To co Krwawnik napisała o niechęci do skanowania to mnie bardzo trafia. Ja przez długi czas w ogóle nie podchodziłam do swojej Manipury, tłumacząc sobie że 'nie czuję jeszcze wystarczająco'. Teraz myślę że to była właśnie ta blokada która broniła dostępu do siebie. Czy ktoś miał tak samo?
Mam pytanie trochę z boku ale chyba pasuje - czy kamień który się nosi przy sobie może coś zrobić z tym kółkiem które Klimcia opisała? Wracam do tematu pierścionka bo Zdzichu57 to zaczął i wydaje mi się że tam jest pytanie bez odpowiedzi. Cytryn czy cokolwiek przy Manipurze - czy to realna pomoc czy raczej symbol?
No właśnie, bo ja miałem ametyst i nie wiedziałem że to Ajna a nie Manipura. Ale jak Klimcia to powiedziała, to zacząłem się zastanawiać czy teraz powinienem świadomie zamienić kamień, czy to bez sensu skoro nie do końca wiem co robię. Olgierd dobrze wraca do tego pytania.
Jeśli chcecie moją szczerą opinię - kamień to nie jest automatyzm. Ale jest jedno co robi na pewno: daje ci punkt zakotwiczenia. Kiedy masz cytryn i wiesz że to Manipura, to za każdym razem gdy go dotkniesz, kierujesz uwagę na ten obszar. To jest mechanizm który działa niezależnie od tego czy kamieniom przypisujemy własną energię czy nie.
Nie wykluczałabym jednego i drugiego, Honorek77. Kamienie mają swoje właściwości które można testować - właśnie wahadełkiem albo dłonią - ale twoje intencja i uwaga wzmacniają to co tam jest. Zdzichu57, co do zamiany kamienia: zamiast 'zamieniać', spróbuj przez jakiś czas nosić cytryn przy Manipurze i obserwuj co się zmienia w tym konkretnym obszarze. To da ci więcej informacji niż jakakolwiek teoria.
Ja jak po raz pierwszy trzymałem cytryn, to miałem właśnie coś takiego - ciepło, ale jakby nierównomierne. Teraz się zastanawiam czy to było cokolwiek znaczące czy po prostu kamień był w słońcu. Czy to w ogóle można rozróżnić?
To mnie trochę uspokaja. Bo miałem wrażenie że do tej całej pracy z czakrami trzeba mieć jakiś specjalny 'zmysł' i bez niego to się nie kwalifikuję. A tu Eremitka68 mówi że mantra działa bez tego?
I szczerze mówiąc te wskaźniki życiowe są według mnie rzetelniejsze. Bo odczyt dłoniowy można sobie wmówić w obie strony - i że coś czujesz i że nic nie czujesz. Ale jak nagle zaczynasz odpowiadać 'nie' zamiast 'może się uda' to to jest zmiana realna.
To jest bardzo konkretny przykład Aurelinda_S. A czy to przyszło nagle czy stopniowo? Bo mam wrażenie że ja czekam na jakiś 'przełom' a może to tak nie działa?
To chyba jest sedno sprawy. I wraca do pytania z tytułu tego wątku - impostor syndrome jest właśnie o tym, że nie zauważasz własnych zmian albo dewaluujesz je zanim zdążysz je poczuć. Czyli praca z Manipurą może częściowo polegać na uczeniu się w ogóle dostrzegania tych przełomów?
Chciałabym tu trochę ostudzić - impostor syndrome ma też swoje korzenie w konkretnych doświadczeniach, często z dzieciństwa, i sama praca z czakrą bez zajrzenia w tamtą stronę może dać ulgę ale nie rozwiązanie. Manipura to nie jest skrót. To może być jeden z dróg ale nie jedyna.
A skąd człowiek ma wiedzieć po której stronie jest? Czyli czy jego Manipura potrzebuje tylko pracy energetycznej czy też czegoś więcej? Czy to się w ogóle da rozróżnić na początku?
To co opisujesz Honorek77 to jest klasyczna pułapka w jakiejkolwiek pracy nad sobą, nie tylko energetycznej. Ciągle przesuwasz moment kiedy można ocenić. Może zamiast oceniać czy 'trzyma' czy nie, lepiej zadać sobie inne pytanie: czy rozumiem skąd w ogóle przyszedł ten wzorzec? Bo impostor syndrome zawsze ma jakąś historię, zawsze ktoś coś powiedział albo nie powiedział. I Manipura to jest twój stosunek do własnej mocy teraz, ale ta historia jest gdzie indziej.
Dziękuję Eremitka68 za to, bo ja miałam dokładnie tę sytuację i robiłam odwrotnie - od razu wracałam do medytacji bo myślałam że 'więcej znaczy szybciej'. A teraz widzę że może właśnie to powodowało że kręciłam się w miejscu zamiast posuwać naprzód. Czy to jest częsty błąd u osób pracujących z czakrami?
To co mówi Klimcia zaczyna mi pasować do kontekstu tego wątku. Impostor syndrome jest też często o nadmiernym działaniu - robię więcej, żeby udowodnić że coś jestem wart. I jeśli Manipura jest rozregulowana, to praca z nią może z jednej strony pobudzać do działania, ale z drugiej karmić właśnie ten mechanizm 'robię więcej żeby się sprawdzić'. Czy ktoś miał coś takiego?
A jak je odróżnić? Bo to co mówisz Tosieczka brzmi logicznie ale zostawia mnie z pytaniem które jest dla mnie teraz kluczowe. Kiedy moje pytania są z ciekawości a kiedy z lęku że zrobię coś 'nie tak'?
Ja w tym miejscu mam zupełnie inne zdanie niż Eremitka68 i nie chodzi mi o to żeby się sprzeczać. Uważam że pytanie o 'co było pierwsze' jest mniej ważne niż pytanie 'w którym miejscu jest teraz największy zastój'. Bo to jest punkt wejścia. I u jednej osoby będzie to Manipura, u innej to będzie Muladhara bo lęk egzystencjalny blokuje wszystko powyżej, a impostor jest tylko jednym z objawów.
To mnie bardzo zastanawia. Bo jak patrzę na swoje objawy, to mam i jedno i drugie - i ten brak gruntu pod nogami który pasuje do Muladhary, i ten problem z własną mocą który pasuje do Manipury. Jak w praktyce diagnozujesz która jest bardziej zablokowana? Wahadełkiem czy raczej przez objawy?
ja robiłam oba i szczerze - wahadełko mi dało inną odpowiedź niż obserwacja objawów. Nad korzeniem miałam słaby obrót, ale nad splotem wahadełko prawie stało. A emocjonalnie czułam coś innego. Nie wiem co z tym zrobić, bo nie wiem któremu źródłu ufać bardziej.
Przepraszam że wchodzę bo właśnie uświadomiłem sobię coś czytając tę wymianę - czy nadaktywna Manipura i zablokowana Manipura mogą dawać podobne objawy z zewnątrz? Bo opisuję siebie i pasuje mi i jedno i drugie i teraz jestem jeszcze bardziej zdezorientowany niż przed chwilą.
Ja słucham tej rozmowy od jakiegoś czasu i mam pytanie które wydaje mi się ważne: czy można mieć jednocześnie jedną czakrę zablokowaną i nadaktywną? Bo to co Klimcia opisuje brzmi jakby te dwa stany mogły współistnieć w różnych warstwach tej samej czakry.
