Nie wiem jak zacząć, ale spróbuję. Od jakiegoś czasu czuję że coś jest nie tak z moją czakrą korzenia. Mam ciągły lęk o pieniądze mimo że obiektywnie nie jest źle, problemy z kolanami i dolnym odcinkiem kręgosłupa, i takie poczucie że ziemia ucieka mi spod nóg. Ale ostatnio zaczęłam łączyć to z relacją z rodzicami - moja mama była bardzo kontrolująca, dom rodzinny kojarzył mi się bardziej z napięciem niż z bezpieczeństwem. Czy to w ogóle ma sens? Że dzieciństwo blokuje Muladharę w dorosłości?
To jak najbardziej ma sens i jest to jeden z najczęstszych wzorców, z jakim się spotykam. Muladhara to czakra, która kształtuje się właśnie we wczesnym dzieciństwie - mniej więcej do siódmego roku życia. W tym czasie budujemy przekonanie o tym, czy świat jest bezpieczny, czy mamy prawo istnieć, czy możemy liczyć na innych. Jeśli dom rodzinny był miejscem nieprzewidywalnym, napięcia lub kontroli, to ta czakra bardzo często zostaje zamknięta albo wchodzi w tryb nadaktywności jako kompensacja. Lęk o finanse przy obiektywnie dobrej sytuacji to klasyczny sygnał - reaguje stary wzorzec, nie rzeczywistość. Chciałabym zapytać o jedną rzecz: te bóle kolan i kręgosłupa masz od zawsze czy nasiliły się w jakimś konkretnym momencie życia?
Nasiliły się zdecydowanie po tym jak się wyprowadziłam od rodziców, jakieś cztery lata temu. Co paradoksalne, bo myślałam że będzie lepiej. Ale chyba ciało zaczęło dopiero wtedy odreagowywać.
To niesamowite, bo u mnie było dokładnie tak samo. Wyprowadzka miała być wyzwoleniem a nagle zaczęłam mieć stany lękowe których wcześniej nie miałam. Jakby ciało przez te wszystkie lata trzymało się razem na siłę i dopiero w bezpiecznym miejscu pozwoliło sobie na to żeby się posypać. Halineczka, czy to jest typowe że blokada Muladhary ujawnia się właśnie wtedy gdy sytuacja zewnętrzna się poprawia?
Słucham i dużo mi to daje do myślenia. Mam podobną sytuację, tyle że ja nie potrafiłam jeszcze ocenić która czakra jest u mnie zablokowana. Czy da się jakoś sprawdzić samej, bez wizyty u bioenergoterapeuty? Coś prostego dla początkujących?
Wracając do tematu autorki - mnie zastanawia jedna rzecz. Piszesz, że mama była kontrolująca. Ale czy to był tylko jeden rodzic, czy ojciec też był jakoś trudny? Pytam bo słyszałam, że ojciec jest powiązany bardziej z czakrą słoneczną - poczuciem własnej siły i sprawczości - a matka właśnie z korzeniem i poczuciem bezpieczeństwa. Czy ktoś to potwierdza?
Ojciec był po prostu nieobecny, głównie pracował. Nie był zły, ale jakby go nie było. I chyba to połączenie - mama kontrolująca, tata nieobecny - sprawiało że czułam się kompletnie sama z tym stresem.
To brzmi jak bardzo typowy schemat dys-funkcyjnej rodziny, który opisuje dużo osób pracujących z czakrami. Ciekawi mnie czy kiedykolwiek robiłaś jakąś diagnostykę energetyczną, choćby u kogoś z zewnątrz?
To co piszesz o Manipurze jest bardzo ciekawe. Hiperaktywna czakra spotu słonecznego przy zamkniętej korzenia to prawie zawsze próba radzenia sobie z lękiem przez kontrolę i perfekcjonizm. Tak jakby człowiek łatał dziurę na dole przez wpinanie się w nadaktywność wyżej. Masz może tendencje do przekontrolowania wszystkiego, planowania z dużym wyprzedzeniem, trudności z odpuszczaniem?
A co konkretnie pomaga na uziemienie? Słyszałem o chodzeniu boso po trawie ale to chyba nie wystarczy przy czymś tak głębokim.
To jest mój konkretny problem. Chodziłam przez chwilę do psycholożki i jak wspomniałam o bioenergoterapeutce to było czuć w powietrzu że to nie jest dla niej temat. Nie skomentowała wprost, ale poczułam że lepiej tego nie ciągnąć. Więc zaczęłam te dwie rzeczy trzymać osobno, jakby w szufladach.
I jak Ci idzie z tymi szufladami? Czy to nie jest trochę tak, że sama siebie fragmentujesz żeby dopasować do różnych specjalistów?
Trochę mnie to niepokoi bo rozmawiamy już chwilę i nie wróciłyśmy do podstawowego pytania - co teraz konkretnie robisz żeby wzmacniać Muladharę? Czy w ogóle jest jakaś codzienna praktyka?
To co opisujesz - niemożność utrzymania rutyny - jest tak klasycznym objawem słabej Muladhary że aż mi szczęka opada. Czakra korzenia to dosłownie zdolność do zakorzenienia się w czasie i miejscu. Jak jest słaba, to wszystko jest 'może jutro', 'może jak będę gotowa'.
Słucham tego wątku od początku i mam pytanie może trochę z boku - czy ktoś próbował użyć kamieni przy tej pracy? Czarny turmalin albo obsydian przy Muladharze? Zastanawiam się czy to cokolwiek realnie zmienia czy to bardziej kwestia skupienia uwagi.
Mam czerwony jaspis, dostałam go od bioenergoterapeutki właśnie przy tamtej wizycie. Leży na półce od jakichś kilku miesięcy. Chyba powinnam go zabrać z półki.
Wiesz co, może zamiast czekać na 'prawdziwą' praktykę - połóż ten kamień dziś wieczór na brzuchu przy podstawie i po prostu leż. Bez mantry, bez wizualizacji, bez nic. Samo fizyczne skupienie uwagi na dole ciała już jest czymś dla Muladhary. Nie musisz robić wszystkiego naraz.
A propos tej Manipury - Hyzop pisała wcześniej że nie wolno jej wyciszać zanim nie zbuduje się podstawy. Ale jak to wygląda w praktyce? Czy to znaczy że człowiek przez cały czas pracy z korzeniem żyje z tym nadmiernym kontrolowaniem? Bo to brzmi wyczerpująco.
Dobra, dziś wieczór kładę ten jaspis. Hyzop napisała żeby po prostu leżeć bez nic i to wydaje mi się pierwszą rzeczą którą faktycznie jestem w stanie zrobić. Ale mam pytanie do siebie właściwie - czemu musiałam czekać żeby ktoś mi to powiedział zamiast samej do tego dojść? To też coś mówi o tym jak bardzo nie ufam własnym impulsom.
To co właśnie napisałaś o nieufaniu własnym impulsom - to jest bardzo muladharowe. Ta czakra to nie tylko bezpieczeństwo zewnętrzne, dom, pieniądze, ziemia pod nogami. To też poczucie że twoje własne wewnętrzne sygnały są wiarygodne. Kiedy w dzieciństwie twoje odczucia były regularnie korygowane przez rodziców - 'nie bój się', 'nie masz powodu płakać', 'przesadzasz' - to się uczy wyłączać ten wewnętrzny kompas. I potem człowiek szuka zewnętrznych instrukcji bo swoje przestał słyszeć.
Ja mam pytanie do Bluszczyk bo trochę kręcimy się wokół - powiedziałaś że mama poprawiała ci fryzurę bez pozwolenia i że ojciec był nieprzewidywalny. Ale czy byłaś w stanie kiedyś powiedzieć im o tym jak się czułaś? Pytam bo to ma związek z tym jak Muladhara i Vishuddha są u ciebie powiązane - zablokowane wyrażanie może blokować zakorzenianie.
A jak ta mama zaczęła płakać i ty poczułaś się winna - to czy to nie jest właśnie ten mechanizm, że nie możesz być bezpieczna i szczera jednocześnie? Że albo mówisz co czujesz i tracisz spokój relacji, albo milczysz i masz spokój zewnętrzny ale wewnętrznie coraz mniej gruntu?
Cisza jako strategia bezpieczeństwa - to zdanie powinnaś gdzieś zapisać i wracać do niego. Muladhara blokuje się właśnie kiedy bezpieczeństwo zostaje połączone z wymazywaniem siebie. Ciało uczy się że żeby przetrwać trzeba być mniej widoczną, mniej głośną, mniej wymagającą. I ta nauka zostaje w tkankach długo po tym jak tamte warunki przestały istnieć.
Słucham tego i zastanawiam się - czy to znaczy że ta czakra może być zablokowana nawet jeśli człowiek ma teraz obiektywnie bezpieczne życie? Że ciało jakby nie dostało wiadomości że sytuacja się zmieniła?
Doczytałam cały wątek i mam wrażenie że Bluszczyk zrobiła tu dziś więcej pracy niż przez wiele miesięcy wcześniej. To że to nienazwane dostało nazwy - cisza jako strategia, fragmentowanie siebie u specjalistów - to już jest coś konkretnego z czym można pracować. Czy ty sama to czujesz?
Ta ulga ze strachem razem to jest klasyczny znak że dotknęłaś czegoś prawdziwego. Muladhara kiedy zaczyna się otwierać często najpierw daje ten rodzaj drżenia - jakby ziemia pod tobą była bardziej realna ale też przez to bardziej czujesz ile brakowało jej wcześniej. To dobry znak, nawet jeśli niekomfortowy.
Mam pytanie może głupie ale zadaję je - czy ta praca z czakrą ma jakiś koniec? To znaczy czy jest moment kiedy mówisz 'ok, Muladhara przepracowana, czas na następną'? Czy to raczej ciągłe?
