Słyszę tę rozmowę i mam notatki z ostatnich kilku miesięcy pracy z czakrami i właściwie widzę u siebie dokładnie to co Tosieczka opisuje - tę rozbieżność między tym co wiemy a tym co czujemy ciałem. W moich notatkach z okresu kiedy pracowałam z sakralną mam napisane że pierwsze tygodnie to było jak pukanie do zamkniętych drzwi. Niby wiem że bezpieczno, niby wszystko ok, a ciało jakby na innym zebraniu. Przelom był dopiero kiedy zaczelam na prawdę skanowac - nie rzeby "naprawić" tylko zeby posłuchać. Czy ktoś tu miał podobnie, że same techniki nie ruszaly dopóki nie zmienilo się nastawienie do nich?
Ten paradoks który Gizelka opisuje ma swoją nazwę w psychologii - to jest efekt nadmiernej kontroli uwagi, ironic process theory, Wegner o tym pisał. Im bardziej starasz się nie myśleć o czymś albo coś osiągnąć przez introspekcję, tym bardziej świadomość monitoruje czy już osiągnęłaś i tym samym przeszkadza. Nie mówię że czakry to to samo co mechanizmy poznawcze ale mechanizm paradoksu jest realny i ma empiryczne podstawy. Więc ta intuicja praktyczna jest trafna, nawet jeśli ją różnie nazwiemy.
Haha, "jesteś miską" - to jest genialnie głupie i genialnie trafne jednocześnie 😀 Ale rozumiem o co Jaromir chodzi. ta metafora z wodą jakoś do mnie trafia, bo jak próbuję "pracować" z tym co czuję to się naprawiam, a jak po prostu zostawiam to być to jest jakby więcej miejsca. Nie wiem czy to czakry czy neurologia czy co, ale efekt ten sam.
A wracając jeszcze do kamieni bo Leokadia pytała i temat trochę odpłynął - ja przy pracy z bezpieczeństwem w ciele mam jedno doświadczenie które może być pomocne. Karneol faktycznie pobudza i nie zawsze to jest to czego potrzebujesz na start... Ale jest jeszcze jeden kamień który mało kto tu wymienił - morganit. Różowy, berylowy, działa między sakralną a Anahata. Przy tej konkretnej tematyce - bezpieczeństwo emocjonalne, ciało, relacje - czuję go inaczej niż karneol. Mniej impuls a bardziej takie ciepłe trzymanie. Ktoś próbował?!
Przeglądam tę dyskusję o kamieniach i chcę doprecyzować jedną rzecz bo widzę że pojawia się trochę mieszania. Litoterapia nie jest systemem zero-jedynkowym, każdy kamień do jednej czakry. To jest znacznie bardziej płynne i indywidualne. Tradycja którą znam przyporządkowuje kamienie do czakr przez analogię koloru i jakości, ale to są wskazówki, nie przepisy. Morganit może pracować przy sakralnej, księżycowy może pracować przy korzeniu. Zależy od osoby, zależy od intencji. Granacik i Wozka mają rację w tym co mówią o indywidualnym odczuciu.
tak, najprostsza metoda. Trzymasz w niedominującej ręce (u większości lewa), zamykasz oczy, kilka minut ciszy. Nie szukasz niczego konkretnego, tylko obserwujesz czy coś się zmienia. Ciepło, pulsowanie, czasem nic - nic też jest informacją. I warto robić to przed zakupem jeśli masz taki sklep gdzie możesz dotknąć.
Wtrącę się do kamieni na chwilę - jest jeedna rzecz o kturej rzadko się mówi. Kamień ktury dzaiła przy blokadzie nie zawsze jest przyjemny w odczuciu. Czasem wręcze odwrotnie, coś nieprzyjemnego, mrowienie, leki niepokuj. Nie jest to znak że kamień jest "zły", może oznacazć że właśnie trafia w zablokowane miejsce. Warto to rozróżniać od zwykłego "nie mój kamień".
hej hej, o, to jest ważna uwaga Wieszczbity bo mnie to spotkało i myślałam że robię coś nie tak. Kupiłam kiedyś karneol bo czytałam że przy sakralnej, i pierwsze sesje to był dziwny niepokój, prawie jak niecierpliwość w podbrrzuszu. Odłożyłam go na półkę. Terz czytam że może to było właśnie to pobudzenie o którym mówi ta dyskusja. Żałuję trochę że nie wiedziałam tego wcześniej. Czy jest jakiś sposób żeby odróżnić "dobry dyskomfort" od "zły dopasowanie"?
Przepraszam ze wchodze z boku ale mam pytanie do Tosi ogolnie bo czytam ten watek od dawna - mowilas ze z nieznajomymi trudniej a z bliskimi trochę lepiej. jak to wyglada przy kontakcie fizycznym, np. zwykly uścisk, z osobą którą darzysz zaufaniem? Cialo też wtedy reaguje napieciem czy to jest inaczej? Pytam bo mi się wydaje ze to moze wiele powiedziec o tym na ktorym poziomie jest ta blokada.
to jest wlasnie ciekawe co piszesz Tosiu - bo roznica miedzy mama a przyjaciolka to nie jest chyba tylko kwestia zaufania co? mam wrazenie ze to jest cos z tym jak dana osoba wchodzi w kontakt. mama pewnie nie "atakuje" przestrzeni, a przyjaciólka moze wchodzic za mocno. sakralna to tez granice ciala, nie tylko emocje
no właśnie, przestrzeń. to jest kluczowe słowo. Swadhisthana reaguje nie tylko na zaufaine emocjonalne ale na to jak ktoś fizycznie wchodzi w twoja aurę, w jakim rytmie, z jaka energią. ekspresyjna przyjaciolka moze mieć sama nadaktywna sakralna albo splotu slonecznego i to może powodować taki odruch cofnięcia. ciało to czuje zanim głowa zdazy pomyśleć
mam podobne doświadczenie z kontaktem fizycznym - u mnie przez długi czas był dokładnie ten pattern, ufam komuś emocjonalnie ale przy dotyku ciało robi "nie". i to się zmieniło dopiero kiedy zaczęłam pracować nie z czakrami na początku, ale z samym oddechem podczas dotyku. jak ktoś mnie dotykał to mimowolnie wstrzymywałam oddech. i to był klucz. powodzenia.
ja też mam to wstrzymanie oddechu!! i dopiero teraz rozumiem że to może być powiązane. przy każdym bliskim kontakcie, nawet z kimś kogo lubię, łapię się że nie oddycham normalnie przez chwilę. myślałam że to po prostu trema albo nieśmiałość
wstrzymanie oddechu przy dotyku to morzze być odrruch obronny układu nerwowego nic ezoterycznego czysto fizjologiczne. ciło szykuje się na ewentualne zagrożenie. z perspektyy pracyi z ciałemi to jest punnkt startowy nie diagnoza. co robizs z tym oddechem dalej kiedy to zauważysz to już jest pytanie praktyczne
mam w notatkach coś o tym - pracowałam kiedyś z metoda gdzie swiadomie oddychalas do miejsca które czujesz jako zablokowane pod czas kontaktu. nie od razu bo najpierw trzeba wogole zauwazyc że blokujesz. ale jak już lapiesz ten moment wstrzymania,to zamiast ignorować, robisz jeden świadomy wydech. tylko tyle. bez ceremonii
to co Karinka pisze mi przypominna jedną rzecz którą robiłam przy pracy z sakralną i bodily sensations. miałam taki czas że przy każdej bliskiej rozmowie, nie nawet dotyku, już sama rozmowa o uczuciach powodowała że coś się zaciskało w podbrzuszu. jak zaciśnięty worek. i ten wydech naprawdę robił różnicę, może nie od razu ale po wielu powtórzeniach
pytanie do Gizelki i Karinki - kiedy mówicie o oddechu do zablokowanego miejsca, macie na myśli dosłowne skupienie uwagi na okolicy podbrzusza podczas wydechu, czy jakaś konkretna technika oddechowa? bo pranajama to szeroka kategoria i nie wszystko tu pasuje tak samo
i wracając do ptyania Witchling o kontat fizyczny z bliskimi bo to ważna gałąź tej rozmowy. ta różnica którą Tosia opisuje - z mamą ok z przyjaciółką nie - morze mieć kilka wyjaśnień i nie muszą się wzajemnie wykluczać. styl wejścia w kontakt to jedno. ale też historia konaktu z daną osobą, ile razy granica była respektowana albo ne. caiło to pamięta
no wlasnie,pamiec ciała. ja bym tu powiedziała ze praca z sakralna to jest troche archeologia - odkopujesz kolejne warstwy i czasem to co myslisz ze to problem z teraz, to jest odpowiedz na cos dużo starszego. Tosia czy ta przyjaciolka jest osobą ktora od zawsze była taka ekspresywna czy to się zmieniło?
zawsze byla taka, odkad ja znam, wiec to nie zmiana. i w sumie to jest osoba ktora nigdy nie zrobiła mi nic zlego, naprawde ją lubię. wiec to chyba nie jest o niej. moze masz racje że to jest cos mojego, jakis wzorzec który sie wlacza przy takim typie kontaktu niezaleznie od konkretnej osoby
wzorzec który włącza się przy typie kontaktu, nie przy konkretnej osobie - to jest bardzo ważne rozróżnienie które Tosia sama właśnie zrobiła. to sugeruje że źródło jest wewnątrz, nie w relacji. w tradycji którą znam sakralna przechowuje właśnie takie wzorce, nie jako wspomnienia ale jako ucieleśnione nawyki. coś co kiedyś był odpowiedzią ochronną, zostaje jako schemat
to co Melania opisuje brzmi jak definicja schematu z psychologii ciała somatic pattern. nie mówię że nie bo tak właśnie działają schematy. tylko że w psychologii ciała mamy też konkretne metody pracy z nimi, oparte na badaniach. przy czym - nie twierdzę że praca z czakrą sakralną nie może się z tym pokrywać. może. pytanie co daje efekt u konkretnej osoby
a ja mam takie pytanie do ogólnej dyskusji - czy ktoś próbował afirmacji przy pracy z sakralna i co z tego wyszło? bo czytałam że afirmacje "moje ciało jest bezpieczne" i podobne mogą przy głębszych blokadach działać odwrotnie, ciało słyszy to jako coś fałszywego i się bardziej zamyka?
hmm, ale pytanie jako afirmacja to już jest zupełnie inne sposób niż afirmacja. nie krytykuję, bo efekt może być podobny, ale mieszamy kategorie... Ewunia pytała o afirmacje, a tu przechodzimy do czegoś innego. nie mówię że błędnie, tylko rzeby nazwy się zgadzały z tym o czym mówimy
wchodzę bo widzę że temat pytań do ciała się pojawił i mam jedno spostrzeżenie z praktyki. przy pracy z sakralna i poczuciem bezpieczeństwa w ciele najszybciej działają nie słowa ale ruch. bardzo wolny, nieceremonijalny ruch. kołysanie, zataczanie kręgów biodrami, nawet siedzenie i delikatne bujanie. ciało kture nie czuje się bezpiecznie często jest nieruchome, zastygłe. ruch jako pierwszy krok do połączenia
o, ten ruch to mnie zastanawia. bo ja generalnie w codziennym zyciu jestem dosc statyczna, dużo siedzę i właściwie nie myslę o tym żeby sie ruszać "bez celu". joga sie nie liczy bo to jest ustrukturyzowane. swobodny ruch bez choreografii to by dla mnie było dziwne
to "dziwne" jest informacją. dla ciała które jest przyzwyczajone do kontroli, spontaniczny ruch jest za duzy krok. można zaczac dosłownie od bujania sie na krześle. minutę. bez żadnego kontekstu. nikt nie musi wiedziec, nie musi byc ładnie ^^
