Dokładnie to miałam na myśli. I chcę dodać coś do wątku z wahadełkiem - bo Salomejka pytała o kalibrację. Ja podchodzę do tego tak, że zanim zacznę skanować cokolwiek u siebie przy intensywnym protokole, najpierw sprawdzam czy w ogóle jestem w stanie być 'neutral'. Jeśli nie jestem, odkładam wahadło. To nie jest oznak słabości, to jest higiena diagnostyczna. Romcia, ty robiłaś kiedy tak - świadomie odkładałaś?
Raz albo dwa razy. Ale głównie dlatego, że byłam zbyt zmęczona żeby w ogóle usiąść. Nie dlatego, że świadomie oceniałam swój stan neutralności. To jest różnica, którą teraz widzę - działałam odruchowo, nie intencjonalnie. Felicja, a jak ty sprawdzasz tę neutralność? Masz jakiś konkretny sposób, czy to jest po prostu odczucie?
Kilka oddechów i krótkie pytanie do siebie: czy chcę teraz coś konkretnego potwierdzić? Jeśli odpowiedź brzmi tak - odkładam wahadło. To naprawdę tyle. Proste, ale wymaga uczciwości wobec siebie. I to jest najtrudniejsza część, szczególnie przy długim leczeniu, gdzie człowiek desperacko szuka sygnałów, że coś idzie dobrze.
To co Felicja mówi o szukaniu sygnałów - to jest coś, co widzę też w snach kobiet w trakcie protokołów. Sny bardzo często stają się wtedy bardziej dosłowne, mniej symboliczne, jakby psychika traciła zdolność do metafory i zaczyna wprost przetwarzać lęk. Romcia, ty miałaś jakieś znaczące sny w trakcie? Pytam, bo to może być dodatkowe źródło informacji o stanie Swadhisthany - ta czakra jest mocno połączona z nieświadomością.
Pusty basen to ciekawy obraz - brak zasobu, niedoczynność raczej niż nadczynność. A rzeka, z której nie możesz wyjść, to może przepływ, który cię przerasta, ale nie jest wrogi. Nie chcę robić szybkiej interpretacji, bo kontekst snu jest ważny, ale ten zestaw brzmi spójnie z tym, co opisywałaś wcześniej o Swadhisthanie. Gienia, ty prowadzisz notatki - notowałaś kiedyś sny razem ze stanem czakr?
Zaraz, zaraz - to jest ciekawe, bo Gienia mówi o wzorcu między snami a odczuciami fizycznymi. Ale jak to weryfikować? Bo wzorzec może być przez to, że gdy piszemy w dzienniku 'zastój w biodrach', to nieświadomie zaczynamy śnić o zamkniętych przestrzeniach, bo łączymy te pojęcia. Gienia, odkąd prowadzisz notatki, czy masz poczucie, że twoje sny zmieniły się pod wpływem tej praktyki?
Ale wrócę do głównego tematu, bo trochę odpłynęliśmy - Romcia na początku pytała o Swadhisthanę i płodność. I cała ta rozmowa o snach, kamieniach, wahadełku jest ważna, ale jest też konkretne pytanie, które tu wisie: czy praca z tą czakrą realnie coś zmienia przy leczeniu hormonalnym, czy jest raczej wsparciem emocjonalnym? Bo to są dwie zupełnie różne odpowiedzi na 'po co to robię'.
Szczerze - zmieniłam zdanie w trakcie tej rozmowy. Zaczęłam od nadziei, że jeśli odblokuję tę czakrę, to może to 'pomoże' ciąży. Teraz myślę, że to było trochę magiczne myślenie z mojej strony. Nie mówię, że praca z Swadhisthaną jest bez sensu - bo widzę, że pomaga mi z emocjami, z ciałem, z poczuciem, że mam jakiś wpływ na siebie w momencie, gdy medycyna jest zimna i proceduralna. Ale wpływ na wynik? Tego nie wiem i chyba przestaję tego wymagać od siebie i od tej praktyki.
I to jest, moim zdaniem, najważniejsze zdanie w całym tym wątku. Nie dlatego, że rezygnujesz z czegoś - ale dlatego, że zdejmujesz z tej praktyki ciężar, który ona nie powinna dźwigać. Swadhisthana nie musi 'zrobić' ciąży. Może po prostu sprawić, że jesteś cała, niezależnie od tego, co powie wynik. I to jest więcej niż nikt ci wcześniej prawdopodobnie powiedział wprost.
Ale Romcia - to co opisujesz, że po prawdziwej pracy było trudniej, to jest właśnie jeden z argumentów, który sprawia, że ja ciągle nie wiem co myślę o tym wszystkim. Bo równie dobrze to mogło być zwykłe rozbudzenie lęku przez skupianie się na tym obszarze. Jak ty wewnętrznie odróżniasz 'coś wyszło, bo zaczęło się leczyć' od 'grzebię w tym, co mnie boli, i naturalnie boli bardziej'?
Wracając do kwestii Swadhisthany i płodności, bo to jest główne pytanie tego wątku - chcę zapytać o coś konkretnego. Romcia, czy w trakcie całego protokołu miałaś kontakt z jakimś specjalistą, który łączy oba podejścia? Bo jest coraz więcej holistycznych ginekologów albo terapeutów pracujących ciałem, którzy nie odrzucają ani jednego, ani drugiego. Zastanawiam się, czy to by dało ci jakąś podstawę do porównania.
To co Romcia mówi o uciekaniu przez szukanie - to jest bardzo uczciwa samoobserwacja. Ale chcę się upewnić, że dobrze rozumiem: czy ty teraz czujesz, że praca z Swadhisthaną jest dla ciebie czymś, co chcesz kontynuować dla siebie, niezależnie od wyniku protokołu? Czy to jest coś, co odpada razem z 'magicznym myśleniem'?
I to jest zmiana, która może właśnie sprawić, że sny będą inne. Kiedy jest mniej presji na konkretny wynik, psychika inaczej przetwarza material nocą. Romcia - czy ostatnio miałaś jakieś sny związane z wodą, jak wcześniej, czy obraz się zmienił? Pytam, bo to byłby dla mnie ciekawy marker tej zmiany nastawienia.
