To błędne koło właśnie jest chyba moim głównym problemem. Im bardziej się staram poczuć cokolwiek, tym bardziej spinam rękę i nic nie wychodzi. Jak wy w ogóle zaczęliście? Coś konkretnego pomogło przełamać ten blok?
A wracam do tego co Szeptucha mówiła o PMS i sygnałach czakry - zastanawiam się czy u mnie to nie jest na odwrót. Jakby zaburzenia w Swadhisthanie powodowały u mnie silniejszy PMS, nie że PMS zaburza czakrę. Czy to ma sens jako kierunek?
Dobra, ale ile czasu zajmuje zanim zaczną się widać jakieś zmiany w cyklu od regularnej pracy z Swadhisthaną? Bo nie zamierzam prowadzić dziennika przez rok jeśli to nie daje żadnych efektów w rozsądnym czasie.
Właśnie w kontekście kamieni - Anetta pisała że selenyt to nie jest kamień sakralny i może mnie źle zrozumiała. Nie twierdziłam że selenyt odblokowuje Swadhisthanę, tylko że może wyciszać energię gdy jest nadaktywna. Czy to jest faktycznie błędne? Bo spotkałam się z takim zastosowaniem.
Chciałam zapytać o coś co mnie nurtuje od kilku postów wstecz. Mówicie o diagnostyce czakry sakralnej, ale jak właściwie sprawdzić wahadełkiem czy mamy do czynienia z nadczynnością czy niedoczynnością? Bo rozumiem że kierunek obrotu coś oznacza, ale nie wiem co. Czy duży okrąg to nadaktywność?
Wracam do tego co Szeptucha napisała do Bogusi o Muladharze i chronicznym stresie, bo to mnie siedzi w głowie. Jeśli Muladhara blokuje przepływ do Swadhisthany - to czy praca z samą sakralną w ogóle ma sens zanim nie udrożnię korzenia? Czy to po prostu marnowanie czasu?
To co Mistralia opisuje bardzo mi bliskie. Jak próbuję medytować na sakralną to dosłownie po chwili moja głowa wraca do myśli o pracy i rachunkach. Jakby nie było miejsca na tę wyższą energię bo wszystko zgarnia dół. Czy to jest właśnie ten mechanizm blokowania przez Muladharę?
A mogę zapytać wprost bo trochę gubię się w tym wszystkim - czy jeśli cykl mi się rozregulował przez stres to praca z czakrami realnie może to naprawić czy jednak muszę iść do lekarza? Bo mam wrażenie że trochę zastępujemy tu medycynę.
Odpowiem na to bo to właśnie dlatego założyłam ten wątek. Kilka miesięcy temu miałam rozrzut cyklu od dwudziestu ośmiu do trzydziestu siedmiu dni, bez wyraźnej przyczyny medycznej. Zaczęłam pracę z sakralną, regularną, codzienną, i po mniej więcej dwóch miesiącach cykl zaczął się stabilizować w okolicach trzydziestu jeden dni. Czy to praca z czakrą? Nie wiem na pewno. Ale zbiegło się w czasie.
Czytam ten wątek od jakiegoś czasu i mam pytanie trochę z boku - jako facet nie mam zagadnienia z cyklem, ale mam inne nieregularności, senność, wahania nastroju, brak napędu. Czy Swadhisthana u mężczyzn ma odpowiedniki tych 'cyklicznych' zaburzeń? Bo czuję że to może być mój problem, ale nie wiem czy ma to w ogóle zastosowanie.
Właściwie chcę wrócić do pytania Szeptuchy bo mnie zatrzymało - jak odróżnić nadaktywność od blokady po objawach. Znalazłam gdzieś taki podział że nadaktywna Swadhisthana to uzależnienia emocjonalne, obsesje, płaczliwość, a zablokowana to oschłość, brak libido, zahamowanie twórcze. Ale u mnie jest i jedno i drugie naraz i co wtedy?
To co Szeptucha napisała o rozregulowaniu mnie bardzo zastanawia. Bo faktycznie - jak się nad tym zastanowię, to moje stany nie są ani czysto zablokowane ani czysto nadaktywne. Raz jestem płaczliwa i przyklejona do ludzi, raz zimna i kompletnie odcięta emocjonalnie. I to idzie falami, dosłownie falami. Nie skojarzył mi się wcześniej ten rytm z cyklem, ale teraz jak piszesz...
Właśnie to robiłam przez cztery miesiące i dlatego mogę powiedzieć coś konkretnego. Prowadziłam dziennik - każdego ranka krótka notatka, jak się czuję fizycznie, emocjonalnie i co wahadło pokazuje nad sakralną. Zaczął mi się rysować wzorzec, ale zajęło to naprawdę długo zanim zobaczyłam w tym jakąś powtarzalność.
A czy zapisywałaś też który dzień cyklu to jest? Bo bez tej korelacji to chyba ciężko wyciągnąć wnioski co jest wywołane fazą a co czymś innym.
To brzmi jak coś co mogłoby być bardzo ciekawe do zbadania szerzej, gdyby więcej osób prowadziło takie notatki równolegle. Ale mam pytanie do Mistrali - jak definiowałaś chaotyczny ruch? Bo wahadło może być chaotyczne z różnych powodów, wewnętrznych i zewnętrznych, i to jest akurat ten element który najtrudniej zinterpretować bez lat praktyki.
To jest właśnie to co mnie blokuje w pracy z wahadłem, ta niepewność czy to ja czy wahadło. Edek wcześniej mówił o systemie referencyjnym, ale jak go ustalić jeśli sama nie wiem czy jestem wystarczająco neutralna? Czy jest jakaś technika żeby sprawdzić że warunki są dobre do badania?
Dobra, słyszę to wszystko i rozumiem że trzeba czasu i dziennika i kalibracji. Ale mam wrażenie że to jest bardzo długa droga do czegoś co chciałabym zrozumieć teraz. Mistralia napisała że po dwóch miesiącach zobaczyła efekty. Czy nie ma czegoś prostszego na start żeby przynajmniej poczuć czy ta praca z sakralną w ogóle coś robi z moim ciałem?
Właściwie chcę spróbować tego co Iwetka proponuje, bo wahadło to dla mnie za dużo na raz. Ale mam pytanie - czy jest sens zaczynać taką obserwację teraz, w środku cyklu, czy lepiej poczekać do pierwszego dnia żeby mieć pełny miesiąc danych od początku?
