Ale czy to nie jest tak że samokochanie i tak musi w końcu przyjść? Że akceptacja to etap ale bez tego głębszego ciepła do siebie czakra i tak zostaje pół-otwarta?
Wróćcie do tego co Stasia powiedziała o akceptacji kontra samokochanie, bo to jest dla mnie kluczowe. Ja chyba naprawdę nie kocham siebie i to mnie blokowało przed praktykami bo myślałam że nie mam podstaw. Ale jeśli akceptacja wystarczy jako start to może to jest mój wejście do pracy z czakrą serca? Że nie muszę najpierw jakoś magicznie dojśc do samokochania?
Właśnie o to chodzi. Czakra serca nie otwiera się dlatego że spełniłaś warunki. Ona otwiera się przez praktykę i ta praktyka tworzy warunki. Odwrotna kolejność niż zwykle zakładamy. Malachit na przykład - działa właśnie przez łagodne przesunięcie, nie przez rewolucję. Kładziesz go na mostku, oddychasz, i nie musisz nic czuć od razu.
Malachit do samoakceptacji, różowy kwarc do samokochania - to dość grube uproszczenie, ale coś w tym jest. Malachit intensywniej porusza stare warstwy, wyciąga na wierzch to co zakopane. Różowy kwarc jest bardziej łagodzący, nie pcha cię w głąb, raczej otula. Jeśli ktoś jest na początku drogi i jeszcze nie ma narzędzi do pracy z tym co wyjdzie - różowy kwarc jest bezpieczniejszy. Ale to moje zdanie, nie reguła.
To brzmi jak rozmowa z kamieniem. Serio pytam, bo nie rozumiem - kamień coś 'mówi'? Jak to działa?
Wracam tu bo mam pytanie trochę z boku ale związane z tym co piszemy. Czytam o malachicie i różowym kwarcu i myślę sobie że może problem jest głębiej - że ja nie wiem czy mam blokadę w Anahata od strony siebie, czy od strony innych ludzi. Czy to w ogóle można rozróżnić? Bo może to dwie różne blokady?
To bardzo dobre pytanie i myślę że tak, to mogą być różne warstwy. Czakra serca ma tę właściwość że pracuje jednocześnie na wewnątrz i na zewnątrz - miłość własna kontra miłość do innych. Blokada może być asymetryczna. Znałam kogoś kto dawał innym bez końca, a siebie traktował jak ostatnią kategorię. To klasyczny przykład otwartości na zewnątrz przy zamkniętym wnętrzu.
Nigdy bym nie wpadła na takie rozróżnienie. Zawsze traktowałam czakrę serca jak jedną całość. Więc to tak jakby miała kilka kanałów?
To mnie trochę uspokaja bo miałam poczucie że albo całkowicie otwarta albo zamknięta i żadnej opcji pośredniej. A co z tą samoakceptacją o którą pytała Polaryska - to jest ta 'wewnętrzna warstwa' o której mówi Hortensja?
Właśnie o to mi chodziło. Jak słyszę 'kochaj siebie' to mam opór i nie wiem skąd. Ale 'akceptuj siebie' brzmi jakby wymagało mniej... nie wiem, mniej zasługiwania na coś? Czy to ma sens?
Ma sens. Samokochanie niesie ze sobą ładunek wartościowania - że musisz być dobra, żeby to poczuć. Akceptacja jest przed oceną. I może właśnie dlatego czakra serca łatwiej na nią reaguje na początku, bo nie uruchamia tego filtru 'czy jestem wystarczająca'.
Ale to w końcu jest akceptacja wystarczająca do otwarcia czakry czy to tylko przystanek? Bo mam wrażenie że wszyscy mówią różne rzeczy i nie wiem na czym stoimy.
Właśnie, nie 'otworzyłem czakrę i teraz kocham siebie' tylko raczej proces który się kręci w obie strony jednocześnie. To jest trudne do opisania bo nie wygląda jak progres na linii prostej.
Ten wątek o 'ślepym' okresie jest ważny i myślę że dotyczy Polaryski też bezpośrednio. To co opisujesz - że 'akceptacja wymagała mniej zasługiwania' - to właśnie może być znak że twoja Anahata na poziomie wewnętrznym jest zablokowana nie przez brak uczucia ale przez jakiś wewnętrzny trybunał który ocenia czy zasługujesz na to uczucie.
to dobre pytanie i myślę że wielu praktyków unika na nie odpowiedzi. Krótko: z perspektywy pracy z czakrami to nie jest to samo, ale jedno zazwyczaj pociąga drugie. Blokada energetyczna może mieć źródło w przekonaniu, a przekonanie może tworzyć blokadę. Który koniec nitki złapiesz - to zależy od tego co bardziej do ciebie przemawia.
Mnie zastanawia jedno - Polaryska mówiła że opór pojawia się przy słowach 'kochaj siebie' ale nie przy 'akceptuj siebie'. Czy to może być wskazówka diagnostyczna sama w sobie? Jakby ciało pokazywało gdzie jest granica dostępu?
To 'nic nie poczuję' to chyba jeden z większych lęków przy tej pracy. Ja też to miałam. Jakby brak odczucia był gorszą wiadomością niż ból.
Dokładnie to. I tu wracamy do pytania z tytułu wątku - czy można otworzyć czakrę serca bez samokochania. Myślę że znieczulenie jest mechanizmem obronnym i nie możesz go po prostu wyłączyć wolą. Akceptacja jako pierwszy krok może właśnie dlatego być skuteczniejsza - bo nie żąda od razu wyłączenia ochrony.
Przepraszam że wchodzę w środek ale mam pytanie. Jak w ogóle wiadomo że to blokada w Anahata a nie np w Manipurze bo to też wpływa na to jak się czujemy z sobą nie? Skąd macie pewność że dobrze identyfiukjecie którą czakrę?
Ta metafora z gotowaniem wcale nie jest głupia, wręcz przeciwnie. To jest właśnie klasyczna nadczynność na zewnątrz i niedoczynność do wewnątrz w Anahata. Czakra serca umie dawać, ale jest zamknięta na przyjmowanie - i to dotyczy też przyjmowania od siebie samej. Stasia wcześniej pytała o reakcję ciała na słowa - Polaryska, czy próbowałaś już tego eksperymentu? Ciekawa jestem co się faktycznie wydarzyło.
Ja też czekam na odpowiedź w tej sprawie 🙂 Ale poza tym - to co Pajeczyna opisuje, ta asymetria między dawaniem a przyjmowaniem, to czy to znaczy że taka osoba mogłaby mieć Anahata jednocześnie nadaktywną i niedoczynną? Czy to w ogóle możliwe energetycznie, żeby ta sama czakra była jednocześnie dwiema rzeczami?
