Hej, zakładam ten temat bo od jakiegoś czasu zastanawiam się nad czymś co mnie bardzo nurtuje. Chodzi o czakrę serca, Anahatę, i to jak jej stan wpływa na to jak się postrzegamy - siebie samych, nie relacje z innymi. Bo wszędzie czytam że Anahata to miłość do innych, partnerstwo, empatia itd. Ale co z miłością do siebie? Właśnie chodzi mi o takie głębokie niedowartościowanie, poczucie że się jest 'mniej', że się nie zasługuje na coś dobrego. Czy to też siedzi w czakrze serca czy może w splocie słonecznym? Ja sama mam od lat problem z tym żeby przyjmować komplementy - dosłownie nie wiem co z nimi zrobić, odbieram je jako coś fałszywego. I niedawno koleżanka która robi bioenergoterapię powiedziała że wyczuwa u mnie 'dziurę' w obszarze serca, lekki zastój. Stąd moje pytanie - czy praca z Anahatą może rzeczywiście pomóc w samoakceptacji, czy to już raczej kwestia psychologiczna i czakry tu nie wystarczą?
Sensowne pytanie i nie ma jednej prostej odpowiedzi. Anahata to nie tylko miłość romantyczna czy do innych - to też zdolność do przyjmowania miłości, w tym od siebie samej. Zablokowana czakra serca bardzo często objawia się właśnie tym co opisujesz - niemożność przyjęcia komplementu, poczucie że 'nie zasługuję', chroniczne umniejszanie siebie. Ale uwaga - Manipura (splot słoneczny) też jest tu zaangażowana, bo to tam siedzi poczucie własnej wartości w sensie ego i sprawczości. Kiedy widzę u kogoś ten problem, zazwyczaj patrzę na obie czakry naraz. Pytanie do ciebie - masz poczucie że to niedowartościowanie jest bardziej 'nie jestem kochana/wartościowa' czy raczej 'nie jestem wystarczająco kompetentna/silna'? To by trochę wskazało gdzie szukać głównej blokady.
Zgadzam się z Bolesławem co do Manipury, ale chciałabym dodać jeden wątek. Bardzo często w takich przypadkach pracuje się równocześnie na czakrze korzenia - bo niedowartościowanie siebie głębokiego rodzaju (to 'nie zasługuję na istnienie jakby') bywa zakorzenione właśnie w Muladharze, w poczuciu bezpieczeństwa i prawa do bycia sobą w ogóle. Zablokowana Muladhara plus przymknięta Anahata to taki klasyczny duet. Natomiast do autorki - to o czym piszesz, że komplementy odbierasz jako fałszywe, to jest bardzo charakterystyczny objaw. Energia nie wpływa do czakry serca, jest jakby odpychana zanim dotrze. Koleżanka która wyczuła tę 'dziurę' - powiedziała czy to bardziej niedoczynność czy zastój? Bo to trochę różne rzeczy.
A ja mam pytanie z innej strony - bo ten temat mnie ciekawi. Czy jest sens w ogóle próbować rozdzielać 'to jest psychologia a to jest praca z czakrami'? Bo z tego co wiem, jedno idzie z drugim i nie ma sensu stawiać granicy. Albo robi się jedno i drugie, albo żadne nie daje pełnych efektów. Sam pracowałem z afirmacjami i medytacją na Anahatę i bez terapii by to nie ruszało tak głęboko.
No właśnie, i tu zaczyna się dla mnie problem z całą tą dyskusją. 'Dziura w polu energetycznym' wykryta przez koleżankę bioenergoterapeutkę to nie jest diagnoza, to jest subiektywne odczucie. Nie mówię że bioenergoterapia jest bez sensu, ale budowanie całej pracy nad sobą na takim fundamencie to trochę ryzykowne. To co u siebie opisujesz - niemożność przyjmowania komplementów, poczucie niezasługiwania - to są bardzo konkretne schematy które mają świetnie opisane mechanizmy psychologiczne. I żaden kamień ani mantra ich nie zmieni bez faktycznej pracy nad tym skąd to pochodzi. Mogę się mylić, ale wolę to powiedzieć wprost.
Zenek ma rację w jednym punkcie - samo badanie dłonią czy wahadełkiem to punkt wyjścia do refleksji, nie wyrok. Ale praktycznie rzecz biorąc, obserwacja własnych objawów jest równie wartościową diagnozą. Irenka opisała wzorzec zachowania który jest spójny ze zdjętą energetycznie Anahatą - i to jest konkretna informacja. Nie trzeba od razu debatować czy to 'prawdziwa' blokada czy nie, można po prostu sprawdzić czy praca z czakrą przynosi zmianę.
wybaczcie, wchodzę bo jestem raczej od numerologii, ale ten temat mnie bardzo poruszył bo sama mam dokładnie to co opisuje Irenka. Komplementy to dla mnie koszmar, zawsze myślę że ktoś coś chce albo że mnie nie zna wystarczająco dobrze. Czy jest jakiś prosty sposób żeby sprawdzić samej czy to Anahata czy Manipura? Bez chodzenia do terapeuty ani bioenergetyka, bo nie mam teraz takich możliwości.
Czytam i widzę że wszyscy zakładają że niedowartościowanie = blokada Anahaty. Ale czy ktoś rozważył że to może być nadczynność? Nadaktywna czakra serca potrafi dawać odwrotne objawy niż się wydaje - nadmierna empatia, branie wszystkiego do siebie, zależność emocjonalna od oceny innych. I w sumie niemożność przyjęcia komplementu też może stąd wynikać - bo jesteś tak bardzo nastawiona na innych że własna perspektywa zupełnie ginie. To inne podejście do problemu, ale nie wiem czy ktoś z bardziej doświadczonych by to potwierdził.
a czy te bidżamantry faktycznie działają na czakre serca? bo słyszałem ze to YAM ale nie wiem czy to trzeba śpiewać na głos czy można po cichu. pytam bo sam bym chciał spróbowac
weszłam tu przez przypadek i zostałam, bo temat jest bliski. mam pytanie które może jest naiwne - czy można pracować z Anahatą jeśli się w ogóle nie ma dostępu do żadnych emocji? Bo u mnie to nie jest że 'odbijam' miłość do siebie, ja po prostu jej w ogóle nie czuję, jest pustka. Zastanawiam się czy to w ogóle ten sam problem czy coś innego.
Nebularia, to o czym piszesz to brzmi bardziej jak bardzo głęboka blokada niż zwykły zastój. Pustka to nie to samo co niedoczynność, choć może ją odzwierciedlać. Kiedyś sama byłam w podobnym miejscu i to co mi pomogło to zacząć nie od czakry serca wcale, ale od Muladhary właśnie - żeby w ogóle poczuć że jestem, że istnieję, że mam do czegokolwiek prawo. Dopiero potem otworzyło się coś w sercu. Ale to moja droga, każdy może mieć inną.
Czytam tę rozmowę i chcę dodać jedną rzecz której jeszcze nikt nie powiedział. Niedowartościowanie siebie ma jeszcze jeden wymiar energetyczny który pomija się w popularnych opracowaniach o czakrach. Chodzi o to że obraz siebie kształtuje się nie tylko w Anahacie i Manipurze, ale też częściowo w Ajnie - bo to tam przetwarza się to jak siebie 'widzimy', jaki mamy wewnętrzny obraz własnej osoby. Kiedy ktoś od lat trzyma bardzo negatywny obraz siebie, to ta wizja jest jakby 'wypalona' w Ajnie i sama praca z sercem może nie wystarczyć, bo co chwila umysł serwuje stary film o sobie. To by tłumaczyło dlaczego tyle osób robi medytacje serca, chwilowo się poprawia, a potem wraca do punktu wyjścia.
jest, ale to trochę subtelniejsza praca. Ajna to nie tylko intuicja w sensie 'przepowiadania' - to też wewnętrzny wzrok, to jak konstruujemy mentalny obraz rzeczywistości i siebie w niej. Możesz spróbować prostej wizualizacji - w medytacji zamiast skupiać się na klatce piersiowej, przejdź uwagą do obszaru między brwiami i zapytaj siebie: jaki obraz siebie tam widzę? Co siedzi? Nie oceniaj, tylko obserwuj. Część osób widzi dosłownie ciemność albo coś zniekształconego. Potem pracujesz z tym obrazem, zastępujesz go czymś bardziej świetlistym. To nie jest magia, to raczej praca z tym co sobie nieświadomie projektujesz.
dobra, próbowałam tej obserwacji co Jarzebinka pisała i... mam to napięcie w klatce, zdecydowanie. jak koleżanka powiedziała że dobrze mi z tą nową fryzurą to dosłownie się skurczyłam w środku i miałam ochotę powiedzieć 'no coś tam'. to jest normalne że fizycznie to czuć?
zostaje. przez cały wieczór miałam jakoś dziwnie, jakby winne sumienie że przyjęłam ten komplement za dobrze albo że tamta teraz mnie źle oceni. co to w ogóle jest 🙁 to jakaś logika odwrócona
Klimcia, to o czym piszesz to nie jest tylko kwestia czakry serca w izolacji. ta pętla, winne sumienie po otrzymaniu czegoś dobrego, to wchodzi głębiej, w Manipurę i jej relację z poczuciem własnej wartości. zastanawiam się czy nie masz też jakiegoś dyskomfortu w okolicach splotu słonecznego w takich momentach? bo u niektórych osób reakcja idzie najpierw tam, a serce to drugi poziom.
Klimcia, ja mam dokładnie to samo z tym winnym sumieniem! przez lata myślałam ze jestem po prostu 'skromna' a tu nagle koleżanka terapeutka mi mówi że to jest mechanizm obronny i wcale nie jest ok. to naprawdę otworzyło mi oczy. ten temat mnie coraz bardziej wciąga bo widzę że nie jestem z tym sama
dobra ale tu jest coś co mnie ciekawi - czy wy w ogóle próbowałyście to zbadać wahadełkiem? bo cała ta dyskusja opiera się na objawach i samopoczuciu, co jest ok, ale jakby wahadełko dało inny wynik to co? pytam serio, nie złośliwie
wchodzę w ten wątek z wahadełkiem bo mnie to interesuje. nie używam go do diagnozy czakr jako takiej, bardziej jako pomost, żeby w ogóle wejść w skupienie i ustawić intencję. sama rotacja to dla mnie mniej ważna niż to co pojawia się w głowie i ciele kiedy trzymam je nad danym obszarem. może to nie jest 'czyste' ale u mnie skuteczne
Alusia dobrze to ujęła. wahadełko jako protokół wejścia w skupienie to co innego niż twierdzenie że obiektywnie diagnozuje stan czakry. różnica jest ważna i warto ją utrzymywać w głowie.
chcę wrócić do tego co Celestyna pisała wcześniej, że jej też kiedyś była ta pustka i zaczęła od korzenia, nie od serca. bo mnie to bardzo uderzyło. właśnie próbowałam medytacji na Muladharę i to było dziwne, bo po pierwsze w ogóle nic nie czułam, zero, a po drugie zaczęłam płakać i nie wiem dlaczego. czy to dobry znak czy zły?
ojej. tak. dokładnie tak.
Nebularia, ten płacz bez wyraźnego powodu podczas pracy z dolnymi czakrami to coś o czym warto wiedzieć. to niekoniecznie jest 'uwolnienie' w sensie że coś się odblokow od razu, ale sygnał że dotknęłaś warstwy która normalnie nie ma dostępu do głosu. ważne żeby potem dobrze się uziem z tego stanu. piłaś wodę, chodziłaś boso po ziemi, coś takiego?
Nebularia, uziemienie po pracy z czakrami to nie jest żaden sztywny protokół z czasomierzem, raczej do momentu kiedy poczujesz się 'w sobie' z powrotem. u mnie to bywa pięć minut, bywa pół godziny. gotowanie czegokolwiek też działa świetnie, coś bardzo przyziemnego i fizycznego. ale co do tej pustki którą opisywałaś na początku - to mi się obiło o jedną rzecz. czy ta pustka jest zawsze, czy są momenty kiedy jej nie ma?
a wracajac do YAM bo zapomniano o moim pytaniu - próbowałem ostatnio na głos i to było dziwne bo sąsiad pewnie myśli że zwariowałem haha ale faktycznie czułem wibracje w klatce. jak długo to robić żeby coś poczuć? bo nie wiem czy te 5 minut co robiłem to w ogóle coś daje
wracam do tego co Nemezis pisała o Ajnie i tym starym filmie o sobie. próbowałam tej wizualizacji ze zmianą kadru i to jest... trudniejsze niż myślałam. za każdym razem jak próbuję zobaczyć siebie inaczej, stary obraz wraca jak z gumy. czy to normalne że tak oporne? i jak długo to trwa zanim zacznie się zmieniać?
wracam do tego co Nemezis pisała o Ajnie i tym starym filmie o sobie. próbowałam tej wizualizacji ze zmianą kadru i to jest... trudniejsze niż myślałam. za każdym razem jak próbuję zobaczyć siebie inaczej, stary obraz wraca jak z gumy. czy to normalne że tak opiera się zmiana? bo zaczynam się zastanawiać czy to nie jest właśnie ta blokada w Anahacie, że dosłownie nie jestem w stanie przyjąć do siebie lepszego obrazu
