Hej, mam taki problem i nie wiem do końca jak to opisać, ale spróbuję. Od jakiegoś czasu czuję że coś jest nie tak z moim ciałem, znaczy dosłownie w ciele, jakby ono nie było moje albo jakbym była z nim w ciągłej kłótni. Nie chodzi o wygląd ani nic takiego. Chodzi o to że jak ktoś mnie dotknie - nawet przyjaźnie - to się spinam, wzdragam, chce mi się uciec. albo że jak siedzę sama to czuję takie dziwne napięcie w podbrzuszu, nie ból, bardziej jak zacisk. Czytałam trochę o czakrach i zaczęłam podejrzewać że to może być Swadhisthana, bo pisze się że sakralna to emocje i kontakt z własnym ciałem. Ale jednocześnie to poczucie "nie jestem bezpieczna w sobie" brzmi jakby korzeniówka też była w to zamieszana? Moglabym prosic o pomoc jak to odróznić, które czakry są tu problemem i od czego w ogóle zacząć.
no wiesz, to co opisujesz z tym zaciskiem w podbrzuszu i niechęcią do dotyku to bardzo klasyczne sygnały że sakralna ma problem, ale masz rację że Muladhara też może tu odgrywać rolę. Te dwie czakry są mocno ze sobą powiązane i często jak jedna kuleje to druga też nie pracuje jak powinna. Pytanie - czy to uczucie "nie jestem bezpieczna w sobie" dotyczy głównie kontaktów z innymi ludźmi, czy też czujesz to kiedy jesteś sama, w spokoju?
Dodam od siebie bo pracuję duzo z tymi dwoma czakrami i też przez długi czas mylilem u siebie korzeniową ze sakralną. Muladhara to bezpieczenstwo w sensie zewnetrznym, ziemia pod nogami, dom stabilność. Swadhisthana to bezpieczenstwo w relacji z własną cielesnością i emocjami, z innymi ludźmi, z bliskością. Jak opisujesz ten opór przed dotykiem i napięcie w podbrzuszu to wygląda mi to na sakralna ale to nie wyklucza że korzeniowa nie jest w porzadku. Probowalas kiedyś pracować z wahadełkiem nad tymi obszarami żeby zobaczyć jak się kręci?
No to brzmi jak typowy pat który bywa przy zablokowanej sakralnej - cialo chce kontaktu ale jednoczesnie dostało kiedys jakis sygnał że kontakt jst niebezpieczny i teraz szarpie w dwie stony. swadhisthana bardzo mocno przechowuje historię relacyjna, dosłownie zapisuje w ciele doświadczenia z bliskoscia. I te sprzeczne impulsy kture opisujesz, chcę ale nie chcę, to jest według mnie właśnie ten wezel. pytanie tylko czy to bardziej niedoczynnosc tej czakry czy morze jest nadaktywna w jakiś chaotyczny sposób bo te dwa stany dają różne objawy. 🙂
Zatrzymajmy się chwilę bo widzę że wątek idzie od razu w rozbudowaną diagnozę a tu jeszcze nie wiemy nic konkretnego. Pytanie do osoby otwierającej temat - czy poza tymi odczuciami energetycznymi konsultowałaś to z kimś, lekarzem, psychologiem, kimś takim? Pytam bez złośliwości, naprawdę bo to co opisujesz, ta niechęć do dotyku, napięcie w ciele poczucie że ciało nie jest twoje, to są rzeczy które mogą mieć różne źródła i czakry to tylko jeden z możliwych kluczy do tego.
Dobrze że powiedziałaś o psychologu, to ważne. I bardzo rozsądne podejście że traktujesz to jako dopełnienie a nie zamiennik. Wracając do meritum - Jaromir dobrze zaczął ten wątek o nadczynności kontra niedoczynność. Bo to kluczowe przy diiagnostyce. Niedoczynna Swadhisthana to zazwyczaj odcięcie od ciała, znieczulenie brak kontaktu z emocjami i z intymnością. Nadaktywna to z kolei morze być ta caoityczna huśtawka którą opisujesz. Masz jakieś inne objawy fizyczne w okolicach bioder dolnego brzucha, nerek?
o, to takie ważne o czym piszesz Wieszczbita.x, właśnie czytałam ostatnio o tym że Swadhisthana "przechowuje" emocje w tkankach i to mnie bardzo uderzyło. sama też pracuję nad podobnymi rzeczami i ten opis z zaciskiem w podbrzuszu brzmi tak znajomo. Mam pytanie do bardziej doświadczonych - czy da się w ogóle odblokować sakralną samodzielnie w domu, bez sesji z bioenergoterapeutą? trochę się obawiam czy sama nie narozrabiamm.
Wracam do pytania Wieszczbity o objawy fizyczne, bo to naprawdę ważny trop diagnostyczny. Ja sama kiedys miałam duże problemy z sakralną i zanim dotarłam do meritum to przez rok ignorowałam takie drobne sygnały z ciała, nawracające infekcje układu moczowego, napięcie w okolicach bioder, ból dolnego odcinka pleców który lekarze kwalifikowali jako "nieokreślony". Potem kiedy zaczęłam pracę z tą czakrą te fizyczne rzeczy zaczęły się zmniejszać. Nie twierdzę że to był jedyny czynnik, ale zbieżność była uderzająca.
Dobra, ten wątek z nawracającymi infekcjami jako objawem czakry to jest mocno ryzykowna narracja. Nie chcę gasić dyskusji ale jak ktoś ma nawracające infekcje układu moczowego to idzie do urologa albo ginekologa, a nie odblokuje czakrę. Te dwie rzeczy można robić równolegle, owszem ale priorytet jest oczywisty.
No i to jest jeden z tych wieczynch sporów na tym forum. Heksanka ma rację że nie można stawiać czakr przed medycyną Wozka ma rację że nie napisała nic takiego. Obydwie racje są jednocześnie. Wracamjy do tematu bo szkoda wątku. Tosieczka opdowiadając na moje pytanie o objawy fizyczne - czy coś z tego rozpoznajesz u siebe?
tak, trochę. ból bioder mam od jakiegoś czasu, lekarze nic nie znalezli. I to takie ogólne napięcie w dolnym brzuchu, nie bólowe, bardziej jakby coś bylo ściśnięte cały czas. ale nie wiem czy to czakry czy po prostu stres gromadzę tam w ciele. Może jedno i drugie?
Jedno i drugie to bardzo możliwe i niema tu sprzeczności. Ciało i "pole energetyczne" to nie dwie osobne rzeczy tylko dwa opisy tej samej rzeczywistości, przynajmiej w tej tradycji. Stres który gromadzi się w ciele i zablokowana czakra to mogą być dwie nazwy na to samo zjawisko widziane z różnych perspektyw. Mnie bardziej interesuje w tym co opisujesz ten aspekt z więzią i komunikacją. Napisałaś że spinasz się przy dotyku nawet przyjaznym - czy to dotyczy też relacji słownych, bliskich rozmów, proszenia o coś?
to co pisze Melania zgadza się z moim doświadczeniem. Kiedy pracowałam nad sakralną to zauważyłam że zaczęłam inaczej rozmawiać z bliskimi, jakby coś sie poluzowało. Nie tyle "więcej mówiłam", bardziej że mówiłam z innego miejsca w sobie, mniej ze strachu a bardziej z kontaktu. Trudno to opisać słowami ale mam wrażenie że ta czakra jest naprawdę centrum czegoś co ma do czynienia z tym jak dostajemy i oddajemy w relacjach.
okej ale zanim pojdziemy dalej w tą stronę - skad wiemy ze to napewno sakralna a nie np. czakra serca? Bo to co Gizelka opisuje z dawaniem i braniem w relacjach, i to co Tosieczka pisze o bliskości, to brzim równie mocno na Anahate. Nie mówię ze nie MACIE racji, pytam zeby zrozumiec jak to odróżnić bo mi sie te objawy nakładają.
to co pisze Wieszczbita bardzo mi pomogło to rozróżnić, dzieki. Myślę że u mnie to jednak bardziej ta warstwa o której pisze, ta "pierwotna". Nie mam problemu z kochaniem ludzi, mam problem z fizyczną blizością i z poczuciem że moje ciało jest bezpiecznym miejscem dla mnie i dla kontaktu z innymi. To chyba odpowiada bardziej sakralnej?
To co napisałaś na końcu Tosieczka - że masz problem z fizyczną bliskością i z poczuciem że ciało jest bezpiecznym miejscem - to mnie zatrzymało. Ja mam dokładnie tak samo i nigdy nie umiałam tego tak nazwać. Że ciało nie jest bezpiecznym miejscem. Czy możesz powiedzieć więcej jak to u ciebie wygląda? Czy to jest ciągłe czy tylko w konkretnych sytuacjach?
To rozróżnienie które podałaś - że prooblem jest z fizyczną bliskością nie z kochaniem - to jest bardzo precyzyjna samobserwacja i na prawdę rzadka u kogoś kto dopiero zaczyna tą pracę. Właśnie w tym miejsccu siedzi sakralna. Anahata pracuje z miłością jako uczuciem, ale Swadhisthana to jest to co się dzieje zanim uczucie w ogóle dotrze - czy wpuszczam kogoś do mojej prestrzeni czy dajęi się dotknąć, czy moe ciało mówi "chodź" czy "stop". :/ I jeśli ta brama jest zablokowana, to uczucia mogą być zdrowe a ciało i tak będzie się broniło.
To co opisujesz - że zaufanie pomaga ale nie wystarcza - to jest klasyczny objaw kiedy blokada siedzi głębiej niz poziom mentalny. możesz se intelektualnie powiedzieć "ten człowiek jets bezpieczny" i ciało i tak bedzie robiło swoje. Bo cialo pamięta starsze rzeczy niż umysl. I wlasnie dlatego sama terapia poznawcza czy rozmowna ma te swoje granice, a praca z ciałem - czy to przez czakry czy somatic experiencing, czy cokolwiek - dociera do innej warstwy. Nie mówię że lepsza, mówię że inna.
A ja chcę zapytać o coś praktycznego, bo wątek trochę chodził wokół diagnostyki ale nie doszlismy do żadnych konkretów. Tosieczka, próbowałaś kiedyś skanować sakralną w ogóle? Wahadełkiem, dłonią, kimś zewnętrznym? Bo te opisy które dajesz są spójne i ja bym powiedziała że brzmią jak niedoczynność z elementami nadczynności w sytuacjach stresowych, ale to tylko moje odczucie z czytania. Bez żadnego narzędzia diagnostycznego to jednak zgadywanie. 😀
Można próbować samej ale jest jedno ale - kiedy pracujesz ze swoim własnym polem to twoje własne blokady i przekonania mgoą zaburzać odczyt. :/ Wahadełko reaguje na subtelne ruchy mięnśi, a te zależą od tego co myślisz i czujesz. Dlatego przynajmniej na początku lepiej mieć kogoś drugiego. Nie musi być bioenergoterapeutą z dylpomem, wystarczy ktoś kto już trochę to ćwiczył i kto nie wie za dużo o tobie z góry - rzeby nie sugerował wyniu. no i tyle.
ojejku, do skanowania dłonią - tu jest łatwiej. Prowadzisz wolną dłoń (ie dotykając ciała) kilkanaście centymetrow nad powierzchiną powoli, i uważasz na różnice w odczuciu. Ciepło, mrowienie uczucie oporu alboi odwrotnie - jakby powietrze jest rzadsze, "dziura". Nad sakralną, czyli mniej wiecej dłoń pod pępkiem, możesz poczuć coś zupełnie innego niż nad mostkeim czy czołem. Ale to wymaga praktyki i pewnej cszy wewnętrznej nie zrobi się w piec minut. ^^
A nie zastanawia was ze cały czas rozmawiamy o diagnostyce i blokadach, a Tosieczka ani słowem nie powiedziała że wogóle chce to "odblokować"? Morze po postu chcei zrozumieć co sie dzije, nie koniecznie naprawiac. Pytam serio bo duzo osob tu przcyhodzi rzeby zrozumieć, nie żeby od razu wchodzić w jakis intensywny proces.
śledzę ten wątek od początku i mam wrarzenie że mało kto wspomniał o konkretnych ćwiczeniach. A są takie kture nie są "intensywną pracą", tylko delikatne wejście... Na przyklad sama leżę wieczorami i po prostu oddycham do podbrzusza świadomie, bez zadnej wizualizacji ani nic. I to już robi roznice w tym napięciu które opisuje Tosieczka. może to jest dobry punkt startowy zanim ktoś bedzie skanował i diagnozował?
a kamienie ktoś tu stosował przy sakralnej? mnie ciekawi karneol kontra księżycowy, bo czytałam różne rzeczy i jedni mówią karneol zawsze przy Swadhisthanie, drudzy że księżycowy jak chodzi o te emocjonalne i relacyjne aspekty. Czy to w ogóle ma znaczenie co się wybierze czy bardziej chodzi o intencję? 🙁
zgadzam się z Wozką co do karneolu, u mnie też tak działa - pobudza, rozgrzewa. ale przy tematach z bezpieczeństwem w ciele bałabym się go proponować jako pierwszego wyboru bo może być za intensywny jeśli ktoś ma wzorce lękowe. akwamaryn albo księżycowy mi się wydają łagodniejsze na start. 🙁 tylko to jest moja opinia, żadna reguła. może się mylę
o boże, tyle informacji naraz, muszę to wszystko wynotować 🙂 Ale mam pytanie do Melanii - to wyobrażenie pomarańczowego światła, to nie trzeba być "dobrym" w wizualizacji żeby to działało?! Bo ja kiepsko widzę cokolwiek przy zamkniętych oczach i zawsze mi się wydaje że to nie dla mnie.
Wracając do tego co Melania pisała o intencji bo to ważna rzecz - zadzam się ale z małym zastrzeżeniem. Intencja działa, ale nie zastępuje uważności. Możesz mieć najleppszą intencję na świecie i jednocześnie być tak bardzo w głowie że ciało wogóle nie dostaje sygnałłu. Dlatego ta dłoń na podbrzuszu o kturej Ewunia pisała jest taka prosta i jednocześnie takka skuteczna - to jest fizyczny punkt kntaktu ktury mówi ciału "jestem tu widzę cię". Intencja PLUS obecność nie samo życzenie.
