Wracam na chwilę do wahadła i do Smiertki, bo właśnie pomyślałam o czymś. Skoro próbowałaś badać siebie w momentach kiedy te objawy były aktywne, to może właśnie dlatego wyniki były niespójne. Czy próbowałaś kiedyś użyć wahadła rano, zaraz po wstaniu, zanim dzień zdążył cię naładować emocjami? To zupełnie inne warunki niż wieczór kiedy wszystko się nasila.
Oooh to jest odkrycie! Ja też tak robię, siadam do wahadła kiedy juz jestem zdenerwowna i sie zamartiwam. Żadne dziwnego że potem wychodzą dziwne wyniki. Slawek czy mozna to jakoś nauczyc sie robic inaczej czy trzeba po prostu zaczekac az sie czlowiek uspokoi?
Przepraszam że wchodzę z zupełnie innej beczki, ale czytam ten wątek od dłuższego czasu i mam pytanie może naiwne. Ta nadaktywna sakralna i zablokowana korzenia, czy to mogłoby mieć jakiś związek z numerologią życiową? Pytam bo sama ostatnio robiłam sobie obliczenia i wyszła mi piątka jako ścieżka życia, która podobno oznacza niestabilność i ciągłe szukanie bodźców. Nie wiem czy to się jakoś łączy z czakrami.
Znam jedno podejście które łączy liczby karmiczne z czakrami, ale szczerze mówiąc to bardzo niejednolite pole i różne szkoły mówią różne rzeczy. Nie chciałabym tego mieszać w tym wątku bo Smiertka ma już wystarczająco dużo zmiennych do ogarnięcia. Może osobny temat? Natomiast do Smiertki, mam jedno praktyczne pytanie zanim zaczniesz dziennik. Czy masz w domu jakiś kąt gdzie czujesz się naprawdę bezpiecznie, fizycznie, takie swoje miejsce?
Tak, rano przed kawą to jeden z lepszych momentów. Umysł jest jeszcze w stanie między snem a jawą, mniej analityczny. Tylko upewnij się że nie robisz tego bezpośrednio po przebudzeniu z intensywnego snu, bo to może dawać przekłamania w drugą stronę.
A mnie cały czas wraca pytanie o tę sakralną i to nadmierne myslenie o seksualności. Rozmawiamy o wahadle i uziemieniu ale co z samym problemem Smiertki? Czy te metody uziemienia z Muladharą mają w ogole pomóc przy Swadhisthanie czy to dwie oddzielne sprawy?
To bardzo dobre pytanie i trochę się obawiałam że za bardzo skręcamy w diagnostykę a zapominamy o sednie. Muladhara i Swadhisthana są ze sobą ściśle połączone, jedna odpowiada za poczucie bezpieczeństwa i zakorzenienie, a druga za to co z tym zakorzenienem robimy energetycznie, między innymi seksualność. Jeśli korzenia jest przymknięta, Swadhisthana często przejmuje nadmiar energii i się rozregulowuje. Więc uziemienie to nie jest oddzielna sprawa, to prawdopodobnie pierwsza warstwa do przepracowania.
Aha, czyli rozumiem to tak jakby korek na drodze, energia przychodzi ale nie może odpłynąć w dół bo tam jest blokada i się gromadzi w sakralnej? To zmienia moje myślenie o tym całkowicie.
U mnie było dokładnie tak jak opisuje Andromeda. Przez długi czas myślałam że mam problem tylko z sakralną, bo objawy były wyraźnie tam. A okazało się że korzenia była praktycznie uśpiona i dopiero jak zaczęłam pracować z uziemieniem, sakralna zaczęła się normować sama z siebie, bez bezpośredniej pracy z nią. Więc może Smiertka nie musi od razu atakować Swadhisthany.
To by tłumaczyło dlaczego medytacje skupione na sakralnej nic mi nie dawały. Robiłam wizualizacje pomarańczowego światła, mantry VAM, i czułam się po tym jeszcze bardziej nakręcona. Myślałam że źle to robię, a może po prostu trafiałam nie tam gdzie powinnam.
Przy nadaktywnej czakrze logika jest odwrotna niż przy niedoczynnej. Przy niedoczynnej aktywujesz, więc rano ma sens. Przy nadaktywnej chcesz stonować, więc praca energetyczna powinna być ukierunkowana na uspokojenie, nie pobudzenie, i niekoniecznie skierowana bezpośrednio w tę czakrę. Dlatego uziemienie przez Muladharę rano, i żadnych wizualizacji pomarańczu wieczorem, przynajmniej na razie.
Muszę wejść z małą korektą bo widzę że temat trochę dryfuje w stronę 'nie rób nic z sakralną'. Nie chciałbym żeby Smiertka całkowicie odpuściła pracę ze Swadhisthaną i skupiła się tylko na korzeniu. To może nie wystarczyć jeśli sakralna jest faktycznie silnie rozregulowana. Uziemienie pomaga, ale przy wyraźnej nadaktywności czasem potrzebna jest też bezpośrednia praca wyciszająca, tylko metodami innymi niż aktywacja.
Dobrze, to ma logikę przy takim założeniu. Choć wolę trzymać się przypisań, żeby nie tworzyć bałaganu przy osobach uczących się. Ale rozumiem zamysł.
To co mówi Runolog70 o wizualizacji odpływu bardzo mnie uderzyło, bo ja zawsze wizualizowałam napływ, wzmacnianie, rozświetlanie. Nikt mi wcześniej nie powiedział że przy nadaktywnej logika jest odwrotna. Ale mam pytanie praktyczne, bo chcę to spróbować. Ta wizualizacja odpływu, mam wyobrażać sobie że energia dosłownie spływa w dół do ziemi, czy raczej że sakralna się kurczy, zmniejsza? Bo to dla mnie dwie różne rzeczy i nie wiem które podejście jest właściwsze.
Powiem tak, oba obrazy mogą działać, ale jest między nimi ważna różnica intencji. Kurczenie czakry to trochę jak próba zamknięcia zaworu, a odpływ do ziemi to raczej danie jej ujścia. Przy nadaktywnej raczej nie chcesz 'zmniejszać', bo to może pogłębić rozregulowanie, chcesz żeby ta energia miała dokąd pójść. Stąd właśnie Muladhara jest tu kluczowa. Czy czujesz w ogóle jakiś kontakt z obszarem korzenia podczas tych ćwiczeń, czy tam jest cisza?
