to z tą kuchnią rodziców jest ciekawe! ja tez mam tak ze u mamy czuje jakis dziwny ucisk w okolicach splotu jak siadamy do stolu. i przez lata myslałem ze to przez stres albo ze za duzo jem bo ona serwuje wielkie porcje haha. ale moze to naprawde cos energetycznego. jak sprawdzic czy to przestrzen czy moje własne blokady sie uaktywniaja w tym konkretnym miejscu?
Bogumil, ja mam podobnie i długo myślałam że to moja nerwica. dopiero jak zaczęłam obserwować że to jest TYLKO u mamy a nie np. u przyjaciółki mimo że też dużo tam jem, zaczęłam rozumieć że to coś specyficznego. nie twierdzę że to czysta energetyka, ale że relacja z mamą + jej styl bycia przy stole + ta konkretna kuchnia razem robią coś co mój żołądek czuje bardzo wyraźnie
no właśnie, i tu mamy klasyczny problem z izolowaniem zmiennych. ucisk przy mamie może być: (a) stres relacyjny, (b) inne jedzenie niż zazwyczaj, (c) inna pozycja przy stole, (d) inna pora jedzenia, (e) przestrzeń energetyczna, (f) jakieś combo z powyższych. jak to rozgraniczyć bez eksperymentu? bo teraz wszyscy zakładają że to (e) bo jesteśmy na forum ezoterycznym
mam takie skojarzenie do tej rozmowy o kuchni rodziców. mój znajomy, kompletny racjonalista, powiedział kiedyś że u rodziców 'trzeba zjeść wszystko co na talerzu' i że od dziecka miał przez to mdłości przy stole. jako dorosły w tej samej kuchni nadal miał ten odruch, dosłownie ciało pamiętało. to nie jest energetyka ani fizjologia, to jest pamięć ciała zakodowana w konkretnej przestrzeni. może to jest ten brakujący element w naszej dyskusji?
Liki, ojej tak, pamięć ciała! to jest dokładnie to. Manipura bardzo mocno trzyma stare wzorce z dzieciństwa związane z jedzeniem, z poczuciem kontroli, z 'musisz zjeść wszystko'. Nie dziwię się że bioenergoterapeuci często schodzą do tego poziomu podczas sesji. To nie jest metafora - to jest naprawdę zapis w tkance. I konkretna kuchnia może być wyzwalaczem który ten zapis aktywuje
no i wracamy do punktu wyjścia tego wątku w sumie - kiedy to energetyka a kiedy coś innego? Bo po tej dyskusji mam wrażenie że odpowiedź jest: prawie zawsze to kilka warstw naraz. pamięć ciała, relacje, przestrzeń, stan czakry. I gastroenterolog widzi tylko jedną z tych warstw. co nie znaczy że nie powinnaś do niego chodzić, Mandragorka, bo ta jedna warstwa jest ważna. ale to jest jak diagnostyka tylko fragmentu
Malwinka, tak to właśnie teraz rozumiem i to jest chyba najważniejsza rzecz którą wyciągam z tego wątku. że te warstwy nie są ze sobą w konflikcie, tylko że każda wymaga innego podejścia. lekarz zajmuje się tkanką, bioenergoterapeuta czakrą, dziennik i obserwacja łączy jedno z drugim. po raz pierwszy od dłuższego czasu nie czuję że muszę wybierać jedno podejście i odrzucić drugie. dziękuję wszystkim za tę rozmowę, serio, mam dużo do przemyślenia i do wpisania w dziennik 🙂
to co napisała Mandragorka na końcu to jest dla mnie klucz do całej tej dyskusji - warstwy nie są w konflikcie. i chcę dodać jeszcze jeden aspekt do tej przestrzeni jedzenia, bo chyba nie powiedzieliśmy wszystkiego. otóż ja zaczęłam zwracać uwagę nie tylko NA MIEJSCE gdzie jem, ale kiedy jem. i odkryłam że ten sam stół, ta sama kuchnia, ale rano kontra wieczór po ciężkim dniu to są dwie zupełnie różne energetycznie sytuacje. Manipura wieczorem po stresującej pracy jest u mnie jakby skulona. czuję to fizycznie zanim w ogóle zacznę jeść. więc diagnostyka miejsca to jedno, ale może warto też brać pod uwagę MOMENT?
