zaczęłaś od lazurytu i zobaczyłaś co się stanie?
To co opisuje Crystaline to właściwie opisuje problem z całą litoterapią, bo większość osób zaczyna od estetyki, nie od diagnozy. Kupujesz kamień bo ładny, potem szukasz czakry do której pasuje, a nie odwrotnie. I pytanie czy to nie jest odwrócona kolejność, która daje odwrócone efekty?
To samo napięcie mam w pracy z runami. Nie wiem czy runa działa przez swoją 'energię' czy przez to że skupiam na niej uwagę i to zmienia moje postępowanie. Przy kamieniach musi być dokładnie ten sam dylemat. Crystaline, masz jakieś obserwacje które wskazywałyby że kamień zrobił coś czego sam nie oczekiwałaś i nie zasugerowałaś sobie?
To jest niesamowite co mówi Crystaline, bo właśnie o czymś takim marzę, żeby coś się stało nieoczekiwnie i poczuć że to nie ja to wymyśliłam. Chcę zapytać praktycznie, bo mam teraz jasny kwarc i karneol w domu i nie wiem od którego zacząć. Karneol jest na Swadhisthanę, tak? A jasny kwarc to do czego się używa najcześciej?
Hazel, jasny kwarc jest traktowany jako wzmacniacz, więc wielu litoterapeutów poleca go do użycia razem z innymi kamieniami, nie samodzielnie jako kamień konkretnej czakry. Może wzmocnić działanie karneolu. Ale mam pytanie do ciebie, po co sięgasz po Swadhisthanę, czy masz jakieś objawy które tam wskazują?
To co opisujesz Hazel, lęk plus zablokowana kreatywność, to w astrologii widziałabym Saturna i ciężko aspektowanego Neptuna, ale to dygresja. Wracając do kamieni, jest szkoła że zawsze zaczyna się od dołu, czyli od Muladhary, bo bez zakorzenienia wyższe czakry trudniej balansować. Crystaline albo Anusia, wy się trzymacie tej zasady?
Właśnie dlatego przy pracy z runami zaczynam od Fehu jeśli ktoś ma problemy z podstawami, bo energia musi płynąć od korzenia. Ale wróćmy do kamieni, bo Hazel ma dwa kamienie i pytanie jest które najpierw. Czerwony jaspis na Muladharę byłby bezpieczniejszy na start niż karneol, który jest jednak bardziej energetyzujący. Masz może czerwony jaspis?
Generalnie w obrębie jednej czakry mamy całą gamę kamieni o różnych 'charakterach', może użyję tego słowa. Karneol jest ciepły, aktywujący, pobudzający kreatywność i seksualność. Piropit albo czerwony jaspis przy Muladharze to bardziej ziemia, stabilność, spokój. To różne instrumenty do różnych potrzeb, nie tylko kwestia siły. Hazel, co jest teraz pilniejsze, zakorzenienie czy kreatywność?
Chcę tu wrzucić jedno pytanie, bo obserwuję tę rozmowę od chwili. Mówimy o kupowaniu kolejnych kamieni żeby uzupełniać zestaw, ale czy ktoś kiedyś próbował pracować z jednym kamieniem przez dłuższy czas zamiast dobierać kolejne? Ciekawi mnie czy głębsza praca z jednym daje inne efekty niż kolekcjonowanie wielu.
Tak, chyba masz rację Zenek, lęk jest bardziej pilny. Tylko właśnie nie mam teraz nic wyraźnie na Muladharę, bo karneol jest bardziej na Swadhisthanę. Crystaline wspominała że piropit albo czerwony jaspis to dobry wybór, ale czy obsydian też byłby doby na zakorzenienie? Bo czarny obsydian gdzieś kojarze z Muladharą, ale nie jestem pewna.
Obsydian jest na Muladharę, tak, ale to dość mocny kamień jeśli chodzi o konfrontację z tym co siedzi głęboko. Przy lęku nie zawsze jest to pierwsze co polecam komuś bez doświadczenia z nim. Mam pytanie do ciebie, ten lęk który opisujesz, czy to jest raczej taki stały szum w tle, czy przychodzi falami przy konkretnych sytuacjach?
Przy takim tle lękowym bez konkretnego wyzwalacza ja bym faktycznie ostrożnie z obsydianem na początek. Czarny turmalin jest znacznie łagodniejszy, też należy do kamieni Muladhary i ma tę właściwość uziemienia, ale bez tej głębokiej pracy z cieniem którą niesie obsydian. Zenek, ty pracowałeś z obsydianem długo, czy na początku miałeś jakieś silniejsze reakcje zanim się ustabilizowało?
