okej ale chwila - skąd wiadomo który typ snu to który? bo z zewnątrz oba mogą wyglądać tak samo - budzisz się spocona i z sercem w gardle i tyle 😛
A wiecie co,przepraszam ale musze to powiedziec - ta cala rozmowa coraz bardziej polega na budowaniu interpretacji na interpretacjach... Galaktyka ma intesnywne sny po trudnym zakończeniu relacji. to jest... normalny efekt psychologiczny przetwarzania emocj.i czy na prawde potrzebujemy do teo sakralnej i kategorii procesowy/informacyjny?!
tak, rozumiem i doceniam że to mówicie. byłam u psychologa przez jakiś czas po tamtej historii, teraz zrobiłam sobie przerwę ale wiem gdzie wracać jeśli będzie trzeba. po prostu chciałam też zbadać ten energetyczny aspekt bo intuicja mi mówi że coś tu jest. hyba mogę mieć i jedno i drugie nie?
oczywiście że możesz!!! 🙂 i fajnie że masz tego psychologa jako opcję. wracając do kamieni - Magus, to jak z tym selenitem przy łóżku?? serio pytam bo mam go od dawna ale nigdy nie wiedziałam jak go ustawić
selenite to akurat jeden z tych kamieni gdzie pozycja ma mniejsze znaczenie niz przy innych. on pracuje z sama obecnoscia nie wymaga ustawiania pod konkretnym katem. wazniejsze zeby byl czysty energetycznie - wystawiasz go na swiatlo ksiezyca co jakiś czas i wystarczy. 😀 chalcedon tak samo. nie komplikujcie tego.
Hej, chciałam zapytać jeszcze o jedną rzecz bo to mi chodzi po głowie - Zdzichu wcześniej napisał że selenite "pracuje samą obecnością" ale jak to właściwie rozumieć w kontekście tych snuw? czy on jakos pochłania te energetyczne pozostałości o kturych wcześniej pisała Irminka czy raczej tylko stabilizuje pole?
czarny turmalin przy łóżku to fajna opcja właśnie przy takich sytuacjach - on tworzy cos w rodzaju tarczy i blokuje napływ energii z zewnatrz. szczegolnie jesli ta toksyczna relacja zostawila jakies polaczenia energetyczne kture jeszcze nie są calkiem zerwane. łącze go z selenite i powinno działać
przepraszam że się wtrącę ale czym właściwie są te "połączenia energetyczne" o których mówi Symeon? to brzmi poważnie i trochę mnie to niepokoi - czy każdy ma takie po relacji która się skończyła?
o rany, a czy te kordy mogą właśnie powodować takie sny jak ma Galaktyka? w sensie - jeśli połączenie energetyczne jeszcze istnieje to ta druga osoba może jakoś przez to wpływać na sny? pytam bo to by tłumaczyło dlaczego sny pojawiły się właśnie po zakończeniu tej znajomości a nie w trakcie
uff, okej ale zeby nie budowac zbyt rozbudowanej teorii - to że sny pojawiaja sie po zakonczeniu rlacji to jest po protu to jak mózg przetwarza niedomknięte sprawy emocjonalne. to jest udokumentowane. kordy energetyczne to metafora ktura moze byc pomocna do pracy z tymi emocjami ale literalne traktowanie tego jako "ta osoba przez noc wpływa na moje sny" to już trosze dużo
dobra wróćmy do czegos konkretnego bo zaczynamy sie krecic. Galaktyka,mam pytanie praktyczne - te sny o kturych piszesz czy wogole probowalas zapisywać co dokladnie w nich czujesz? nie co się dzieje,tylko co czujesz. bo przy pracy z sakralna emocja jest wazniejsza niz narracja snu
zaczęłam prowadzić dziennik snów jak sugerowała Izar, ale rzeczywiście skupiałam się na tym co się dzieje a nie na emocjach. w sumie jak myślę co czuję to głuwnie jakiś rodzaj tęsknoty? ale nie za tą osobą konkretnie, bardziej za czymś czego nie potrafię nazwać. 😉 i jakiś niepokój ktury nie jest strachem
to co napiasła Izar bardzo do mnie trafia. ja miałam podobne sny po trudnym okresie i dopiero kiedy sobie zadałam pytanie czego ja właściwie chce, a nie czego brakuje po drrugiej osobie - to się coś przesunęło. czy Galaktyka próbowała tego rozróżnienia?
zgadzam się z Basieńką i mogę dodać że w tradycji jogi praca z sakralną to jest wlasnie praca z svadhyaya - samobadaniem, poznaniem siebie. nie jest to praca którą robi się tylko przez kamienie i mantry. ona wymaga gotowości do tego żeby zadawać sobie trudne pytania. te sny mogą być zaproszeniem właśnie do tego rodzaju pracy
to co napisała Izar o svadhyaya i samobadaniu jakoś mi zostało i przez chwilę sobie z tym siedziałam. i hyba zaczynam rozumieć co mam na myśli pod tym słowem "tęsknota bez nazwy" - to nie jest tęsknota za konkretną osobą, to jest tęsknota za wersją siebie która... nie wiem która jeszcze nie wiedziała że można stracić coś co się wydawało bezpieczne? trochę za naiwnością może. i teraz myślę czy te sny nie są właśnie o tym nie o tej osobie, tylko o czymś co ja straciłam w sobie. nie wiem czy to w ogóle ma sens co piszę 😛
