Nie wiem czy dobrze trafiam z tym pytaniem do tej kategorii, ale chyba tak. Mam taki problem od jakiegoś czasu i nie umiem się z tym uporać sama. Chodzi o to, że zrobiłam komuś krzywdę - nieumyślnie, ale jednak. Ta osoba mi wybaczyła, wszystko zostało powiedziane, przeprosiłam. Problem w tym, że ja sama sobie wybaczyć nie potrafię. Mam wrażenie jakby ta sytuacja siedziała mi gdzieś w środku klatki piersiowej, dosłownie fizycznie. Taki ucisk, ciężar. Szczególnie rano jak się budzę. Czytałam trochę o Anahacie i mam wrażenie że to tam coś nie gra, ale nie rozumiem jednej rzeczy - ta energia co tam tkwi i nie płynie... ona gdzieś idzie? Kumuluje się? Czy po prostu blokuje całą czakrę i tyle? I czy można w ogóle oddzielić siebie jako człowieka od tego jednego błędu, żeby ta blokada ustąpiła?
To co u siebie opisujesz z tym uciskiem w klatce, to bardzo charakterystyczny objaw dla Anahaty. Ale chcę dopytać zanim cokolwiek więcej powiem - ten ucisk jest bardziej po lewej stronie czy pośrodku mostka? Bo to może trochę zmieniać obraz. I jak długo to trwa? Tygodnie, miesiące?
ojej, ja mam coś bardzo podobnego! też mi chodzi po głowie jedna stara sprawa i też czuję ten ucisk. myślałam że to tylko stres ale może to właśnie Anahata? czy to znaczy że czakra serca blokuje się od poczucia winy tak samo jak od braku miłości? bo wydawało mi się że to głównie o miłości i relacjach jest ta czakra
Hmm, nie chcę psuć klimatu ale mam pytanie do bardziej doświadczonych - skąd wiadomo że to blokada czakry a nie po prostu poczucie winy które normalnie siedzi w głowie? Psychologicznie to jest po prostu nierozwiązany conflict wewnętrzny. Nie twierdzę że czakry nie istnieją, ale jak to odróżnić?
Znam to uczucie z mostka. U mnie bylo podobnie ale z innego powodu. Powiem ci tyle - sam czas nie wystarczy zeby to puścić. Musisz coś z tym aktywnie zrobić, inaczej zostaje.
Trzy miesiące i środek mostka, bez wyraźnego nasilenia po lewej - to może być zarówno Anahata jak i lekkie zaangażowanie Manipury, bo poczucie winy to też często sprawa splotu słonecznego. Ale zanim będę zgadywać - próbowałaś testować to wahadełkiem? Albo choćby przyłożyć dłoń i poczuć co tam jest? Pytam bo sama diagnoza dużo zmienia w podejściu do pracy.
A wiesz Romualda, to co piszesz o tym że ta osoba ci wybaczyła a ty sobie nie możesz - to jest dla mnie coś bardzo znajomego. Ja długo myślałam że jak ktoś zewnętrzny odpuści to powinno być po sprawie, a tymczasem to jest zupełnie osobny proces. Jakby wybaczenie od innych i wybaczenie sobie to dwie różne rzeczy, które idą niezależnie.
Mała amplituda nad czakrą to właśnie klasyczny sygnał przymknięcia, energia ledwo płynie. To by potwierdzało blokadę Anahaty. Ale zaraz - co z Manipurą, czyli okolicą splotu słonecznego? Jak tam wahadełko chodziło? Bo piszę o tej czakrze nie bez powodu.
wybaczcie że wchodzę w środek ale mam pytanie troche z boku - jak rozumiem pytanie z tytułu wątku, to jest właśnie o to żeby siebie oddzielić od błędu. ale czy to w ogóle jest możliwe i czy to jest właściwy kierunek? bo może zamiast oddzielać, trzeba to jakoś... zintegrować? nie wiem, może głupie pytanie
Wlodek, wcale nie głupie, wręcz przeciwnie. To jest sedno. Oddzielenie i integracja to dwie różne strategie i w pracy z Anahatą mają zupełnie inne zastosowanie. Oddzielanie bywa mechanizmem obronnym, który czakrę serca tylko bardziej zamraża, bo wymaga ciągłego trzymania czegoś na dystans. Integracja natomiast - przyjęcie że to wydarzenie jest częścią twojej historii, nie definicją tego kim jesteś - to jest droga przez serce, nie obok niego. Ta energia o której piszesz Romualda, ta co stoi w miejscu, ona nie zniknie od udawania że jej nie ma. Ona potrzebuje przepłynąć, a żeby przepłynęła, coś musi się zmienić w stosunku do samej siebie. Tu nie ma skrótu przez ominięcie tematu.
Muszę powiedzieć że trochę się nie zgadzam z tym co tu pada. Mam wrażenie że za szybko wszyscy skaczemy do technik i czakr, a przecież nie wiemy czy autorka rozmawiała z kimś, terapeutą na przykład. Trzy miesiące takiego ucisku to nie jest błahostka. Czakry czakrami, ale to nie musi się wykluczać z normalną pomocą. Nie mówię że jedno jest lepsze od drugiego, tylko że może warto działać na kilku frontach.
Dianka - doceniam, naprawdę. Kwestia terapii jest, powiem tyle. Ale pytam tu o aspekt energetyczny, bo czuję że to jest osobna warstwa i nie chcę jej zaniedbywać. Nocnica - to co piszesz o kołowaniu głową zamiast czucia... to jest w środek. Właśnie to robię. Analizuję, racjonalizuję, szukam czy mogłam zrobić inaczej i to nie ma końca. Jak to przerwać na poziomie Anahaty?
ciekawy wątek. mam pytanie do Klimci albo Nocnicy - ta energia zablokowana w Anahacie, ona rzeczywiście może szukać ujścia gdzie indziej? romualda pytała o to wcześniej i nikt nie odpowiedział do końca. bo mnie to zastanawia z innego powodu, pracuję teraz nad własną klatką i ciekawi mnie mechanizm
ok, rozumiem. a jak to rozpoznać czy ta energia 'poszła w górę' czy 'w dół'? bo to by zmieniało podejście do pracy z tym. jest jakaś metoda diagnostyczna do tego czy tylko ogólne skanowanie całości?
to co Klimcia pisze o perfekcjonizmie i karaniu siebie - kurde, to mnie uderzyło. bo ja mam dokładnie tak że jak coś naknocę to potem przez tydzień robię wszystko 2 razy lepiej żeby się odkupić. i nawet mi to nie pasowało że to może być czakra serca a nie wola czy coś... może to właśnie ten przepływ w dół o którym mówisz?
Wróćmy na chwilę do pytania Romualdy z tytułu wątku, bo chyba za bardzo poszliśmy w technikalia. Oddzielenie siebie od błędu kontra integracja - napisałam wcześniej że to dwie różne strategie, ale chyba za mało rozwinęłam. Oddzielenie zakłada że 'ja' i 'ten błąd' to są dwie osobne rzeczy które można porozcinać. Integracja zakłada że ten błąd był częścią mojej drogi i nie chodzi o to żeby go odciąć, tylko żeby go ułożyć. Dla Anahaty ta druga ścieżka jest zdrowsza, bo serce nie lubi amputacji. Lubi całość. Ale to nie znaczy że masz go nosić na sobie jak krzyż.
Nocnica - 'serce nie lubi amputacji'. to zdanie mnie zatrzymało. bo chyba właśnie to próbuję zrobić od trzech miesięcy. odciąć. i to nie działa, a ja coraz bardziej się pytam dlaczego tak długo. może dlatego właśnie.
Czytam tę rozmowę i przyznam szczerze - Nocnica pisze bardzo mądrze ale mam jedno ale. to 'układanie' błędu, integracja i tak dalej - ok, pięknie to brzmi, ale jak konkretnie? bo Romualda pyta o coś bardzo praktycznego a my krążymy wokół. nie mam ochoty znowu słyszeć 'zapal zieloną świecę i wyobraź sobie że wybaczasz sobie' bo to nie jest odpowiedź na takie pytanie.
Słyszę tu tę całą rozmowę o energii szukającej ujścia i mam pytanie może naiwne - czy to nie jest po prostu zwykłe przemieszczanie się objawów stresu? bo jak coś tłumisz emocjonalnie to ciało szuka wyładowania gdzie indziej, to opisuje zwykła psychosomatyka. nie mówię że czakry nie istnieją, ale czy naprawdę potrzebujemy oddzielnego modelu żeby to opisać?
ojej ale ja mam pytanie bo się trochę zgubiłam - ta integracja o której mówi Nocnica, to jest coś co można robić samodzielnie czy raczej trzeba do kogoś iść? bo brzmi jakby wymagało jakiegoś przewodnictwa a nie każdy ma dostęp do bioenergoterapeuty
wiesz co, czytam od jakiegoś czasu ten wątek i muszę powiedzieć jedno. miałam kiedyś coś podobnego do tego co opisuje Romualda i u mnie przyszło to z nieoczekiwanej strony - przez sen. przyśnił mi się człowiek którego skrzywdziłam, ale w tym śnie on mi po prostu... gotował zupę. nic wielkiego, żadnych słów, żadnego wybaczania wprost. i obudziłam się bez tego ucisku w piersi który miałam od miesięcy. nie mam pojęcia co to było, ale coś się przestawiło. nie wiem czy to ma związek z Anahatą, ale może warto też obserwować sny?
Roksanka, to brzmi jak coś prawdziwego. ciało i psychika czasem sami rozwiązują co my blokujemy na jawie. sen omija obronę głowy.
to co Nocnica pisze o medytacji z ręką na mostku - próbowałam coś podobnego i to jest naprawdę trudniejsze niż wygląda. u mnie za każdym razem po może 30 sekundach zaczynam myśleć o czymś zupełnie innym, albo analizuję czy dobrze oddycham zamiast po prostu oddychać. to jest chyba właśnie ta ucieczka głowy przed czuciem?
Do pytania o mantry - dla Anahaty bija-mantra to YAM. można ją powtarzać cicho albo w myślach, i właśnie ten dźwięk może być kotwicą dla głowy która ucieka w analizowanie. to nie jest magiczne zaklęcie, to punkt skupienia. ale Wlodek, to że głowa ucieka to nie jest błąd w medytacji - to jest sama medytacja. zauważasz że uciekłeś i wracasz. to jest ćwiczenie, a nie porażka.
a czy do pracy z Anahatą pasuje jakiś konkretny kamień? czytałam że różowy kwarc ale nie wiem czy to nie jest tylko marketing
Słucham was i coś mi się układa. ta praca z intencją żeby czuć a nie analizować - to chyba jest mój główny problem. bo ja jestem osobą która wszystko przetwarza głową i czuję że nawet w tej medytacji siedzę i myślę 'czy dobrze to czuję, czy to jest właśnie ta Anahata, czy ten ucisk to blokada czy może coś fizycznego'. i to jest dokładnie ta ucieczka o której mówicie. pytanie tylko - jak się z tego wybudzić, skoro sama próba wyjścia z analizy jest kolejną analizą?
Romualda - właśnie to jest pułapka analitycznego umysłu i nie ma na nią jednego klucza. ale jest coś co pomaga - nie próbuj przestać analizować, tylko przenieś uwagę na ciało fizyczne, nie na energię. poczuj temperaturę powietrza w nozdrzach. poczuj ciężar rąk na kolanach. to nie jest myśl, to jest doznanie. i z tego miejsca łatwiej zejść w mostek. głowa nadal będzie gadać, ale z boku, nie w centrum.
