ta wskazówka Nocnicy o temperaturze powietrza w nozdrzach - próbowałam tego w nocy i o dziwo trochę pomogła. nie wiem dlaczego właśnie to zadziałało bardziej niż skupianie się na mostku. może bo to takie konkretne, fizyczne, nie daje głowie miejsca na ucieczkę?
do pytania o te blokady analitycznego umysłu - jest jeszcze jedna droga której nie wspomniałam, a która dla niektórych jest łatwiejsza niż medytacja w ciszy. pisanie. nie dziennik w stylu 'co czuję', tylko konkretnie: siadasz i piszesz list do tego błędu. do samego błędu, nie do osoby której dotyczy. i piszesz co ci zrobił, co zabrał, co ci dał. bo Romualda - jeśli dobrze rozumiem to co u siebie opisujesz - ten błąd coś ci też dał. może wiedzę, może granicę, może jakiś koniec który był potrzebny. i Anahata nie otworzy się dopóki nie uznasz całości, nie tylko tej ciemnej strony.
o, spalanie listu to akurat coś o czym słyszałam wielokrotnie i serio pomaga. robiłam to przy innej okazji, nie przy czakrach ale przy zamykaniu pewnego rozdziału i to poczucie że coś fizycznie znika, dym, popiół - coś w tym jest. nie wiem jak to tłumaczyć energetycznie ale na poziomie czucia to jest mocne
no dobrze, spalanie listu to akurat ma nawet jakieś psychologiczne uzasadnienie, akt symboliczny domknięcia i tak dalej, to przynajmniej rozumiem. ale mam pytanie do ogólnej dyskusji - czy ktoś tu rzeczywiście sprawdzał stanem Anahaty przed i po takich ćwiczeniach? wahadełkiem albo z kimś zewnętrznym? bo łatwo powiedzieć że coś się otworzyło jeśli subiektywnie czujemy lepiej, ale to może być po prostu ulga po płakaniu albo efekt placebo
wracam do tego co Romualda pisała wcześniej, o tym że wszystko przetwarza głową. mam wrażenie że jej przypadek to nie tyle zablokowana Anahata ile przeładowana Ajna. te dwie czakry u ludzi 'myślicieli' często wchodzą w rodzaj konfliktu - głowa przejmuje zadanie serca i próbuje rozwiązać to co serce powinno po prostu przeżyć. ktoś to widzi podobnie czy jestem tu sam?
Klimcia, tak. dokladnie tak. jakby siadanie przy sercu w ciszy uruchamiało jakiś mechanizm przyspieszania myśli, a nie wyciszania. i teraz to co pisze Hydromanta nabiera sensu. czy jest sposob żeby pracować nad tym konfliktem miedzy Ajna a Anahata, nie tylko nad każda czakra osobno?
jest. jedną z metod jest świadoma praca z oddechem między tymi dwoma punktami - wdech z intencją kierowaną do trzeciego oka, wydech z intencją do serca. nie wizualizacja koloru tylko czysta intencja przepływu, z góry w dół. i po jakimś czasie ciało samo zaczyna to regulować. ale to nie jest szybkie, i nie da się tego robić głową - paradoks polega na tym że właśnie Ajna musi zgodzić się oddać kontrolę.
o jeny, Ajna ma się zgodzić oddać kontrolę - to brzmi jakby trzeba było przekonać własny mózg żeby przestał myśleć, co jest chyba niemożliwe? tzn jak to w praktyce wygląda, po prostu siedzisz i czekasz aż samo przejdzie?
a przy tej pracy z Anahata i wybaczaniem sobie - jest jeszcze jeden kamień ktory mi przyszedł do głowy i nie wspomnialem wczesniej. rhodonit. nie malachit, nie kwac różowy - rhodonit jest właśnie o przebaczeniu, i konkretnie o przebaczeniu w relacji do siebie a nie do kogoś innego. trzymanie go przy mostku podczas tej medytacji z oddechem którą opisuje Klimcia mogłoby wzmocnić intencję. ktoś próbował rhodonitu przy pracy z własną winą?
słuchajcie, wróce do tego co powiedziała Romualda na początku tego wątku, że próbuje od kilku miesięcy 'odciąć' i to nie działa. ja też przez długi czas myślałam że da się po prostu zdecydować że koniec i gotowe. a potem mi ktos mądry powiedział coś co brzmi banalnie ale nie jest - że wybaczenie sobie to nie jest decyzja, to jest proces który ma swój czas i nie da się go skrócić wolą. można go tylko wspierać albo blokować. i blokujemy go głównie przez ocenianie się za to że jeszcze nam nie przeszło.
Roksanka mówi coś ważnego. ocenianie siebie za to że się nie wybaczyło to jest jak szarpanie za roślinkę żeby szybciej rosła.
ten list do błedu który zaproponowała Nocnica - to chyba bedę musiała spróbować. bałam się tego bo czułam że jak napiszę to stanie sie bardziej realne. ale może właśnie o to chodzi. może Anahata potrzebuje żebym w końcu to przyznała wprost, nie tylko w głowie. dziękuję wam wszystkim, serio. czuję że ten wątek ruszył coś czego tygodnie analizowania samej nie ruszyły.
Romualda, cieszę się że to napisałaś. i zauważam coś ważnego w tym co powiedziałaś - że bałaś się pisać bo to stanie się 'bardziej realne'. to jest właśnie ten mechanizm który trzyma blokadę. Anahata nie może przetworzyć tego czego umysł odmawia nazwać. piszesz to, nazywasz wprost, i dopiero wtedy energia ma z czym pracować. bez nazwy - nie ma czego puścić. list to nie jest uczynienie błędu większym. to jest uczynienie go skończonym, zamkniętym, oddzielnym od ciebie. i o to właśnie pytałaś na początku tego wątku - jak oddzielić siebie od błędu. no to masz odpowiedź, przynajmniej jedną z nich.
