Mam trochę niecodzienny problem i nie wiem, czy w ogóle tu pasuje, ale spróbuję. Od kilku miesięcy chodzę do logopedy z powodu problemów z artykulacją i głosem - mam coś w rodzaju napięcia w gardle, które powoduje, że mój głos jest płytki, ściszony, i dosłownie łapię zadyszkę w połowie zdania. Lekarz nie znalazł nic organicznego. Logopeda pracuje z moim aparatem mowy od strony technicznej - ćwiczenia, oddech, rozluźnianie żuchwy. Pomagają, ale tylko częściowo. Zaczęłam się zastanawiać, czy to nie jest tak, że praca z Vishuddha szłaby w parze z tą terapią i razem dawałyby lepszy efekt. Czy ktoś łączył pracę energetyczną z czakrą gardła z jakąś terapią medyczną i widział efekty? Albo raczej jedno przeszkadza drugiemu?
To bardzo interesujące połączenie i powiem szczerze, że rzadko ktoś pyta o to tak konkretnie. Vishuddha a logopedia to w mojej ocenie dwa poziomy pracy nad tym samym obszarem - jeden fizyczny, drugi energetyczny. Nie wykluczają się, ale żeby odpowiedzieć na Twoje pytanie lepiej, musiałbym wiedzieć więcej. Jak długo masz to napięcie? Czy ono wiąże się z jakimś konkretnym momentem w życiu, albo jest raczej rozłożone w czasie? Bo blokada Vishuddhy często ma bardzo wyraźny korzeń emocjonalny - trudność z wyrażaniem siebie, coś niedopowiedzianego, sytuacja, w której dosłownie 'zatkało'. Ćwiczenia logopedyczne mogą rozluźniać warstwy fizyczne, ale jeśli pod spodem leży napięcie energetyczne, to efekty będą właśnie takie - częściowe.
Dodałbym jedno pytanie do tego, co napisał Dadzbog.x - czy logopeda w ogóle mówił coś o napięciu mięśniowym w tej okolicy? Bo to, co opisujesz, czyli głos płytki i skrócony oddech w połowie zdania, może być czymś, co po angielsku nazywa się 'muscle tension dysphonia' - to stan, gdzie mięśnie gardła i krtani są chronicznie napięte bez przyczyny organicznej. I to akurat jest bardzo wdzięczny obszar do pracy równoległej.
To, co opisuje Janeczka.ka, jest klasycznym obrazem blokady Vishuddhy o podłożu relacyjnym. Ciało rzeczywiście przechowuje takie wzorce bardzo długo. Ale chcę tu wprowadzić pewne rozróżnienie, bo myślę, że to ważne dla całej dyskusji. Mamy trzy poziomy, które tutaj się nakładają: fizyczny - czyli napięcie mięśniowe, z którym pracuje logopeda; energetyczny - czyli przepływ przez Vishuddha; i psychologiczny - czyli wzorzec wyciszania siebie, który gdzieś wciąż żyje. Praca z czakrą bez pracy z tym trzecim poziomem może dawać chwilową ulgę, ale nie trwałą zmianę. I odwrotnie. To moje doświadczenie z wieloletnią pracą z ludźmi.
Pytanie z innej strony, bo jestem sceptyczna i to na serio szczere pytanie, nie zaczepka. Jak właściwie definiujecie 'efekt pracy z czakrą'? Bo logopeda ma mierzalne parametry - głos, rezonans, napięcie mięśniowe. A jak sprawdzacie, że Vishuddha jest odblokowana? Co jest tym odpowiednikiem zmierzalnego wyniku?
Słuchajcie, tu pada dużo o wahadełku, ale wróćmy do Janeczki. Mam pytanie praktyczne - czy pracujesz z czakrami w ogóle, czy dopiero zaczynasz? Bo jeśli dopiero zaczynasz, to moja rekomendacja byłaby taka żeby nie rzucać się od razu na medytacje z mantrą HAM, tylko najpierw zrobić jakiś ogólny skan i sprawdzić, co tak naprawdę jest zablokowane. Czasem to co boli to nie jest ta czakra która potrzebuje pracy - u mnie napięcie w gardle wyszło na to, że problem siedział bardziej w Manipurze i braku poczucia własnej wartości.
najpierw sama, ale nie polecam tego na początku bo człowiek nie wie co szuka. Potem poszłam do osoby która robi sesje bioenergoterapeutyczne i ona mi powiedziała, że rzeczywiście Manipura jest mocno sciśnieta. Nie odmówiła mi, że gardło jest w porzadku, ale powiedziała że praca od dołu układu da więcej niż skupianie się od razu na miejscu gdzie boli.
Ale czy to nie jest tak, że blokada jednej czakry zawsze pociąga za sobą inne? Bo czytałam, że układ czakr to jest jedna całość i jeśli jedna nie przepuszcza energii, to ta wyżej i ta niżej też będą zaburzone. Więc może nie ma sensu pytać 'która' tylko patrzeć na cały układ?
A ile czasu to właściwie zajmuje? Bo słucham tej rozmowy i mam wrażenie, że mówicie o miesiącach albo i dłużej. Nie ma jakiegoś szybszego sposobu żeby sprawdzić czy ta czakra gardła działa czy nie i co z tym zrobić?
Wracając do pytania Janeczki o to, czy medycyna i praca energetyczna mogą iść razem - wydaje mi się, że kluczowe jest żeby logopeda o tym wiedział. Czy mówiłaś logopedzie, że pracujesz też z czakrami? Albo czy w ogóle byłoby to dla niej ważne?
Nie mówiłam logopedzie. Szczerze, trochę się bałam reakcji - nie wiedziałam, czy to nie wywoła jakiegoś uśmiechu z politowaniem albo uwagi, żeby się skupić na ćwiczeniach. Ale teraz jak o tym myślę, to chyba powinnam spróbować. Macie doświadczenia z tym jak specjaliści reagują na takie tematy?
Ja mówiłam swojej fizjoterapeutce i nie było żadnego problemu - powiedziała że ją to nie obchodzi co robię przy okazji, byle ćwiczenia robiła. Ale to fizjoterapeutka. Logopeda może mieć inne podejście bo to jednak praca z głosem i mową, więc bardziej wchodzi w psychikę. Zależy od człowieka szczerze.
Ale wracając do wahadełka, bo Dadzbog.x wspominał wcześniej o tym co znaczy 'poziom neutralny' - nie do końca rozumiem. Czy to jest jakieś konkretne zachowanie wahadełka, czy to bardziej subiektywna ocena? Bo jak mam porównywać wyniki u siebie, jak nie wiem co jest punktem odniesienia.
Rozwinę to co napisał Henio. Poziom neutralny w kontekście wahadełkowania nad czakrami to punkt zerowy dla danej osoby - każdy ma swój własny, dlatego zawsze zalecam najpierw skalibrować wahadełko na sobie. Trzymasz je spokojnie, bez pytania o nic konkretnego, obserwujesz ruch bazowy. To jest Twój neutralny. Potem gdy trzymasz nad czakrą, porównujesz z tym bazowym. Odchylenie od neutralnego w górę mówi coś o aktywności czakry. Dlatego nie ma jednej wartości korzystnej dla wszystkich - jest korzystna dla Ciebie, w odniesieniu do Twojego neutralu.
Ok ale czy to nie sprawia, że całe to wahadełko jest trochę bez sensu? Skoro każdy ma inny neutralny, to jak możecie porównywać swoje wyniki albo uczyć się od kogoś innego? Henio mówi że ruch w prawo to dobrze, ale może u Nuna98 ruch w prawo to jej neutralny.
Ale czy to nie jest trochę tak, że wahadełko pokazuje to, w co wierzysz, a nie to, co faktycznie jest z czakrą? Bo czytałam że ideomotoryka - te mikroruchy mięśni - odpowiada za ruch wahadełka, więc de facto to Twoja podświadomość porusza wahadełkiem. I wtedy co to w ogóle bada?
Ja w ogóle nie korzystam z wahadełka, bardziej ufam kartom przy ocenie stanu energetycznego. Jeśli ciągnie mi karty związane z blokowaniem ekspresji - Kapłanka, Wisielec - to jest dla mnie sygnał że coś się dzieje z gardłem albo wyrażaniem siebie. Kiedyś przez kilka tygodni ciągałam same takie karty i potem się okazało, że miałam stan zapalny krtani.
Wracam do sedna, bo to mnie dotyczy bezpośrednio - powiedziałam dziś logopedce mimochodem, że pracuję też nad oddechem przez medytację. Nie powiedziałam o czakrach wprost. Jej reakcja była... neutralna. Zapytała jakiego typu medytacja i powiedziała, że jeśli pracuję z przeponowym oddechem, to świetnie, bo to akurat współgra z tym co ona ćwiczy ze mną. Więc może nie trzeba mówić o wszystkim dosłownie.
No i to jest chyba najrozsądniejsze podejście. Nie każdy specjalista musi wiedzieć o całej Twojej ścieżce, ważne że ćwiczenia idą w tym samym kierunku. Oddech przeponowy to oddech przeponowy, niezależnie od tego dlaczego go ćwiczysz.
Zgadzam się z Tamarką, ale chcę dodać jedno zastrzeżenie. Jest różnica między niemówieniem a ukrywaniem. Jeśli zaczęłabyś np. robić coś co potencjalnie moglaby kolidować z terapią logopedyczną - jakieś intensywne ćwiczenia wokalne, forsowanie głosu pod przykrywką pracy z mantrą - to wtedy warto byłoby powiedzieć. Dopóki to idzie w tym samym kierunku, to nie ma potrzeby tłumaczenia się z każdego wyboru.
Dokładnie tak jak Henio mówi, to było bardzo spokojne i miękkie. Właściwie bardziej brzęczenie niż śpiewanie. I dzięki za to doprecyzowanie, bo faktycznie nie pomyślałem o tym że ktoś mógłby to robić mocno - to nie jest ta energia, którą HAM ma mieć. Cieszę się że Janeczka.ka powiedziała logopedce o oddechu, to chyba był dobry krok.
Powiedziałam że to medytacja z koncentracją na oddechu, nic więcej. Ona skinęła głową i powiedziała że to w porządku, bo świadomość oddechu wspiera to co ćwiczymy. I tyle. Żadnych dodatkowych pytań. Więc mam wrażenie że trafiłam na osobę otwartą albo przynajmniej nie zamkniętą.
To jest naprawdę dobry znak. Logopedzi pracujący z dorosłymi coraz częściej mają kontakt z technikami oddechowymi z jogi czy uważności, bo te same mechanizmy - przepona, rezonans klatki piersiowej, rozluźnienie karku - pojawiają się w obu podejściach. Natomiast wracając do pytania Nuna98 o poziom neutralny, bo czuję że zostało trochę urwane - czy po tych wyjaśnieniach które dałem jest jaśniej, czy nadal coś nie gra?
Minuty kalibracji przed każdą sesją brzmi jak dużo czasu na coś co i tak jest subiektywne. Szczerze mówiąc nie rozumiem dlaczego nie można po prostu... zacząć. Czakry albo są zablokowane albo nie, co zmienia kilka minut patrzenia na wahadełko?
Właśnie, i tu wracamy do mojego wcześniejszego pytania o ideomotorykę. Czy nie jest tak że wahadełko zawsze da odpowiedź którą chcesz usłyszeć, bo to Ty nim poruszasz? Nawet nieświadomie?
Ja bym dodała że dla mnie tarot działa dokładnie na tej samej zasadzie - też można powiedzieć że losujesz kartę którą chcesz dostać. A jednak wzorzec który pojawia się w rozkładzie przez tygodnie mówi coś co potem rozumiesz. Czy to ideomotoryka czy intuicja, wynik bywa trafny.
Wracam do głównego tematu, bo sama się zastanawiam nad czymś praktycznym. Logopedka powiedziała że moje napięcie w krtani jest częściowo posturalne - pochylam głowę do przodu przy komputerze i to wpływa na napięcie mięśni wokół gardła. Z perspektywy Vishuddhy - czy blokada czakry gardła może mieć tak przyziemną, fizyczną przyczynę? Czy to zawsze idzie od strony emocji i wyrażania siebie?
